Rozdział 16 (ostatnia notka)

Cassandra

 

Trzy godziny później byliśmy na miejscu. Wysiadłam z samochodu…

Mały drewniany domek, w środku ogromnego lasu. Nie podobało mi się to za bardzo… kiedyś mieszkałam koło lasu. Wszędzie dzikie zwierzęta. Wściekłe lisy i wiewiórki. Chce jeszcze pożyć. Nie mógł wybrać innego miejsca? Przecież w tym lesie mogą się czaić kanibale… chyba tak to się nazywa…

Podskoczyłam, kiedy usłyszałam dźwięk łamanych gałęzi.

- Spokojnie, to tylko ja – rzekł… ojciec. – Pomożesz mi? Musimy w kominku zapalić, bo strasznie zimno. Nie byłem tu od dwóch miesięcy.

Dwóch miesięcy? Aha, czyli to oznacza: pająki, kurz i… no nie wiem, może jakieś zwierzęta leśne się zadomowiły? Niech on przeczesze dom, bo inaczej tam nie wejdę. Najbardziej przerażają mnie pająki. Takie małe i… obrzydliwe i fuj! Kurde, a jak tam są jeszcze węże?! Zaraz chyba zemdleję.

- Pewnie że pomogę… – odpowiedziałam i od razu wzięłam się do pracy. Jednak nie mogłam się skupić na swojej robocie. Cały czas rozglądałam się, zbierałam gałęzie powoli i przyglądałam się wcześniej czy gdzieś obok moich stóp nie czai się jakaś obrzydliwa ,,bestia’’.

Podeszłam do taty, który układał drzewo na werandzie. Z bliska już było widać małe szczeliny w domu, dziurki zrobione przez korniki.

Kiedy weszliśmy do środka, zawitało nas zimne powietrze. Drgnęłam. Tato okrył mnie milutkim, niebieskim kocykiem. Usiadłam na kanapie, nadal obawiając się, że za chwilę coś z niej wypełznie.

Dom w środku był śliczny. Wstałam i zaczęłam zwiedzać każdy jego zakątek. Było w nim elegancko.

Moją uwagę przykuł czerwony dywan. Dywan jak dywan, zwyczajny, ale wydawało mi się, że zakrywa wejście. Delikatnie go odsunęłam.

Jednak nie było nic, sama podłoga. Szkoda.

 

Skipper

- Ja tu chce ratować swoją dziewczynę, a ty nawet mi auta nie chcesz pożyczyć! Nie rozumiesz, że to sprawa życia i śmierci człowieku?! – Julian dalej zajmował się kierowcą, opowiadając mu przy okazji co go spotkało, kiedy poznał Cassie.

Z Rico musieliśmy go jakoś odciągnąć od mężczyzny, był już dość mocno poturbowany. Jeżeli dobrze pójdzie, Julian nadal będzie agresywny to zostanie naszą tajną bronią.

- Ogoniasty, wystarczy. – Trzymałem go mocno, kiedy psychopata zajmował się posprzątaniem po bijatyce. – Nie trać czasu, musimy ratować Cassandrę! Jest porwana!

,,Cassandra jest porwana!’’ – na te właśnie słowa władca reaguje agresją. Idealnie!

Wsiadł do auta, cała nasza ferajna wpakowała się do samochodu. Usiadłem obok kierowcy, Ogoniasty wcisnął mocno hamulec, nie interesował się tym czy ktoś nawet zapiął pasy. Poleciałem na tylne siedzenia. Najbardziej przerażało mnie to, że lemur nie umiał za grosz jeździć autem i może nas szybko zabić.

Wyprzedał wszystkie auta, przejeżdżał na czerwonym świetle, goniła go policja. Lecz nic nie mogło go powstrzymać. Łatwo zgubił policję. Zastanawiałem się, czy on w ogóle wie, gdzie ona jest.

