Nie, nie zapomniałam o blogu!

Nadal żyję, nadal tu zaglądam, chociaż wy zapewne już nie, bo ostatni wpis był w tamtym roku i wasza pierwsza myśl po jakiś trzech/czterech miesiącach była zapewne taka: ”porzuciła bloga i już nigdy nie powróci”.
Otóż nie. Pojawią się za niedługo wpisy i prawdopodobnie już ostatnie (tak na 60%).
Aczkolwiek już nie długo… mimo że nikt pewnie tego nie skomentuje albo odkryje, te wpisy, za jakieś kilkanaście miesięcy to i tak wrzucę co mam wrzucić i możliwe że już nic nie dodam.
Albo zostanę, kto wie ;)

Pozdrawiam i do zobaczenia!

9. Tajemnica Juliana – część 1

 

Skipper

Siedziałem w barze, popijając przy tym whisky z colą i zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem. Kobieta i dowództwo trzech facetów? Carly, ta delikatna naprawdę dziewczyna, dowódcą trzech facetów? Alkohol zaczął mi naprawdę mieszać w głowie, ale przypominając sobie, jakie podjąłem decyzję to widać, że…nawet bez picia alkoholu mogą mi uderzać do głowy jeszcze głupsze pomysły.

Tylko…zostawienie swoich braci to był odpowiedni pomysł? Nie wiem, kiedy się z nimi spotkam, są mi naprawdę bliscy… Głupie wyrzuty sumienia. Muszą się pojawiać jak zawsze w nieodpowiednim momencie. A wcześniej ich jakoś nie było, przez te parę lat, tylko od pewnego…przyjścia brunetki do oddziału. Wszystkich na nas to jakoś zadziałało.

- Skomplikowane i głupie to całe życie… – wymamrotałem, bez przerwy to się zmienia to, a tamto… Bez sensu! Słyszycie wszyscy tutaj zgromadzeni! BEZ SENSU!

Reszta pijących nawet nie zwróciła na to uwagi, byli zajęci alkoholem. Mogę sobie pokrzyczeć, ile się da i wypić. Hulaj dusza, piekła nie ma!

- Wynoś się stąd wstrętny lemurze! – krzyknął kelner, wyrzucając… Ogoniastego spod lady. – Nie tym razem!
- Ej! Trochę szacunku dla mnie! – Zadziwił mnie głos, jakim mówił Julian. Poważny i bez seplenienia. Pierwszy raz w życiu… No nie, przez cały czas coś sobie przypominam i bez przerwy w głowie ,,Pierwszy raz w życiu”.

Zwierzak w fartuchu przygotowany był już zadać cios pięścią Julianowi.
Pierwszy raz w… Oj przestań już!
- Stop! – stanąłem między nimi — ja się tym ssakiem zajmę.

Zwierzak w fartuchu przygotowany był już zadać cios pięścią Julianowi.
Pierwszy raz w… Oj przestań już!
- Stop! – stanąłem między nimi – ja się tym ssakiem zajmę.

Kelner wzruszył ramionami i rzucił ssaka w moją stronę.

Oboje wyszliśmy szybko, ponieważ jeszcze trochę, a doszłoby jeszcze do rękoczynów.

- Ogoniasty, co ty do jasnej cholery tutaj robisz? – spytałem, trochę sepleniąc. – I czemu mówisz tak dziwnie? Ty… A może to nie ty…
- Nie, to ja pingwinie, ja. Tylko wiele rzeczy o mnie jeszcze nie wiesz… A teraz ja spytam: co ty tutaj robisz? – zmierzył mnie wzrokiem — ale Ci śmierci z dzioba alkoholem…

Poczułem chęć wyżalenia się… Nawet temu idiocie. Co jest ze mną nie tak?!

- Odszedłem z oddziału — westchnąłem — i oddałem dowództwo Carl. Najgłupsze co mogłem zrobić, ale tak będzie lepiej.

Julian zmierzył mnie wzrokiem. Uśmiechnął się delikatnie. Ba, wyglądał tak, jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem. Miałem ochotę go uderzyć. I to bardzo mocno.

- Ekhm, no cóż — zachichotał – chyba to źle się skończy. Gdzie dziewczyna i dowództwo? Boże święty… A mi mówiłeś, że to ja jestem głupi, a tu proszę.

- Odwołaj te słowa ty… – wziąłem zamach, ale od zbyt dużo alkoholu zakręciło mi się w głowie i upadłem. Julian pokręcił przecząco głową i cmoknął.
- Chociaż… W sumie to dobrze, że odszedłeś. Przydasz mi się, grubasku.

Grubasku? Wstanę, to on będzie leżał. Ja mu dam grubaska…

- Niby w czym?!
- Będziesz mi chronił tyłek, bo inaczej mnie zabiją.

On tak na serio?

- Jak mam Ci chronić tyłek?
- Normalnie. Strzelają do mnie, a ty mnie chro…
- Nie chodzi mi o to, idioto. Pytam, w coś ty się wpakował?
-Dowiesz się w swoim czasie. A teraz wstawaj i chodź… – pomógł mi wstać i zaprowadził do czarnego auta. Wszystko wokół wirowało.

Usadził mnie na tylnym siedzeniu i wyciągnął papierosa z ,,kieszeni”. Spojrzał na mnie pytająco, ale się wykrzywiłem. Nie lubię palić, duszę się po nich.
Ssak zapalił i dmuchnął we mnie dymem. Zrobiło mi się nie dobrze.
- O matko jaka ulga… – westchnął.

Kowalski

Kiedy wróciliśmy do bazy zostaliśmy krzyczącą coś Carly, która demolowała wszystko dookoła. I wszystko na mojej głowie, a Skipper miał ją pilnować.

- GŁUPI DEBIL, SZMACIARZ! NIENAWIDZĘ GO! – krzyczała do tego, jeszcze łzy jej spływały. Spojrzeliśmy między sobą zdziwieni. Skipper jej coś zrobił?
-Hej, Carly, spokojnie! – zaczął Szeregowy — weź parę głębokich wdechów, wszystko będzie dobrze… – po czym młody szepnął do nas — A gdzie Skipper? Może go zabiła i zjadła?

Pf, bzdury.

- Naiwny Szeregowy… Jeszcze nigdy dotąd nie powiedziałem aż tak głupiej rzeczy. Fakt, z Carly przez pewien czas nie było w porządku, ale czuje się już lepiej — w tym momencie wszyscy szybko się schyliliśmy, inaczej dostaliśmy lecącym krzesłem. Rico i Szeregowy spojrzeli na mnie z uniesionymi brwiami. – To tylko, eee… Szok. A Skipper gdzieś wyszedł i na pewno zaraz wróci.

- On już nie wróci — pisnęła Carly.
- CZYLI ONA RZECZYWIŚCIE GO ZABIŁA?! – spanikował młody, ale wziął się garść, kiedy dostał od Rico plaskacza.
- Jak to nie wróci? – spytałem powoli do niej podchodzić w wyciągniętymi ramionami. – Chodź, nic się nie denerwuj. Powiesz nam wszystko na spokojnie.

Na początku zaczęła się cofać, aż w końcu wpadła mi w ramiona, wybuchając płaczem.

- Powiedział, że mnie nie kocha… – wybełkotała. Ugh, miłość i kobiety. Najgorsze co może być. Przewróciłem oczami. No to będzie miała depresję przez rok jak nie więcej.

- Oj Carly, nie jest tak źle — uśmiechnął się Szeregowy.
- I powiedział, że odchodzi z oddziału — wybuchła jeszcze większym płaczem.
- TERAZ JEST BARDZO ŹLE! – pisnął Szeregowy.

8. Co by było gdybym…?

Skipper

Zaczynał się już drugi dzień, a Carly nadal nie otworzyła oczu. Z lekkim uśmiechem na twarzy leżała pogrążona w śnie. Zastanawialiśmy się jak zareaguje kiedy się obudzi. Myślałem też nad tym co jej wtedy powiem, dlaczego nie chciałem się przyznać, że ją darze ją jakimkolwiek uczuciem. Nie lubię tematów miłosnych, wolę takie wojskowe. Ale niestety nic na to nie poradzę, muszę jakoś to z nią wyjaśnić. O ile się z nią dogadam, z TĄ dawną Carly, normalniejszą.