- Julianie, a wiesz gdzie ona w ogóle jest? – spytał Szeregowy, zakłopotany lemur zatrzymał się gwałtownie. – Przejechaliśmy prawie całe miasto.

- Nie, nie, nie! – zamyślił się na chwilę żółtooki – Ja chciałem się wyżyć na tym facecie, a że nie daliście mi tego zrobić, chciałem na aucie. Dopiero potem jej poszukać, ale już pomysł zostawiłem wam.

Uderzyłem się skrzydłem w czoło. Dlaczego matka natura obdarowała go takim idiotyzmem?

Odsunął siedzenie do tyłu i założył nogi na kierownice, po czym rzekł:

- Kowalski, czekam na sugestię.

Naukowiec wyciągnął liczydło, notatnik, ołówek. Na pierwszej kartce w notatniku, znajdował się rysunek Doris. Spojrzałem na Kowalskiego, chłopak delikatnie się zarumienił, szybko przewrócił na następną stronę, gdzie również był rysunek delfinki.

- Bardzo ładne rysunki, Kowalski – stwierdził młody, a ja dałem mu plaskacza.

Przewrócił znowu, znowu i znowu, aż do końca notatnika. Wszystkie kartki były w Doris. Brunet zarumienił się jeszcze bardziej i zaśmiał się nerwowo.

- Ups, nie ten notatnik, hehe – uśmiechnął się do mnie, chowając go szybko.

- Wydajesz tyle pieniędzy na notatniki, żeby sobie pobazgrać Doris, a nie ważne obliczenia? – warknąłem. – No pisz na nim te obliczenia!

- Nie ma mowy, szefie! Pracowałem nad udoskonaleniem swoich zdolności plastycznych przez trzy miesiące! Nie zniszczę swojego arcydzieła, a już na pewno znajdującej się na niej mojej Bogini! – pocałował swój notatnik i przytulił – Nie bój się, tatuś nie pozwoli cię skrzywdzić. Dzisiaj obliczeń na papierze nie będzie! Pozostaje mi liczydło.

- Nie chce wam przeszkadzać, ale chyba tam w tym Bordo aucie jest Grey – ziewnął Julian.

Wszyscy rzucili się za szukanie auta. Rzeczywiście, to był Grey. Rozmawiał z kimś.

- O tak! Teraz jest idealny moment, aby wypróbować moje nowe urządzenie! – rzekł uradowany Kowalski. – Jeszcze nie ma imienia, ale w wolnej chwili wymyślę. Taką super-mega-ekstra!

- Kowalski, do rzeczy.

Wyciągnął MP3, z której po chwili wyleciał mechaniczny robaczek, był płaski, wyglądał jak główka szpilki. Następnie Naukowiec wyjął swój smartphone i poprowadził owada bliżej Greya.

- (…) założyłem mu chip w samochodzie. Już go namierzam. Ten cymbał myślał, że ja nie przewidzę jego ruchu? Jeszcze muszę tylko skoczyć po moje ulubione narzędzia do zabawy… Dobra, kochanie, ja muszę kończyć. Do zobaczenia później. Pa. Kocham Cię. – Rozłączył się, schował telefon i dalej czekał na zielone światło z niecierpliwością. – No dalej, bo mi się spieszy.

 

 

Cassie

 

- A masz! – zaśmiał się mężczyzna, rzucając kartą o stół. Graliśmy w wojnę. I znowu wygrał. Trzeci raz z rzędu wygrał.

- Nieźle tato. Pograłabym z Tobą w co innego związanego z kartami, ale nie umiem.

- Możemy się nauczyć.

- Nieee, nie chce mi się. Pograjmy w coś innego. Idę zrobić herbatę. Też chcesz? Czy może kawy?

- A kawy poproszę. Tylko mocną. I weź jakieś smakołyki. Są w górnej szafce koło lodówki.

Przytaknęłam i ruszyłam wesoła do kuchni. Każde słowo, które było związane ze słodyczami, wywoływało u mnie banana na dziobie. Jednak zbyt duża ilość słodyczy, powoduję u mnie głupawkę. Spróbuję udawać przy ojcu że wszystko okay. Dowie się o tym w swoim czasie.

Wyłożyłam na tacę kubki z danymi napojami i ruszyłam do taty. Siedział na krześle, głowę miał na stole, zasłoniętą rękami.

- Wybrałeś tą grę? – podeszłam bliżej i dopiero teraz zauważyłam krew na tyle jego głowy. Nie było jej dużo, ale była. Taca wypadła mi z ręki z przerażenia. Kubki roztrzaskały się, cały napój rozlał się po podłodze. – T-tato?

Podeszłam bliżej, podniosłam ostrożnie jego głowę. Miał otwarte oczy, zawsze były piękne, ale w tym momencie wyglądały przerażająco. Położyłam jego głowę, zaczęłam się powoli cofać do tyłu.

- Dlaczego?… – Łzy płynęły mi strumieniami, ręce i nogi trzęsły. – Dlaczego ty i dlaczego teraz?…

- Kiedyś każdego czeka śmierć, a dzisiaj była kolej na Twojego ojczulka… – Kroki. Stał tuż za mną – Nie trzeba było mi się przeciwstawiać. Gdybyś wtedy za mną nie pojechała wszystko by grało – pocałował mnie w czubek głowy – ale niestety muszę cię zabić. – Słyszałam po jego głosie, że się uśmiechał. -  Nie martw się, będzie bolało tylko troszkę. Bo wiesz, Parker zginął szybko, nawet się tego nie spodziewał. Jeden strzał i już aniołek. – Przeszedł obok i stanął przodem do mnie. – Jednak ciebie potraktuję trochę gorzej… – Jego uśmieszek zniknął z twarzy, był teraz taki poważny, przerażający. Chwycił mnie za włosy i pociągnął w bok. – Twoi koledzy mnie śledzili, ale zgubili. Pewnie będą dalej szukać. Jak cię znajdą będę daleko, a ty będziesz się już smażyć w piekle – syknął.

Jego kolejne słowa sprawiały, że miałam już wszystkie dosyć. Znęcał się nade mną psychicznie, mówiąc jaka jestem okropna, dla niego i Ashley życie ze mną było okropne, byłam jedynie problemem, ojciec na pewno się cieszy że umrę w okropny sposób.

Jednak myśl o Blythe, Skipper’ze i reszcie dodawało mi otuchy. Muszę żyć dla nich.

- Mam dość dużo ciekawych pomysłów, wiesz? Nie wiem czy najpierw cię oszpecić albo też… o! Uwieszę cię za skórę na hakach, co ty na to skarbie? Od dziecka lubiłaś się huśtać.

Nie, nie pozwolę się zabić! Nie zostawię moich przyjaciół!

Uderzyłam go w kostkę z całej siły. Po sekundzie stwierdziłam, że to słabe i ponownie go uderzyłam, tym razem w czuły punkt mężczyzn.
Korzystając z tego, że leży na podłodze i zwija się z bólu, zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam za bardzo gdzie, przespałam całą drogę do domu, nie wiem gdzie droga asfaltowa, auta Parkera nie było. Co robić?

- Uciekaj i tak cię znajdę kotku – wrzasnął szczęśliwy i parę razy strzelił.

Wbiegłam w las. Potykałam się o gałęzie, ale nie miałam zamiaru się poddać. Oglądałam się za siebie czy biegnie za mną. Ale jego nie było. Gdzieś na pewno jest, Grey nie odpuszcza.

Kiedy znowu się odwróciłam, potknęłam się i runęłam w dół, ze stromej góry. Ciernie poprzecinały mi ubrania i skórę. Turlanie się trwało wieczność.

Gdy w końcu przestałam, leżałam na kamieniach. Plecy bolały, a rany piekły jak diabli.