Korzystając z tego, że jestem sam na sam ze śpiącą królewną, usiadłem obok niej wygodnie, tradycyjnie z kubkiem kawy w skrzydełkach.
- Musimy sobie coś wyjaśnić… – zacząłem. – Nie wiem czy to prawda, że ludzie w śpiączce słyszą co się do nic mówi. Nawet nie chce zaczynać tego tematu z Kowalskim, bo skończy się to wielogodzinnym bełkotem, a każdy z nas chce jeszcze żyć – zaśmiałem się pod „nosem”, po czym westchnąłem. Wpatrywałem się w nią i najchętniej robił bym to bez końca. Jest śliczna. - Sama dobrze wiesz, że posiadanie drugiej połówki w wojsku jest trudne. Brak czasu, brak czasu i jeszcze raz brak czasu. Tym bardziej, że… Nie lubię odwzajemnić uczuć. Nie jestem ufny. Hans był moim najlepszym przyjacielem i miałem kiedyś też dziewczynę…ale to ja ją zostawiłem, po prostu zgubiłem jej numer telefonu i tak to się zakończyło, ale wiesz… Chodzi bardziej o Hansa, ekhm. Był moim najlepszym przyjacielem, ale zrobił coś, co sprawiło, że moje zaufanie do innych zniknęło. Emm i tak to było. 

Z trudem zakończyłem ten idiotyczny monolog, chciałem dodać jeszcze jedną rzecz, ale ona chyba o tym wie. Zamyśliłem się, popijając kawę wpatrując się w jeden punkt.

- Hans mi wszystko opowiedział – z zamyślenia wyrwał mnie uroczy głos pingwinki.
- To już praktycznie wszystko o mnie wiesz…dobrze że się obudziłaś. Na samym końcu powiem ci jeszcze jedną rzecz, jaką ode mnie usłyszysz ostatni raz, tak samo jak ostatni raz w życiu mnie zobaczysz – westchnąłem – nie łódź się, że między nami coś będzie.

Spojrzałem na nią. Twarz miała kamienną, ale oczy wszystko zdradzały.
- Przemyślałem to wszystko. Tak samo jak to, że…odchodzę z oddziału i szefostwo oddaję w twoje skrzydła. Chłopaki o niczym nie wiedzą, ale powiesz im… – Dopiłem swój ulubiony płyn, po czym wstałem i spakowałem pare najważniejszych rzeczy. – Żegnaj…
Wyszdłem nie spoglądając nawet na nią.

Carly

Przez chwilę kompletnie nie mogło do mnie dojść co się przed chwilą stało. Jak ja im to powiem, że Skipper odszedł? Ja nawet nie spisze się w roli szefowej. Ja…jak to będzie wszystko teraz wyglądało?
Zaczęłam mieć teraz ogromne wyrzuty sumienia. Gdybym się tu nie pojawiła, wszystko by się potoczyło zupełnie inaczej…

 

Czas dać jakieś znaki życia ;p Przerwa taka od pisania jak reklamy na Polsacie, że aż wstyd! Ale niestety siła wyższa – brak weny, a o chęci do pisania to już nawet nie wspomnę. Teraz jest już odrobinę lepiej, powoli już się rozkręcam ;) 

Zapraszam do komentowania!

7. Przegrana

Skipper

Światła odrobinę przygasły, jej oczy świeciły się w ciemności. Do tego w tle było słychać okrzyki mieszające się z jedną piosenek Eminema.

Spodziewałem się, że będziemy chodzić wokół siebie, jak to zawsze było, ale zdenerwowałem ją tak bardzo, że rzuciła się na mnie od razu. Zadziwiła mnie swoimi nowymi umiejętnościami. Gdy wróci, i uda się nam powrócić tą starą Carly, musi nas tego nauczyć.

Broniłem się jak mogłem, ale nie dała mi użyć za bardzo swoich sił, była szybsza i zwinniejsza.

Nagle wykręciła mi skrzydła do tyłu i wyszeptała:

- Załatwię cię w trzy minuty…

- Pff, w trzy? Ja zrobię to nawet z minutę – powiedziałem i szybko chwyciłem ją za skrzydła, przerzuciłem przez siebie i przygwoździłem do ziemi. Była spokojna, ale to kwestia czasu aż wybuchnie. Przewróciłem ją na plecy. Dzięki jednemu bolesnemu uderzeniu sprawiłem, że dziewczyna nie mogła kompletnie poruszyć jakąkolwiek kończyną. Wyła z bólu w niebogłosy.

Za sobą słyszałem różne głosy, które krzyczały ,,Zabij ją, zabij!’’. No tak. Przecież wygram dopiero wtedy jak ją zabiję, ale ja nie chce jej zabić, tylko wyciągnąć, walnąć porządnie żeby w końcu wróciła na ziemię. Żeby myśleli, że ją zabiłem, wziąłem jej głowę w skrzydła i uderzyłem ją w tył głowy, ale szybko przekręciłem jej głowę w prawo, żeby myśleli, że skręciłem jej kark.

Przez chwilę nikt się nic nie odzywał, wszyscy patrzyli na to zszokowani, ale po minucie, wszyscy zaczęli się drzeć w niebogłosy i bić brawo.

Spojrzałem w kierunku Hansa, spojrzałem na niego wściekły, posłał mi ciepły uśmieszek.

Dwa ogromne wilki przeszły obok mnie żeby zabrać Carly, ale im w tym przeszkodziłem.

- Gdzie ją dacie? – zapytałem.

-  Rzucimy na pożarcie gdziekolwiek – odpowiedział jeden z nich.

- Mam propozycje: dajcie mi jej ciało, chce skończyć z nią na zawsze. – Widziałem po ich minach że nie są zadowoleni, więc wyciągnąłem z kieszeni troszkę pieniędzy, dopiero wtedy się zgodzili.

Wziąłem Carly na ręce i wyszedłem stamtąd szybko. Potem policzę się z Hansem.

Chłopaki od razu wyszli za nami.

- Szefie, niech pan zaczeka! – krzyknął zdyszany Szeregowy.

- Nie ma zatrzymywania, nie wiem kiedy się obudzi, chodźcie, bo potem będą problemy.

- Przez chwilę myślałem, że Szef ją naprawdę zabił, prawie zemdlałem! – pisnął Szeregowy, który dopiero po pięciu minutach dogonił mnie, Rico i Kowalskiego…powiedzmy, że Carl się też liczy.

- Ciekawe co zrobił jej Hans, że w taki gwałtowny sposób się zachowywała? – Kowalski i te jego przemyślenia. Przecież mnie nienawidzi, to jak ma reagować? Ta dziewczyna ma wiele twarzy. Ale od pewnego czasu.

 

Hans

Wiedziałem, że źle się dla mnie to skończy, gdy Bulgot się o tym wszystkim dowie. Nie tak to miało wyglądać, jasny szlag! Miałem do wyboru: albo uciec i czekać aż się sam o wszystkim się dowie albo powiedzieć i zginąć z jego rąk.

Nie chce uciekać, nie chce być tchórzem, jak Skipper kiedyś.

- I jak? – O mało nie dostałem zawału przez głos Bulgota dochodzący przez wokie-tokie. – Powiedz, że Carl wymęczyła Skipper’a i masz całą resztę.

Przez pewien czas zastanawiałem się czy odpowiedzieć, ale tchórzem nie będę, nie!

Wziąłem do skrzydła przedmiot i nie wiedziałem jak mam zacząć. Kurde.

- No więc… – zacząłem – nie poszło zgodnie z planem.

- JAK TO NIE POSZŁO?! – warknął.

Wokie-tokie prawie wypadło mi ze skrzydeł, zacząłem nim żonglować, aż w końcu już złapałem i mocno trzymałem.