,,Dalej Cass! Wstawaj! Nie możesz się poddać!’’ – w głowie usłyszałam głos taty, jednak nie mogłam się ruszyć. Ciało odmawiało posłuszeństwa. Odwróciłam powolutku głowę w prawą stronę. Trochę kamieni i drzewa. Czy ten las się nigdy nie skończy?

W końcu po paru próbach udało mi się w końcu wstać. Poszarpana skóra i krew wywoływały ciarki. Nigdy wcześniej krew nie robiła na mnie wrażenia, ale teraz był wyjątek.

Biegłam dalej, aż dotarłam do polany. Stał na niej świeżo wybudowany, piętrowy dom. Byłam już blisko niego, upadłam, nie miałam już siły, szłam na czworakach po betonie, który był wokół całego budynku. Udało mi się pokonać schody i bez problemu wejść do środka.

Położyłam się na podłodze, ledwo co łapałam oddech. Bolały mnie płuca i było mi niedobrze. Modliłam się, żeby mnie nie znalazł.

Usłyszałam strzały, zerwałam się błyskawicznie na nogi. On jest niedaleko…

Biegłam skulona do innych pomieszczeń, szukając jakiegokolwiek schronienia. Jakiś tajnych pomiesz…

Drzwi otwarły się z hukiem.

- Piękny dom, prawda księżniczko? – wszedł do środka. – Mogłaś zostać na zewnątrz, szkoda tutaj zabijać i plamić wszystko krwią.

Spanikowałam. Weszłam cicho na górę po drewnianych schodkach. Próbowałam wejść do jakiegokolwiek pokoju, ale wszystkie były zamknięte.

Więc na następne piętro! Jeden pokój z pięciu był otwarty. Weszłam i zamknęłam. Westchnęłam głęboko i usiadłam, opierając się o ścianę.

Ale niestety nie…

Huk w drzwi! Za drugim razem wypadły z futryną. Mężczyzna się rozglądnął po pokoju, jego wzrok utkwił na mnie. Podszedł powoli do mnie, ja zaczęłam się szybko cofać w stronę drzwi balkonowych.

- Nie ładnie tak przede mną uciekać. W ogóle to nie ma sensu. Skoro oboje dobrze wiemy, że cię złapię i zabiję.

Uderzył mnie, a następnie kopnął nogą w brzuch, z całej siły. Wpadłam na szybę drzwi, która trzasnęła. Szkło rozpadło się na malutkie kawałeczki, wypadłam na zewnątrz, na szczęście nie na sam dół i pokaleczyłam się.

- Szkoda, że nie spadłaś na tamten… – Nie dane mu było dokończyć. Skipper rzucił się na niego, ale Grey nie upuścił broni. Huk pistoletu było słychać na cały dom.

W końcu ustał, a Skipper obezwładnił faceta.

- Nic Ci nie jest? – spytał i spojrzał na mnie troskliwie.

- Nie, wszystko okay – odpowiedziałam i wstałam powoli.

- Chłopaki, idziecie?! – krzyknął.

- Tak! – krzyknęli hurem z dołu.

Oni po mnie wrócili… ja żyję. Kocham ich!

- Śmieszny jesteś – westchnął Grey, uderzył go z całej siły, wstał i wycelował we mnie bronią. – Adios amigo1.

 

Julian

Usłyszeliśmy strzał.

Kiedy weszliśmy na górę Skipper patrzył przerażony w stronę balkonu, wszyscy spojrzeli w tą samą stronę.

Robert upuścił broń zadowolony i rzekł ,,Finito’’. I dopiero teraz do mnie to wszystko dotarło co się stało.

Zbiegłem jak najszybciej na dół, wybiegłem na dwór. I zobaczyłem ją…

Leżała na zimnym betonie. Miała na sobie rany… z jej głowy sączył się ciemno czerwony płyn. Na samym środku czoła, był otwór, który przeszyła się kula.

To bolało… bolało, że ja nic nie mogę już zrobić.

,,Dlaczego los tak ją skrzywdził? Taką śliczną, młodą kobietę. Ona nic złego nie zrobiła. Miała całe życie przed sobą. I dlaczego los zrobił to mi? Osobie, która kochała ją ponad życie? Dlaczego Bóg jest taki niesprawiedliwy?’’-teraz tylko to miałem w głowie, łzy napływały mi do oczu.

Delikatnie wziąłem jej bezwładne ciało i przytuliłem. Łzy w końcu zaczęły mi spływać po policzkach.

,,Kocham Cię’’ – Tylko te dwa najpiękniejsze i najprawdziwsze słowa udało mi się wypowiedzieć, tuląc ostatni raz w życiu tą piękną kruszynkę…  

Adios amigo1 – Żegnaj przyjacielu

 

Witam!
Ostatnia notka opowiadania o Cassandrze…

Spodobała się notka?
Wzruszyła was, rozśmieszyła? ;)
Jestem w pełni przygotowana na komentarze typu ,,Koniec jest naciągany” xD
Wspominałam wcześniej, że nie mam talentu w pisaniu zakończeń, a tym bardziej zapewne wzruszających chwil (i jeszcze w romantycznych momentów) ;p 
Nie wiem za bardzo co mogę tutaj napisać, dawno mnie tu nie było, tak samo jak i na Word’zie gdzie pisało, że ostatnio tam zajrzałam ósmego grudnia xD
Miałam pewne problemy przy końcówce, w pewnym momencie moja wena na chwilę usnęła.. ale się obudziła, można się cieszyć! xD

O, bym zapomniała ;)
Chciałabym pokazać wam rysunek Kaki który przedstawia paring Julcas [Cassandra + Julian]:

12248886_504316593064644_1414366931_n

 

Prze śliczny rysek ^^
Dziękuję bardzo jeszcze raz za niego!

No i to chyba tyle :D

Pozdrawiam, 
chora Alex xD ;*

19 Komentarze

  1. Witaj ;)
    Nareszcie notka :)
    Świetna, ale… szkoda Cass :( . Bardzo ją polubiłam.
    Zakończenie super, muszę przyznać, że się popłakałam xd. Ach, ten Julek, gdy czytałam jego wypowiedź ( tą w myślach), to aż łzy napływały mi do oczu… I ten koniec z ,, kocham Cię”… łzy już na policzkach.
    Dobra, koniec tego smutku.
    Wracając… to ta seria z Cass- SUPI! ;)
    Nie mogę się doczekać następnych notek.
    Teraz mnie będzie czekała praca nad opkiem (też mnie dawno na blogu nie było).
    Postaram się, aby niedługo się pojawiła. Dam znać ;)
    A więc… życzę dużo wenki i oczywiście zdrówka ;)

    Ps.:Nie ma za co. Cieszę się, że się podoba ;)

  2. Czemu mi to zrobiłaś?! Boże mój ostatnio we wszystkim co oglądam kobieta umiera i zostawia chłopaka samego z całym tym żalem do końca życia( Air i Clannad oraz Clannad after story) ale ♡dzięki za kolejną notkę była cudna ♡

  3. Za JAKIE grzechy oglądających to zrobiłaś!!!!!!!!!!???Zabiłaś cass!!!!!!W następnym opku NIE WAŻ SIĘ ZABIJAĆ GŁÓWNEGO BOHATERA!!!!!!!!!!!!!

  4. No weź, dlaczego twoje postacie mają aż takiego pecha?!
    Przydałby się jakiś epilog, tak myślę.
    Mam nadzieję, że napiszesz więcej opowiadań.