- No… Skipper ją pokonał i wyszli stąd szybko, nie zdążyłem nawet ich złapać!

Oczywiście to było kłamstwo, bo nie wiedziałem co robić. Od pewnego czasu miałem zaćmienia.

- Jak cię złapie to zabije – syknął – całe miesiące faszerowania ją tymi idiotycznymi lekami, nad którymi siedziałem całe cztery dni i noce, a ty mi z czymś takim wyskakujesz?!

- Ale on ją ogłuszył… na pewno jak się obudzi wszystko zdemoluje.

- Módl się żebyś miał racje, maskonurze. 

 

Muszę się przyznać, że wena troszkę mi zaczyna siadać jak i chęć do pisania, z którą już miałam problem pod koniec wakacji. 
Nie wiem kiedy pojawi się następna część opowiadania i czy w ogóle się pojawi. 
Pozdrawiam ;) 

6. Złocista Kobra

Szeregowy

Mijał tydzień za tygodniem, po Carly nie było ani śladu. Skipper nie wydawał się tą całą sytuacją jakkolwiek dotknięty – zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło, co nas denerwowało. Tęskniliśmy za nią.
Próbowałem poruszyć o niej temat, ale szef nie słuchał i zmieniał od razu rozmowę na jakąś inną. Zauważyłem, że stał się dla nas jakoś bardziej ostrzejszy. Julian stał mu się całkiem obojętny – kiedy tylko Król w jakiś sposób próbował go zaczepiać, ten go całkowicie ignorował, co powinien zrobić już wcześniej.

Tęsknie za Carl i za Skipper’em… tym starym Skipper’em…

Byliśmy sami we dwoje w bazie. Mieliśmy okazję porozmawiać na poważnie.

Podszedłem do niego ostrożnie.

- Szefie, musimy porozmawiać… – Głos odrobinę mi drżał, bałem się trochę. Tylko Rico zachował zimną krew przy rozmowie z nim.

Skipper nawet na mnie nie spojrzał, ani nawet nie odpowiedział. Oglądał telewizję i pił kawę, jak zawsze. Zdenerwowany stanąłem tak, aby przeszkodzić mu w oglądaniu.

- Szeregowy, przesuńcie się… – rzekł pingwin. Jego głos był całkowicie wyprany z emocji.

- A właśnie, że się nie przesunę, a wyłączę to głupie pudło! – warknąłem i tak zrobiłem. – Musimy poważnie porozmawiać o Carly.

- Wy znowu o tym samym…nie macie nic innego do roboty? Rico ostatnio jadł burrito, toaleta nie wygląda za ciekawie…robota czeka, żołnierzu.

Zmarszczyłem brwi. Z miłego Szeregowego stał się teraz ten gorszy.

- Nie będę nic sprzątać, gadamy na poważnie, rozumiesz?! – syknąłem – Dlaczego tak potraktowałeś, Carl? Ona jest dla nas wszystkich bardzo ważna! A ty…

- Słuchajcie, Szeregowy – usiadł prosto na fotelu – po pierwsze, jestem twoim szefem, więc masz obowiązkowo tytułować mnie ‘’szef’’. S-Z-E-F! Po drugie, to moja prywatna sprawa z Carly, do której żaden z was nie ma czelności się mieszać. To, żeście ją polubili to wasza sprawa, kontaktujcie się z nią jak możecie, mam to w dziobie. To moje sprawy, a żaden z was nie ma prawa się w nie ingerować. – Wstał i podszedł do mnie na tyle blisko, że czułem jego oddech na sobie. – Zrozumieliście czy mam w jakiś inny sposób do was dotrzeć?

Ogarnęła mnie panika, jego wzrok mnie przeraża. Ale dla Carly zrobię wszystko!

- Szefie, ale Carly…

- Bla, bla, bla, Carly to i tamto! Masz – wcisnął mi mop i inne środki czystości do skrzydeł i wpychał mnie siłą do toalety – a teraz marsz sprzątać kibel.

 

Król Julian

Powoli już zmierzałem do swoich czarno-białych podwładnych. Musiałem się w końcu pochwalić czymś, żeby byli zazdrośni. Czyli walki, a wiem że ten głupi szefciu będzie mnie błagał, żebym go zabrał. A ja mu wtedy – jak wyiskasz mnie to może i! Ha! Moja doskonałość pomysłów już zaczyna mnie przerastać swoją doskonałością, ach!

 

- No hej pingwinowie – wykrzyknąłem wesoło, ale odpowiedziała mi cisza. Hm, przynajmniej ona mnie docenia. Ale był w środku Skipper, tylko że ostatnio olewał mnie bardziej, niż wcześniej. Nie podoba się mnie to. – Ej, pingwin, wiesz co ja maaam? – Najwyższy czas się pochwalić!

Ale w ogóle nie wykazywał mą osobą zainteresowania. Hańba mu! Ale kontynuowałem:

- Bilety na walki bokserskie! I to nie jadalne!

- Chyba nielegalne… – burknął głupi gbur.

- Japa w kubeł, wiem lepiej! – pisnąłem. – A więc… podobno tam są takie nie jadalne walki…o żarcie…a ja jestem królem, więc wygram!

- Ogoniasty, nie wypowiadaj się na te tematy, bo nie masz zielonego pojęcia o czym to jest. Na nielegalne, nie ,,nie jadalne’’. Tak w ogóle skąd to masz?

- Jak to mówią ,,Jak się niema co się lubi, to się kradnie, co popadnie’’ tak oto mam te piękne bileciki!

- Ugh, pokaż go! – znowu burknął. On ciągle burczy. Wydarł mi bilety z łap i je dokładnie przejrzał. A potem…

 

Szeregowy

A potem wszyscy udaliśmy się na walki. Zwierząt tam było jak mrówek, a ci, którzy mieli brać udział w walkach to wyglądali jak zmutowani. Słyszałem, że podobno wybierają swoich przeciwników z tłumu. Brzmi ciekawie, ale nie chciałbym walczyć z takimi olbrzymami. Do tego mogą cię nawet zabić, nie ma żadnych zasad.

Tylko ja i Kowalski byliśmy najnormalniejsi i wiedzieliśmy, że dobrze to się nie skończy. Najgorsze jest to, że do walki i do wyboru przeciwnika zgłosił się Skipper, a po nim Rico…a żeby było jeszcze ciekawiej, potem doszedł Julian. Zaraz walki miały się rozpocząć, a mi trzęsły się skrzydełka z nerwów.

- Ogoniasty, ty się nie nadajesz na to… – zaczął dowódca – trzy sekundy, a ty będziesz miazgą – westchnął, a Julian ustawił się w nowo wymyślonej pozycji ,,fochowej’’. Oczywiście poprosił Maurice’a żeby go ustawił.

- Jak śmiesz porównywać mą królewskiej osoby do miazgi! Znam bardzo dużo fajnych tańcówek na pojedynki…strzelę mu z zadka!

- Ale to nie pojedynek na tańce! Tylko boks! W którym nie ma zasad! – krzyknąłem spanikowany. – A jak umrzecie?!

Nawet nie zwrócili na mnie uwagi. Skipper i Julian byli skupieni na kłótni, a Rico na przypominaniu sobie wszystkich uderzeń. Spojrzałem na Kowalskiego zrezygnowany. Ten rozglądał się wokół.

- Co się dzieje? – spytałem.

- Mam wrażenie, że gdzieś widziałem to Carly… i raczej się nie mylę, mam doskonały wzrok – zmrużył oczy. – Rozdzielmy się – powiedział i zaraz oboje zanurzyliśmy się w tłumie.

Spotykałem bardzo dużo pingwinek, ale po Carl ani śladu. Może Kowalski jednak się mylił?

Chodzenie i szukanie zajęły mi jeszcze z pół godziny, kiedy zauważyłem niską osobę, wchodzącą na ring.