    • Wiesz, ja strasznie lubię coś takiego, że ktoś jest ranny lub coś innemu się komuś dzieje, lubię takie smutne momenty… albo jak jest jakaś akcja, gdzie się leją ile wlezie (oglądam jak głupia teledysk do piosenki Eminema ,,Phenomenal”) i czasem mam ochotę sama być w takiej mega akcji, gdzie są pościgi i w ogóle (myślałam nad zawodem policjantki kryminalnej, ale stwierdziłam, że się nie nadaje xD)
      Kiedyś jak czytałam stare notki, też stwierdziłam, że trochę wyżywam się na nich, cały czas jest ktoś porwany, pobity, prawie nie żyje…
      Postaram się jakoś powstrzymywać przy przyszłych notkach, żeby nie było tego za dużo ;d
      Jeżeli chodzi o epilog – przemyśle to :D
      A opowiadań będzie jeszcze sporo… mam wiele pomysłów, nawet na inne opowiadanie, nie związane z pingwinami.
      Ale jak będzie drugi blog, to boję się że nie dam sobie rady. Będę miała pomysł na to nie o PzM, to się zacznie ,,a może dam jednak do tego o pingwinach?”… bo ja tak niestety mam. Jak piszę, to wkładam całe swoje serce i pomysły w jedno opowiadanie… ale może mi się kiedyś uda coś z tym zrobić. Jestem strasznie przywiązana do tego bloga…
      Dobra, już się lepiej zamknę… xD
      Pozdrawiam xD

  5. Nieee!! D:
    Jak to?! Tak nie można! :c
    Cass miała przeteleportować się świata Pingwinów i żyć tam długo i szczęśliwie :c
    I ten Julek nieszczęśliwa męska wersja Izoldy (chociaż nie wiadomo co się stało później…)
    Tak smutno skończyłaś:c

    Opowiadanie było super (nie licząc błędów, które co jakiś czas niestety były)
    (:
    Życzę dalszej weny i pozdrawiam ;)
    Julk

  6. ~|>o:)
    Noż,ale Cass? :/ Polubiłam ją!

    Parker. *syczenie z pogardą* nigdy nie byłam jego zwolenniczką,ale cóż w tym opowiadaniu podpadł mi do gustu,nie powiem.Tylko,że on też nie żyje Dx

    Lamenty Kowalskiego i to jak nie chciał już żyć-ohh uwielbiam gdy jest taki uczuciowy jak takie małe dziecko,co wszystko doprowadza do płaczu,on jest wtedy taki słodki x3
    No widzisz Kowalski,wstydź się Marlene widziała lepiej od ciebie jak posługiwać się nauką!Wstydź się xD
    A tak serio to nie powiedziałabym tego mu na serio-załamałby się na dobre,a tego nie chcę ;c

    Biedny piesek i kij xD Rico widzę,psycholu,że ból zwierząt cie satysfakcjonuje >:D chociaż jakby nie patrzeć to ty też jesteś zwierzęciem…
    A właśnie co się stało,z tą psiną? :c

    ” No kurde! Będę chłopaków tak traktować jak oni mnie! Dla Skipper’a będę jeszcze większą zołzą i mam to gdzieś co on na to! Niech sobie cierpi, jak ja, przez te 15 lat! Wreszcie będę się mogła na kimś wyżyć, tak!!! I tak nie ma słabej psychiki chyba, więc raczej nie będę miała człowieka/pingwina na sumieniu. Taka ze mnie kochana zołza, he he.”-no jakbym dokładnie słyszała siebie XD Tylko,że ja bym była zołzą dlatego,że uwielbiam jak się gorączkuje i bym miała dużą beke xDD [jak się denerwuje jest taki przystojny *||*] (heh,odawala mi sorry nie przejmuj się moim bełkotem,jestem szlona i głupia i tak to jest jak się kocha jakąś postać,cholera,ja nie lubię jak dziewczyny piszczą na widok jakiś celebrytów,ale mi też się zdarza (prawie nigdy,ale jednak) xD)