- Zbliża się powoli już godzina dwudziesta trzecia, czas na walki! Naszym pierwszym, właściwie pierwszą, osobą, która rozpocznie walkę będzie nowa zawodniczka. Przedstawiam wam ,,Złocistą kobrę’’! – krzyknął wesoło przez mikrofon prowadzący – żuraw –  i wskazał na niską postać. Światła reflektorów skierowały się na nią. Powoli zdjęła szlafrok bokserski i odwróciła się twarzą do mnie. Uśmiechnęła się tajemniczo, a publiczność oszalała.

 Włosy miała spięte w koka, a twarz miała jak z horroru – cała blada, poobijana i w strupach. Strasznie schudła, a w niektórych miejscach miała braki piór.

Sparaliżowało mnie. Czy ona zgłupiała?! Spanikowany zacząłem szukać Kowalskiego. Kiedy go znalazłem potrząsnąłem nim.

- Kowalski! Czy ty widzisz to co ja, czy mam zwidy?! Musimy ją jak najszybciej stamtąd wziąć, ona chyba nie wie w co się pakuje!

- Nie, nie masz zwid…co ona sobie zrobiła…ona chyba zwariowała, popatrz na nią jaka jest poturbowana! – Ledwo co go słyszałem przez te wszystkie gwizdy i klaskania. – Ja… JA NIE WIEM CO MAM TERAZ ZROBIĆ! JA…JA NIE WIEM?!

Pierwszy raz widziałem Kowalskiego aż tak spanikowanego. Ja w tym momencie sam nie wiedziałem co robić.

- Dobrze, już dość…-zaczął żuraw-Złocista Kobra musi wybrać przeciwnika. A nim będzie…? – Spojrzał zadowolony na Carly. Dziewczyna jednak twarz miała obojętną i przeczesywała wzrokiem szeregi publiczności. Zatrzymała wzrok na mnie i Kowalskim. Zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się.

Zrobiło mi się słabo. Nie chciałem z nią walczyć.

Przez chwile patrzyła jeszcze na nas, kręcąc przecząco głową z rozbawieniem.

- I kto nim będzie, Złocista Kobro? – zapytał zaciekawiony prowadzący.

Dziewczyna elegancko podeszła do niego, wyrwała mu mikrofon, rzucając mu przy tym uwodzicielski wzrok i powiedziała prawie szeptem:

- Zadecydowałam, że wybiorę… – Przebiegła wzrokiem następny rząd i zaśmiała się. – Ten uroczy pan pingwin co siedzi obok lemura… Panie Skipper’ze McKellen, zapraszam do zabawy! – zaśmiała się i pomachała w stronę szefa. Spojrzeliśmy na niego.

 

Skipper

Przyznam, że byłem zaskoczony, kiedy zobaczyłem tą małą na ringu, ale starałem się to ukryć.

Powoli wstałem kończąc paluszka i westchnąłem.

- No dobra… – wzruszyłem ramionami. Ślizgiem szybko przewinąłem się przez tłum i stanąłem z nią twarzą w twarz. – Skopię ci zad, Harris…

Dziewczyna uśmiechnęła się niewinnie i przejechała skrzydłem po moim torsie.

- Zobaczymy… – wyszeptała, patrząc na mnie uwodzicielsko. Złapała mnie delikatnie za dziób i przyciągnęła do siebie. – Biedny, bezużyteczny śmieć…

Zachowywała się dziwnie. Z wyglądu jak Carly, ale z charakteru całkiem inna.

- Skończ tą dziecinadę… dalej będziesz się za to mścić, dziewczynko, że cię nie chce? – zaśmiałem się.

Warknęła i popchnęła mnie do tyłu mocno, weszła na środek ringu i zgięła skrzydła w pięść, a potem krzyknęła słodko:

- Zaczynamy zabawę, kochani!

W tłumie ujrzałem Hansa.

Sądzę, że nic nie zdarza się przypadkiem. Na pewno ma coś wspólnego z zachowaniem Carly. Nie daruje mu tego… 

Witajcie! ;)
Muszę was trochę przytrzymać w napięciu…

Wpis ogólnie jest dosyć intrygujący(tak mi się wydaje), ale niestety źle napisany.
Od paru dni żyję już całkowicie szkołą i zastanawiam się nad wzorami fizycznymi i nie tylko, przez co nie mogę się skupić na pisaniu jak i czytaniu. Też mam trochę problem z chęcią do pisania. 
Mam nadzieję, że to tylko chwilowe ;p
Gotowi już jesteście do szkoły? Bo do mnie nadal nie dociera, że jutro pierwszy września. Czuję się tak, jakbym szła na wojnę xD
Jutro coś się pojawi (nawet może dwa wpisy) na blogspocie, zapraszam.
Czekam na opinie! 
Pozdrawiam, Alex ;*

5. Co wydarzyło się w Danii?

Carly

Hans był naprawdę przemiłym facetem. Zachowywał się w stosunku do mnie jak prawdziwy gentelman. Lubił te same rzeczy jak ja, kochał boks, ale musiał go przerwać przez poważną kontuzję. Przez chwile myślałam, że tylko udaje, żeby coś mi zrobić, ale od razu wyrzuciłam te myśli. Nie pozwolę w tym momencie dać się wyłonić swojej gorszej stronie, którą wytresował Skipper.

Zbliżała się już powoli trzecia, a my nadal rozmawialiśmy przy ciepłej herbatce. Kiedy tematy się skończyły, siedzieliśmy w milczeniu, słuchając uderzanie kropelek w szyby. Czasem ja na niego zerkałam, czasem on na mnie.

- To może…powiesz mi skąd znasz Skipper’a i mnie? – spytałam, przerywając niezręczną cisze.

Ptak napił się herbaty i westchnął. Czekałam zniecierpliwiona na odpowiedź.

- Skipper był kiedyś moim najlepszym przyjacielem – zaczął – ale już nimi nie jesteśmy.

Szef kiedyś opowiadał o jakimś Hansie. Był podobno fałszywy i podły. Ale on na takiego nie wyglądał i nawet tak się nie zachowywał. Znów do głowy zaczęły mi się wpychać jakieś myśli. Hans zauważył to i dodał:

- Nigdy wam pewnie nie opowiadał jak było naprawdę…jeżeli chcesz mogę opowiedzieć ci prawdziwą wersję. Chcesz?

Przytaknęłam.

Maskonur rozsiadł się wygodnie na krześle i wyciągnął kolejnego papierosa. Zaciągnął się i wypuścił dym, który poleciał na mnie. Zaczęło mnie od niego mdlić, ale nie dałam tego po sobie poznać.

- Wszystko zaczęło się dokładnie dwanaście lat temu, mieliśmy wtedy po osiemnaście lat. Znaliśmy się od ośmiu lat. Skipper zawsze był wesoły, miły i kulturalny. Ale w głowie zawróciło mu wojsko… – Przerwał na chwile żeby znowu wciągnąć te wszystkie toksyny do siebie. – Zmienił się całkowicie. Jak miał dziesięć lat, to nawet nie chciał się ze mną bawić. Jedynie czołgi, bazuki i samoloty. Ześwirował. Udawał twardego, nie raz mocno mnie zranił, ale nie obrażałem się na niego, bo był w końcu moim najlepszym przyjacielem, a przyjaciołom się wybacza, prawda? I tak mordowałem się z nim przez następne osiem lat, już nie mogłem wytrzyma…

- To dlaczego mu tego nie powiedziałeś albo go nie zostawiłeś? – przerwałam.

- Bo był dla mnie jak brat. Nie potrafiłem go ot tak zostawić, a próbowałem przemówić mu do rozsądku tyle razy, ale zawsze to kończyło się kłótnią.

Chciałam jeszcze coś się spytać, ale Hans nie dał mi dojść do słowa.

- Cii, nie przerywaj… – zakaszlał. – Postanowił ze swoimi nowymi przyjaciółmi, którzy też byli tak samo walnięci jak on, w tym momencie chodzi mi o Manfriediego i Johsona, wspominał o nich tyle razy na pewno. No więc postanowili że zrobią napad na szajkę, która zaczęła kraść ryby z całego świata i zwozili do Danii. Próbowałem ich powstrzymać, bo wiedziałem dobrze, że wpadną w niezłe kłopoty.

 

*dwanaście lat temu*

 

Trójka młodych pingwinów cicho kręciła się obok ogromnego Duńskiego budynku.

Zajęło im trochę dostanie się do niego – wszędzie były kamery i jakieś pułapki. Ale dzięki staremu bobrowi, który od lat służył w wojsku i uczył ich wszystkiego, bezszelestnie dostali się do środka.

- Ej, Skipper gdzie teraz? – szepnął jeden z nich, Manfredi. – Schodami w górę, korytarzem prosto i lewe drzwi – odpowiedział i ślizgiem ruszyli po schodach.
Młody maskonur szedł za nimi cicho, modlił się żeby nie wpadł w jakąś pułapkę. Nie był tak dobry jak oni – jego skrzydełka były stworzone do czegoś innego, niż walk, tylko do malowania. Miał przeczucie, że chłopaki wpadną w kłopoty, a nie chciał tego. Chciał ich jakoś powstrzymać. Zmęczony już ptak wspiął się po schodach i podreptał do otwartych drzwi. Stanął w drzwiach. Jego oczom ukazały się trzy młode pingwiny, które pakowały do ogromnych toreb tyle ryb, ile się da. Jeden z nich nawet pakował trochę do żołądka tak, żeby reszta nie widziała.

- Ej, pst! – szepnął maskonur. – Zostawcie to! Najniższy i najgrubszy z nich gwałtownie odskoczył od torby pełnej ryb. Spojrzał na ptaka ze złością.

Jego towarzysze również odwrócili się w jego stronę, ale zaraz wrócili do pakowania. Nie mieli czasu, chcieli stąd wydostać najlepsze ryby. Kto był w ich zespole, ten musiał sobie z każdym problemem sam radzić, a reszta miała się nie wtrącać.

- Niech mnie wszy po udach pogryzą! Co ty tutaj robisz?! – Pingwinek podszedł do niego bliżej. – Ile mam razy przemawiać ci do rozsądku? Nie widzisz co ty robisz? Gdzie jest ten mój dawny Skipper-z tym, z którym przeżywałem wspaniałe przygody i bez przerwy się bawiłem doskonale? – powiedziawszy to, do jego oczu napłynęły łzy. Tęsknił za dawnym Skipper’em, nie mógł już go odzyskać. Chociaż próbowałby ze wszystkich sił. Białobrewy przewrócił tylko oczami i wrócił do pakowania ryb.

W maskonurze coś pękło, rozlała się po nim nienawiść. Czuł ją wszędzie. Rzucił się na pingwina i zaczął go szarpać, drapać i bić. Skipper nie dał się łatwo okładać – potraktował Hansa mocnym kopniakiem, przez którego wylądował na ścianie, włączając przy tym cichy alarm.

Ptak pozbierał się szybciutko po bolesnym kopniaku, powoli wstał, chwiejąc się. Do skrzydła złapał ogromną rybę i ruszył na przeciwnika, który również wziął do skrzydełek jakąś rybę. I tak zaczęła się ostra walka na ryby. Towarzysze Skipper’a przyglądali się temu wszystkiemu i kibicowali swojemu koledze. Hans nie był dobry w takich rzeczach, ale kiedy złość obezwładnia go całego, tracił kontrolę nad sobą – ciało robiło co chciało. Białobrewy dostał jeszcze więcej od maskonura.

Żaden nie zamierzał odpuścić, kiedy nagle do środka wbiegli Duńczycy z broniami w rękach.

- Ręce do góry! – warknął jeden, blondyn, i spojrzał na najniższego z pingwinów – Skipper…musisz wszędzie wpychać dziób w nie swoje sprawy? Ostrzegali nas przed tobą. Obiecuję ci to że teraz już z tobą skończę – powiedziawszy to wyciągnął broń i wycelował w białobrewego. Ten spojrzał ze złością na maskonura.

- Masz mi się więcej na oczy nie pokazywać. Mówiłem żebyś się nie wtrącał. – wycedził. Kiedy facet o blond włosach już nacisnął spust, Skipper błyskawicznie ruszył do ucieczki. Kiedy był już na zewnątrz rozglądał się za Manfredim i Johsonem.

Ale po nich nie było niestety ani śladu.

 

- Dlatego nie chce powiedzieć co się tam wydarzyło, bo nie chce się przyznać do swojego błędu – dokończył. Tym z wielką chęcią bym mu dogryzała.

- A co się właściwie się stało…z Manfredim i tym drugim? – zapytałam. – Johsonem. Złapali ich Duńczycy i wysłali gdzieś tam, już nie pamiętam gdzie. I za takie coś się nienawidzimy. Nie raz chciałem mu zrobić na złość bo mnie już naprawdę irytował, chce się odgryzać do końca życia, póki mnie nie przeprosi.

Witam po tak ogromnej przerwie, za którą strasznie przepraszam. ;)
Jak wam się podobał wpis?
Spodziewaliście się czegoś takiego po Skipper’ze?
Hans ma jakieś złe zamiary? 
Zostawcie koniecznie swoje myśli w komentarzach!
Pozdrawiam, 
Alex ;*

4. Tajemnicza postać

Carly

Przez dwie godziny błąkałam się po ulicach Nowego Jorku. Zaczęło się ściemniać, ale nie miałam najmniejszego zamiaru wrócić tam, nie chce na niego patrzeć, nie potrafię. Dostałam cios prosto w serce i to bardzo mocno, głęboko. I już raczej nigdy tam nie wrócę. Będę tęsknić za Kowalskim, Szeregowym i szalonym Rico, ale muszę jakoś przetrwać. Przeżyłam śmierć matki, to przeżyję i to, zajmę się czymś innym. Może powrócę do treningu boksu? Dawno nie ćwiczyłam, a to był najlepszy sposób na rozluźnienie się. W tym momencie idealnie by się to sprawdziło.

Zaczęłam jak opętana uderzać w ścianę jakiegoś budynku. Nikt tego nie widział, znajdowałam się w jakieś ciemnej uliczce, Bóg wie gdzie. Skrzydła zaczęły mnie boleć, rany powoli zaczęły się ujawniać sącząc krew. Do tego zaczął padać deszcz. Ale nie przestawałam, uderzałam bardziej. Potem mój gniew przeszedł na inne rzeczy, takie jak kontenery czy okna, którym od razu robiłam szyby, a inne przedmioty jeszcze latały w powietrzu. Wreszcie mogłam się porządnie wyżyć, bez żadnych idiotycznych zasad przez Skipperk’a.

Gdy znowu wróciłam do ściany, od razu sobie wyobraziłam, jakby to był Skipper. Poczułam się jak na ringu. Tylko on i ja. On bez sił, cały we krwi, a ja kontynuująca dalej, mimo że mogłam go nawet zabić. Niestety to były tylko wyobrażenia, od rzeczywistości da się uciec na chwilę, nie na zawsze. Nie wiem czy gdyby się tu pojawił to bym zrobiła z niego miazgę. Rozum mówiłby ,,tak’’, serce ,,nie’’. Może i skrzywdził, ale i tak kocham go. Niestety będę musiała pogodzić się z nieodwzajemnioną miłością. Chyba, że jednak jest odwzajemniona…nie mam pojęcia, raczej już nigdy się nie dowiem.
Ciekawa jestem czy w ogóle mnie szuka, czy już ma mnie kompletnie gdzieś. Jakoś nie widzę tego, aby pojawił się tu z resztą i prosił o wybaczenie. Przed innymi nie przyzna się do niczego. Przed miłością do mnie tym bardziej. Przecież to jest nic naprawdę złego i wstydliwego. Cholerny pingwin.

Uderzenia w ścianę były coraz bardziej mocniejsze, deszcz zaczął spadać coraz większą ilością na ziemię. Włosy zaczęły się przyklejać do twarzy, chciałam je odgarnąć, ale tylko je wyrwałam ze złości. Na skrzydle miałam trochę swoich ,,kudłów’’, próbowałam się ich pozbyć, ale niestety się nie udało, co jeszcze bardziej mnie rozzłościło. Próbując znów uderzyć w ścianę, poślizgnęłam się i wylądowałam w kałuży. Teraz poczułam dopiero, że nie mam siły. Zostałam w niej, patrząc na swoje poranione skrzydła, które trochę się trzęsły.