    Jezu, błogosław te opowiadanie!IUwielbiam SkiJu w twoim wykonaniu!
    ” No dajesz Ogoniasty, dajesz. Obiecuję ci to, że poharatam ci twarz szkłem. „-jakbym słyszała żywego Skipper’a jak irytuje go głupota Julka xD <3
    To takie piękne :') I ta bitwa o względy Cass,która miała obu gdzieś i liże się do Kowalskiego xDD
    Bezcenne xD

    Niech cię szlag Grey.Doris.I Bulgot.Niech was wszystkich szlag.
    Zabilście ją! ;_;
    I złamaliście serce Julkowi.
    Skipperowi.
    Mi.
    Ogółem wszystkim. T_T
    Lubiłam tą zołzę.[*]

    "Patrzyłem mu w twarz, prosto w oczy. Kiedy był już przede mną, schylił się. Uśmiechnąłem się i plunąłem mu w twarz. Przymknął powieki i się zaśmiał. Otarł się swoją koszulką, a następnie uderzył mnie z taką siłą, aż moja szczęka strzeliła.

    Po paru sekundach zawitał mnie pulsujący ból w szczęce. Poczułem coś twardego na języku i krew. Wyplułem. Był to ząb i spora ilość krwi. Trochę śliny zmieszanej z krwią zatrzymało się na mojej brodzie. Szybko otarłem ją ramieniem. Westchnąłem i poruszyłem dolną szczęką, wytrzymując ból."
    " Wbił mu ostrze głębiej. Krzyk piwnookiego chłopaka rozniósł się po pomieszczeniu, a nawet może i budynku."-ahhh jakie to piękne kocham takie sadystyczne scenki :') Ja też jestem chyba drugi Gray,bo czytanie i pisanie jak im coś się dzieje sprawia mi przyjemność ^^ a tak serio,to biedactwa. ;c Zabije Gray'a tylko mnie tam wsadź!
    Jaki ten komentarz długi ojojoj!
    Ale trudno powiedzieć jak wrażenia z wszystkich notek w jednen komentarz.
    I jak Cass dostała w mordkę drzwiami od Rico,i jak uciekali od tych psycholi…
    Wszytsko było cudowne! Kocham te opowiadanie! <3
    Więcej humanized pleas! (wiesz jak ja to kocham!)
    Ps.Dżizas. Ale to długi tasiemiec,chyba pobiłam rekord o_O (albo i nie xD)

  7. (Jeszcze raz ;C)

    ~|>o:)
    Noż,ale Cass? :/ Polubiłam ją!

    Parker. *syczenie z pogardą* nigdy nie byłam jego zwolenniczką,ale cóż w tym opowiadaniu podpadł mi do gustu,nie powiem.Tylko,że on też nie żyje Dx

    Lamenty Kowalskiego i to jak nie chciał już żyć-ohh uwielbiam gdy jest taki uczuciowy jak takie małe dziecko,co wszystko doprowadza do płaczu,on jest wtedy taki słodki x3
    No widzisz Kowalski,wstydź się Marlene widziała lepiej od ciebie jak posługiwać się nauką!Wstydź się xD
    A tak serio to nie powiedziałabym tego mu na serio-załamałby się na dobre,a tego nie chcę ;c

    Biedny piesek i kij xD Rico widzę,psycholu,że ból zwierząt cie satysfakcjonuje >:D chociaż jakby nie patrzeć to ty też jesteś zwierzęciem…
    A właśnie co się stało,z tą psiną? :c