- Pięknie… – usłyszałam jakiś męski głos za sobą, którego w życiu nie słyszałam. Ale nawet się nie odwróciłam. Nie obchodziło mnie to zbytnio kto to, co chce. Wszystko teraz stało się obojętne. – Nigdy jeszcze nie widziałem aż tak wojowniczej kobiety.

- I po co mi to mówisz – zaczęłam – nie obchodzi mnie to czy widziałeś czy nie.

- Złamane serce? – spytała tajemnicza postać. W tym momencie gniew powrócił.

- Zamknij się – warknęłam i błyskawicznie wstałam z kałuży, zaczął wiać odrobię wiatr, zrobiło mi się strasznie zimno, a pingwinowi nie powinno. Ale ja zawsze wyróżniałam się od innych. – To nie twoja sprawa o co chodzi.

- Wiesz, patrząc na przygnębioną piękną kobietę sprawia mi to ból. Spytałem grzecznie, nie musisz się denerwować. Powiedz mi co się stało, widzę że coś bardzo cię boli. Postaram ci się pomóc, zaufaj mi.

- A zamknij się, nie jest to twoja sprawa co mnie boli. – Podeszłam do tajemniczej postaci i wzięłam rozmach żeby ją uderzyć, ale…

- Skipper, zgadłem? – Zamarłam. Skąd o tym wie i kim on jest?! – Oj uwierz, nie jedna kobieta doznała czegoś takiego od niego. Widać, że ci na nim zależy, chyba najbardziej z jego wszystkich dziewcząt. – Postać ostrożnie obeszła mnie wokół.

Już miałam krzyknąć ,,Julian, ty matole, to ty?!’’ ale był o wiele bardziej niski od tego kogoś. On nie potrafiłby mówić takim głosem, zachowywałby się bardziej idiotycznie.

Kiedy błyskawica przecięła niebo, co nie co go zobaczyłam. Był to ptak, ale nie pingwin. Miał dużą głowę, krótkie nogi i ogon. Co to i kto to jest?!

- …więc nie jesteś pierwsza i ostatnia Carly.

- Skąd ty wiesz jak ja mam na imię?! Skąd znasz Skipper’a?!

- Może porozmawiamy o tym w jakimś pomieszczeniu. Mimo że jesteś pingwinką również możesz się przeziębić, a nie chce patrzeć jak jakaś ślicznotka męczy się z katarem. – To się nie patrz. – Oj chodź, nie daj się prosić. Przy okazji może porozmawiamy o boksie? Zajmuje się takimi sprawami, może chcesz spróbować na ringu?

Tym ostatnim zdaniem mnie nie przekonał. Nie ufałam mu za bardzo, bo on zna mnie, a ja jego nie. Muszę go wypytać o niektóre sprawy.

Weszliśmy do budynku, wtedy zobaczyłam go całego, był nawet przystojny. 

 

Hejka hej!
Witam pierwszego sierpnia, jeszcze miesiąc wakacji.
Cieszycie się, że wracacie do szkoły czy wręcz przeciwnie?
Tak, wiem, krótkie, ale tak trzeba. xD
Domyślacie się kim jest postać? ;)

3. ,,Żegnaj Kowalski”

Carly

To było obleśne. Nigdy się nie całowałam, więc nie umiem. Ale było to dość ciekawe i miłe. Było czuć, że pocałunek był z miłością, nie spodziewałabym się tego po Skipper’ze, on zawsze taki twardziel. Trochę dziwne żeby się tak całować z Szefem, który codziennie działa ci na nerwy.

Kiedy się odsunęliśmy, zauważyliśmy, że cały oddział i Julian, przyglądają się nam zaskoczeni. Po lemurze było tylko trochę widać złość. Zacisnął łapy w pięść. Już powoli szedł w naszą stronę, ale zatrzymał go Rico.

- A więc to tak Carly?! – warknął Julian. – Oddałbym ci wszystkie swoje skarby, kocham cię, a ty zdradzasz mnie z jakimś gburem?!

Nie odpowiedziałam nic. Nie warto kłócić się z idiotą. Nigdy nie byliśmy razem i nie będziemy.

- Szefie…. Wow… – wymruczał Szeregowy. Odwróciłam się do Skipper’a i spojrzałam na niego. Był strasznie zakłopotany i zaczerwieniony.

- Szeregowy przestańcie. To nie tak jak myślicie. Nic tu nie zaszło…to był przypadek.

To nie tak jak myślą? Przypadek? Ach no tak, przecież wywrócił się i pocałował mnie od tak, przypadkiem.

- Coś ty powiedział? – spojrzałam na niego z chęcią mordu, powiedziałam to prawie szeptem. Najpierw mnie całuje, a potem wypiera się wszystkiego? No po nim bym się tego nie spodziewała. – Najpierw mnie całujesz, a potem mówisz że to był przypadek? PRZYPADEK?! IDIOTO TY MNIE WYKORZYSTAŁEŚ! DAJESZ MI JAKĄŚ NADZIEJĘ, A PRZYZNAĆ SIĘ NIE POTRAFISZ, ŻE DO MNIE COŚ CZUJESZ!

- Ja do ciebie nic nie czuję, to ty się na mnie rzuciłaś!

Jeszcze nigdy w życiu nie poczułam takiej złości. Zawsze zwala winę ma innych, ale w takiej sytuacji?! Poczułam ból w sercu, zawiodłam się na nim. Chciało mi się też płakać, ale to nie miejsce i czas na to.

- Ty zakłamany, gruby, idiotyczny… – zacisnęłam dziób, już nie wiedziałam co miałam powiedzieć.

Po oczach było widać, że to go nawet nie ruszało. A mnie to bolało. Gdybym powiedziała jeszcze jedno słowo, na pewno bym się rozpłakała. Czułam jak milion ostrzy wbija mi się w serce, a łzy z całych sił pchały się na zewnątrz. Przetarłam szybko skrzydłami oczy, nie chciałam pokazać słabości. Jego to nie rusza, mnie też nie będzie. Udawanie obojętności nie jest łatwe, ale czasem to trzeba zrobić, dla własnego dobra.

- Już? Tyle? – spytał.

Już nie wytrzymałam. Rzuciłam się i zaczęłam po twarzy okładać go skrzydłami. Gdyby nie Kowalski, który przytrzymał mnie, na pewno wydrapałabym mu oczy.

- Carl, odpuść… on taki jest… – wyszeptał Kowalski do ucha i wzmocnił uścisk.

- Dziewczyno, uspokój się, trochę się opanuj! Jak masz się tak zachować to żegnam! Nawet na oczy mi się nie pokazuj! Wynoś się stąd! – syknął dowódca.

Kowalski

Jeszcze nigdy nie byłem przy takiej sytuacji. Tym bardziej, że w niej jest Szef, który wyszedł na najgorszego faceta na świecie. Nie widzieliśmy wszystkiego od samego początku, ale nie wierzę że Carl wpadła mu w ramiona pierwsza. Po Skipper’ze też bym się tego nie spodziewał. Nie mogę sobie tego wyobrazić, że któreś z nich mogłoby drugiego pocałować. Kłócą się bez przerwy i chyba nienawidzą.

Z miłości do nienawiści?

Parę łez pokapało mi na skrzydła. Carly cicho łkała, delikatnie ją przytuliłem.

- Kowalski, puść ją, niech idzie i nie wraca – rzekł Skipper.

Nie chciałem ją puścić. Jest z nami trzy lata, nagle bęc i nie ma jej nagle w oddziale? Bez niej oddział to nie to samo. Dopóki ona się nie pojawiła, było nudno. Nie chce żeby odeszła, jeszcze w takim stanie. Jest twardzielką, ale niech Skipper czasem pomyśli, ona też ma uczucia. Jest bardziej wrażliwsza od nas, choć czasem jest nieznośna, ale kochana. Najlepsza przyjaciółka, siostra.

Dziewczyna szarpnęła się, ale nie chciałem jej puścić. Trudno było mi ją puścić. Nie chce jej już nigdy nie zobaczyć.

- Puść mnie! – zaczęła się szarpać strasznie, ale tego nie zrobiłem i dostałem parę razy w twarz.

Kiedy udało jej się uwolnić z mojego uścisku wybiegła z bazy, było słychać, kiedy znalazła się na górze wybuchła płaczem. Poszedłem za nią, ale ona szybko oddaliła się od nas ślizgiem. Próbowałem ją dogonić.

- Carl, nie wygłupiaj się, wracaj tu! – zawołałem i znalazłem się tuż obok niej.

- N-nie chce, zostaw mnie. Chce b-być s-ama. – Ledwo co ją zrozumiałem.

- Nie możesz odejść. Nie słuchaj Skipper’a, on po prostu taki jest i tyle. C…-nie dokończyłem. Dziewczyna zepchnęła mnie z drogi i wpadłem do basenu Marlenki.

- Ż-żegnaj Kowalski.

Gdy udało mi się wyjść z basenu, byłem sparaliżowany.

Znam Carly dobrze. Jak coś mówi – robi to, nie odpuszcza. Gdy mówi żegnaj, to żegnaj.

Nigdy już się nie spotkamy. Teraz to ja nienawidzę Skipper’a. Ona sama sobie nie poradzi. Co jeżeli teraz ją ktoś dopadnie i zabije? Bulgot na nas poluje. Czułem pustkę. Tęsknie za Doris, ale za nią jeszcze bardziej. Była dla nas siostrą, a Szef wszystko zepsuł, doprowadził ją do płaczu, zostawił na pastę losu. Nie pomyślał co się może stać…

Skipper

Bałem się przyznać co czuję, wyszedłbym na idiotę. Ale teraz chyba na jeszcze większego. Ale ona wróci, jestem tego pewien, zawsze wraca i nie ma co się przejmować. Da sobie świetnie rade, przemyśli pewne rzeczy i wróci.

Kowalski wrócił do bazy ze spuszczoną głową, rzucił mi dziwne spojrzenie i zamknął się laboratorium, Rico wziął Perky i wyszedł na dwór, a Szeregowy położył się na swojej pryczy i głaskał swojego kucyka.

Westchnąłem. Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem do kuchni, zrobić sobie kawy. 

2. Czuły pocałunek

Skipper

- A idź kobieto stąd jak najdalej! Ja, jakbym był Bulgotem, z wielką chęcią wytępiłbym waszą beznadziejną płeć! Gdzie ja miałem głowę, żeby dodawać kogoś takiego jak ty do mojego oddziału! Kobiety powinny siedzieć w kuchni, a nie zajmować się takimi męskimi sprawami! – krzyknąłem za nią. Usłyszała to, bo od razu zawróciła. Z nerwów była aż czerwona na twarzyczce.

Znamy tą kobietę już trzy lata, nadal potrafi zaskakiwać i jeszcze bardziej zdenerwować. Coś mi się wydaję, że…nasza koleżanka zaczyna mieć ten dzień, jaki miewa co roku. Czyli dwa tygodnie męczenia się przez jej humorki. Patrząc na to wszystko wolę zdecydowanie zostać singlem do końca życia. Nie chcę paść w młodym wieku na zawał z tych wszystkich nerwów, jakie daje nam Carl. Chociaż jest to młoda dziewczyna, dwadzieścia cztery lata, druga młoda osóbka w oddziale po Szeregowym. Taka druga Szeregowa. Młoda i głupiutka. Ale każdy taki był. Oczywiście oprócz mnie, ja byłem wyjątkowy, dorosły psychicznie. Mając dwadzieścia lat zostałem dowódcą. Reszta może mi w to nie wierzyć, dam im taki trening, że zmienią zdanie. Hm, może właśnie tej dziewczynie jest potrzebny ostry trening żeby się uspokoić.

- Ty głupi… gruby…kurduplu! – wrzasnęła, a potem zakaszlała, chyba sobie księżniczka zdarła gardełko. Zaśmiałem się głośno. – Ty nadajesz się do turlania w… – widać, że nie miała pomysłu na odgryzienie się – panierce! Piętnaście osób by się tobą najadało!

Wszyscy popatrzyli po sobie, a ja uderzyłem się skrzydłem w czoło. Bardziej beznadziejnej ,,odgryzki’’ nie słyszałem nigdy. Już zaczyna porównywać wszystko z kuchnią, co wiadomo, że nadaje się do kuchni. W końcu kobieta.

Dalej coś ględziła, ale już nie miałem ochoty jej słuchać. Popatrzyłem porozumiewawczo na Rico, ten ją uderzył, ale nie tak mocno. Z tego, że była dziś naprawdę agresywna rzuciła się na niego, oboje się wywrócili, przez przypadek Rico stanął Ogoniastemu na stopie. Lemur wpadł w szał. Złapał Morta za ogon i uderzył ich obydwoje. Kowalski i Szeregowy oddzielili ich wszystkich, ale Carl jeszcze się rzucała. Teraz już naprawdę wszystko było na poważnie, to wszystko wyprowadziło mnie z równowagi. Złapałem ją mocno za ramiona i mocno potrząsnąłem.

- Uspokój się do cholery! Czy ty musisz każdemu sprawiać tyle trudności?! Nie możesz uspokoić się i zachowywać się jak członek oddziału, a nie jak typowa kobieta, która rzuca się o byle co! Nie pasuje ci to wylatujesz z oddziału! A właściwie zostajesz już wyrzucona! Z nami możesz mieszkać, ale już w oddziale nie jesteś. Nie chce mieć takich ludzi jak ty w oddziale. Zachowujesz się jak dziecko… – spojrzałem jej głęboko w oczy. Było w nich widać, że się tym przejęła. – Ojciec co na to powie? Że jego córka powinna zachowywać się dorośle, a nie jak dziecko. A twoja matka co by na to powiedziała? – Kiedy wspomniałem o matce widziałem po niej, że trafiłem w czuły punkt, ale kontynuowałem dalej. Może jest dla mnie kimś ważnym, ale nie pozwolę sobie na coś takiego. Jak zrozumie to wróci. – Zastanów się co robisz. Myślisz, że jest zadowolona patrząc z góry jak się zachowujesz? Chcesz iść w ślady ojca czy być nikim?

- Em, szefie… – zaczął Kowalski.

- Panowie, zostawcie nas samych – powiedziałem. Wszyscy, oprócz Juliana, wyszli, ale Psychopata wrócił się szybko i zabrał Lemura ze sobą. Zostaliśmy sami. Bez mrugania patrzyliśmy sobie w oczy. Westchnąłem. – Nie chce dla ciebie źle, ale czas w końcu dorosnąć, Carly. Jak żartujemy to żartujemy, ale… no może od razu cię nie wyrzucam, ale zrób sobie od tego parę dni przerwy, co?

Pokręciła przecząco głową, łzy zaczęły jej lecieć. Teraz widząc jak płacze żałowałem, że powiedziałem cokolwiek tej kruszynce. Przytuliłem ją mocno, a ta zaczęła mnie bić. Nie było to mocno.

- Nie płacz… przepraszam, ale sam mam tyle na głowie. – Mogłem mówić co chcę, ale i tak mnie nie słuchała. Biła jeszcze bardziej. – Uspokój się!

Dalej się rzucałą. Od zawsze w głowie miałem pewną myśl, ale bałem się ją wykonać. W końcu zebrałem się na odwagę.

Najwyżej będzie chciała mnie za to zabić.

Przytrzymałem ją za skrzydła i przyciągnąłem do siebie. Nie chciałem jej zrobić krzywdy, nawet słowami. Chce jej pewną rzecz udowodnić. Ostrożnie i delikatnie pocałowałem ją. Włożyłem w to całe serce, jak najwięcej czułości. 