    ” No kurde! Będę chłopaków tak traktować jak oni mnie! Dla Skipper’a będę jeszcze większą zołzą i mam to gdzieś co on na to! Niech sobie cierpi, jak ja, przez te 15 lat! Wreszcie będę się mogła na kimś wyżyć, tak!!! I tak nie ma słabej psychiki chyba, więc raczej nie będę miała człowieka/pingwina na sumieniu. Taka ze mnie kochana zołza, he he.”-no jakbym dokładnie słyszała siebie XD Tylko,że ja bym była zołzą dlatego,że uwielbiam jak się gorączkuje i bym miała dużą beke xDD [jak się denerwuje jest taki przystojny *||*] (heh,odawala mi sorry nie przejmuj się moim bełkotem,jestem szlona i głupia i tak to jest jak się kocha jakąś postać,cholera,ja nie lubię jak dziewczyny piszczą na widok jakiś celebrytów,ale mi też się zdarza (prawie nigdy,ale jednak) xD)

    Jezu, błogosław te opowiadanie!IUwielbiam SkiJu w twoim wykonaniu!
    ” No dajesz Ogoniasty, dajesz. Obiecuję ci to, że poharatam ci twarz szkłem. „-jakbym słyszała żywego Skipper’a jak irytuje go głupota Julka xD <3
    To takie piękne :') I ta bitwa o względy Cass,która miała obu gdzieś i liże się do Kowalskiego xDD
    Bezcenne xD

    Niech cię szlag Grey.Doris.I Bulgot.Niech was wszystkich szlag.
    Zabilście ją! ;_;
    I złamaliście serce Julkowi.
    Skipperowi.
    Mi.
    Ogółem wszystkim. T_T
    Lubiłam tą zołzę.[*]

    "Patrzyłem mu w twarz, prosto w oczy. Kiedy był już przede mną, schylił się. Uśmiechnąłem się i plunąłem mu w twarz. Przymknął powieki i się zaśmiał. Otarł się swoją koszulką, a następnie uderzył mnie z taką siłą, aż moja szczęka strzeliła.

    Po paru sekundach zawitał mnie pulsujący ból w szczęce. Poczułem coś twardego na języku i krew. Wyplułem. Był to ząb i spora ilość krwi. Trochę śliny zmieszanej z krwią zatrzymało się na mojej brodzie. Szybko otarłem ją ramieniem. Westchnąłem i poruszyłem dolną szczęką, wytrzymując ból."
    " Wbił mu ostrze głębiej. Krzyk piwnookiego chłopaka rozniósł się po pomieszczeniu, a nawet może i budynku."-ahhh jakie to piękne kocham takie sadystyczne scenki :') Ja też jestem chyba drugi Gray,bo czytanie i pisanie jak im coś się dzieje sprawia mi przyjemność ^^ a tak serio,to biedactwa. ;c Zabije Gray'a tylko mnie tam wsadź!
    Jaki ten komentarz długi ojojoj!
    Ale trudno powiedzieć jak wrażenia z wszystkich notek w jednen komentarz.
    I jak Cass dostała w mordkę drzwiami od Rico,i jak uciekali od tych psycholi…
    Wszytsko było cudowne! Kocham te opowiadanie! <3
    Więcej humanized pleas! (wiesz jak ja to kocham!)
    Ps.Dżizas. Ale to długi tasiemiec,chyba pobiłam rekord o_O (albo i nie xD)

    • (Ahh… Serwis nie rozumie tego,że chcę coś napisać… Muszę podzielić ;/)
      (sorry za spam,ale serwis nie rozumie mojej twórczości,ugh!)

      Część tego co chciałam napisać #1

      ~|>o:)

        • Jezu.Nie. Po prostu wszystko usuń,bo albo to ja mam coś z telefonem,albo to serwis nie ogarnia! Później spróbuję znowu >;( Wybacz za niewyobrażalny spam,blog.pl mnie nie lubi. >:O Ahhh!!!

  8. Nope. Nie poddam się puki nie dodam tego komentarza. Blog.pl nie ma,tak. Dodam rozumiesz!?!

    #1!!!!!!

    ~|>o:)

    • XD
      Odczeka się parę godzin lub dzień i będzie okay ;p
      Ja już nawet nie pamiętam, co w tym opowiadaniu było xD

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.