Nie wyszło tak jak chciałam, nie miałam za bardzo wenki. 
Ale dziękuję za pomoc Klaudii (pingwinka) ;)
Jak myślicie jak Carl zareaguje na to wszystko? 
Czy to był dobry pomysł aby ją pocałować? :D 
To tyle na dziś.
Do następnej!
Pozdrawiam, Alex ;*

1. Nieznośni sąsiedzi

Witajcie!
Na samym początku tylko napiszę co się pozmieniało…
Stwierdziłam, że tamto opowiadanie tak jakby… zepsułam, już od samego początku (pierwsze wpisy, to była masakra, ale nie chciało mi się tego poprawiać, no wiem, leń ze mnie!).
Wszystkie postacie, które dodałam do opowiadania (oprócz Carly) są wyrzucone.
To opowiadanie… jest takie jakby nowe wyprane w perwolu!

I już zapraszam do czytanka ;)

Skipper

W końcu wróciliśmy z misji. Gdzie Bulgot znów próbował przejąć władzę nad całym światem. I prawie mu się udało. Nie udało by mu się, gdyby nie Julian. Gdzie ostatnio nie pójdziemy na jakąkolwiek misję, zawsze ten przeklęty żółtooki się tam pojawia i wszystko psuje. Poza tym, czy on w ogóle kiedykolwiek coś nie zepsuł? Chyba nie.

Wróciliśmy wszyscy poobijani. Delfin nawet dla kobiety nie był delikatny. Chociaż Carly odkąd tu przyszła… fakt, stała się bardziej taką chłopczycą. Ale to lepiej, niżeli mielibyśmy mieć jakąś opryskliwą… (no dobra, Carl czasem taka jest, nie ukrywajmy tego – a dopiero złość tak narasta, gdy jej coś nie wychodzi) niż jakąś plastikową lalkę bez uczuć, która nakłada na siebie tonę fluidu, co jak dla mnie, jest okropne i nigdy bym nie dotknął takiej pingwinki.

W tym samym czasie, gdy tylko wróciliśmy do bazy, cała nasza ekipa padła zmęczona na prycze.

- Jeszcze nigdy nie byłem tak wykończony i wściekły jak dziś – powiedziałem.

- Jeżeli czegoś szybko nie zrobimy, w następnej misji nie przeżyjemy – stwierdziła Carly, masując swój lekko spuchnięty policzek. Ona jedyna najbardziej się rzucała na wroga. Ją trzeba czasem nauczyć hamowania, co jest trudne. – Julian czasem był irytujący, oczywiście wszyscy faceci są, ale od pewnego czasu to już wyjątkowo.

- Ej, dziewczyny same nie są lepsze! – warknął Rico i rzucił w nią poduszką. Pisnęła i oddała mu.

Brawo Rico, tak trzymać! Nie pozwolimy się obrażać jakimś kobietom!

I tak od tego czasu psychopata i dziewczyna ruszyli do ataku. Ich broniami były poduszki. Mogło być coś lepszego, ale coś, co jest najbliżej skrzydła również się przydaje.

Rico bił poduszką ile się da. Carly solidnie obrywała, ale po pewnym czasie też zaczynała ostro grać. Usiedliśmy wszyscy w jednym rzędzie i zaczęliśmy kibicować. Faceci górą rzecz jasna!

- Rico dajesz! Wygrasz, wierzymy w ciebie! Nie dawaj się babie!

Psychopata poczuł sobie lwa i uderzył poduszką tak mocno, że dziewczyna wylądowała na ścianie, przykleiła się dosłownie do niej. W bazie zapadła cisza.  

- Aua… – mruknęła i oderwała się od ściany, padając na ziemię. Podbiegliśmy do niej. – Aż taki być nie musiałeś.

- Pff, sama zaczęłaś. – Wzruszył ramionami, nie miał chęci ją nawet przepraszać. – Jesteś kobietom to było wiadomo, że przegrasz.

W oczach pingwinki były widać ogień nienawiści. Spojrzała na niego, a potem na Perky. Oj, niech nawet nie próbuje. Dobrze wie, ile ta lalka dla niego znaczy. Rico poszedł za jej wzrokiem.

- Tylko spróbuj, a wylądujesz na ścianie tak, że będzie bolało jeszcze bardziej! – syknął.

- Carl, em… – odezwał się Kowalski – to nie jest dobry pomysł, odpuść sobie. Nie wyjdziesz z tego żywa, jeżeli Perky stanie się coś złego. Najpierw pomyśl, potem działaj, nie na odwrót. Oddychaj głęboko … – Naukowiec powoli do niej podszedł i chwycił ją za ramiona, następnie zaczął oddychać głęboko z nadzieją, że ta zrobi to samo. Ale ta dziewczyna jest zbyt uparta, żeby słuchać. Odepchnęła go i ruszyła na lalkę. Na szczęście rzuciłem się na nią i przykułem do ziemi.

- Wszyscy są wykończeni, może daj nam chwilę spokoju, co? – Nie odpowiedziała. Wykręciłem jej mocno skrzydła i jeszcze bardziej przykułem do ziemi. Nigdy jej jeszcze tak nie zrobiłem, ale musi zacząć słuchać i nie działać pochopnie. – Jeżeli w mojej drużynie działa się tak, to znaczy że nigdy w niej nie byłaś. Albo słuchasz rozkazów albo wylatujesz. I nie obchodzi mnie to czy jesteś naszą przyjaciółką czy nie, ja jestem twoim Szefem, masz mnie słuchać, wszyscy macie mnie słuchać! Zrozumiano?

Nie odpowiedziała.

- Zrozumiano?! – krzyknąłem jej do ,,ucha’’.

- TAK, ZROZUMIANO! – warknęła i próbowała się uwolnić z mojego ucisku.

- Oj nie, najpierw się uspokój.

Carly

Jak ja ich czasem nienawidzę, a tym bardziej Skipper’a. Okay, jest Szefem, ale każdy ma chyba prawo powiedzieć własne zdanie, zrobić go, a nie tylko go słuchać. Poza tym nie będę się dawać obrażać, jakimś idiotą! Pokażę im, że moja płeć nie jest taka delikatna i nieumiejętna. Wybiorę się na misję, złapie Bulgota i może wtedy im coś udowodnię.

Julian wpadł do bazy.

- Uuu, widzę ekstremalny sport. Ujeżdżanie pingwinów, ale frajda! – pisnął. Skipper mnie puścił, Julian na mnie skoczył z rozbiegu. Przez chwilę miałam wrażenia, jakby złamał mi kręgosłup.

- AUA! – Uderzyłam sama twarzą o posadzkę i parę łez mi poleciało, to był ogromny ból. A kiedy sobie już pomyślałam, że taki Skipper mógłby na mnie skoczyć, to aż mi się słabo zrobiło. Zepchnęłam błyskawicznie lemura z siebie. – Idioto! Wy wszyscy jesteście idiotami! Nienawidzę was wszystkich! Każdy facet na tym świecie to debil! Gdyby była Bulgotem wytępiłabym waszą płeć na całym świecie i by mnie to gówno obchodziło czy jesteście moimi przyjaciółmi czy nie!

Uderzyłam każdego po kolei z otwartego skrzydła, jedyne kogo nie chciałam uderzyć to Szeregowego, reszta oprócz Juliana była szybsza bo zrobiła unik, Skipper złapał moje skrzydło, ale się wyrwałam i od razu wyszłam z bazy.

Koniec…
W niecałe czterdzieści minut napisane, mimo że spałam cztery i pół godziny – no bo przecież mecz się sam nie obejrzy, poza tym miałam takie emocje, że nie mogłam potem zasnąć. xD
I pytania, które zadaje za każdym razem, kiedy dodam nn: 
Jak się podobało?
Carly podejmie to zadanie, aby wykurzyć facetów z tego świata? ;D
I co będzie dalej?
Zapraszam do komkowania!

PS. Na bloga alex-mcpenguin może się dzisiaj coś pojawić, więc zapraszam serdecznie! ;*

Pozdrawiam, Al ;**