5. Co wydarzyło się w Danii?

Carly

Hans był naprawdę przemiłym facetem. Zachowywał się w stosunku do mnie jak prawdziwy gentelman. Lubił te same rzeczy jak ja, kochał boks, ale musiał go przerwać przez poważną kontuzję. Przez chwile myślałam, że tylko udaje, żeby coś mi zrobić, ale od razu wyrzuciłam te myśli. Nie pozwolę w tym momencie dać się wyłonić swojej gorszej stronie, którą wytresował Skipper.

Zbliżała się już powoli trzecia, a my nadal rozmawialiśmy przy ciepłej herbatce. Kiedy tematy się skończyły, siedzieliśmy w milczeniu, słuchając uderzanie kropelek w szyby. Czasem ja na niego zerkałam, czasem on na mnie.

- To może…powiesz mi skąd znasz Skipper’a i mnie? – spytałam, przerywając niezręczną cisze.

Ptak napił się herbaty i westchnął. Czekałam zniecierpliwiona na odpowiedź.

- Skipper był kiedyś moim najlepszym przyjacielem – zaczął – ale już nimi nie jesteśmy.

Szef kiedyś opowiadał o jakimś Hansie. Był podobno fałszywy i podły. Ale on na takiego nie wyglądał i nawet tak się nie zachowywał. Znów do głowy zaczęły mi się wpychać jakieś myśli. Hans zauważył to i dodał:

- Nigdy wam pewnie nie opowiadał jak było naprawdę…jeżeli chcesz mogę opowiedzieć ci prawdziwą wersję. Chcesz?

Przytaknęłam.

Maskonur rozsiadł się wygodnie na krześle i wyciągnął kolejnego papierosa. Zaciągnął się i wypuścił dym, który poleciał na mnie. Zaczęło mnie od niego mdlić, ale nie dałam tego po sobie poznać.

- Wszystko zaczęło się dokładnie dwanaście lat temu, mieliśmy wtedy po osiemnaście lat. Znaliśmy się od ośmiu lat. Skipper zawsze był wesoły, miły i kulturalny. Ale w głowie zawróciło mu wojsko… – Przerwał na chwile żeby znowu wciągnąć te wszystkie toksyny do siebie. – Zmienił się całkowicie. Jak miał dziesięć lat, to nawet nie chciał się ze mną bawić. Jedynie czołgi, bazuki i samoloty. Ześwirował. Udawał twardego, nie raz mocno mnie zranił, ale nie obrażałem się na niego, bo był w końcu moim najlepszym przyjacielem, a przyjaciołom się wybacza, prawda? I tak mordowałem się z nim przez następne osiem lat, już nie mogłem wytrzyma…

- To dlaczego mu tego nie powiedziałeś albo go nie zostawiłeś? – przerwałam.

- Bo był dla mnie jak brat. Nie potrafiłem go ot tak zostawić, a próbowałem przemówić mu do rozsądku tyle razy, ale zawsze to kończyło się kłótnią.

Chciałam jeszcze coś się spytać, ale Hans nie dał mi dojść do słowa.

- Cii, nie przerywaj… – zakaszlał. – Postanowił ze swoimi nowymi przyjaciółmi, którzy też byli tak samo walnięci jak on, w tym momencie chodzi mi o Manfriediego i Johsona, wspominał o nich tyle razy na pewno. No więc postanowili że zrobią napad na szajkę, która zaczęła kraść ryby z całego świata i zwozili do Danii. Próbowałem ich powstrzymać, bo wiedziałem dobrze, że wpadną w niezłe kłopoty.

 

*dwanaście lat temu*

 

Trójka młodych pingwinów cicho kręciła się obok ogromnego Duńskiego budynku.

Zajęło im trochę dostanie się do niego – wszędzie były kamery i jakieś pułapki. Ale dzięki staremu bobrowi, który od lat służył w wojsku i uczył ich wszystkiego, bezszelestnie dostali się do środka.

- Ej, Skipper gdzie teraz? – szepnął jeden z nich, Manfredi. – Schodami w górę, korytarzem prosto i lewe drzwi – odpowiedział i ślizgiem ruszyli po schodach.
Młody maskonur szedł za nimi cicho, modlił się żeby nie wpadł w jakąś pułapkę. Nie był tak dobry jak oni – jego skrzydełka były stworzone do czegoś innego, niż walk, tylko do malowania. Miał przeczucie, że chłopaki wpadną w kłopoty, a nie chciał tego. Chciał ich jakoś powstrzymać. Zmęczony już ptak wspiął się po schodach i podreptał do otwartych drzwi. Stanął w drzwiach. Jego oczom ukazały się trzy młode pingwiny, które pakowały do ogromnych toreb tyle ryb, ile się da. Jeden z nich nawet pakował trochę do żołądka tak, żeby reszta nie widziała.

- Ej, pst! – szepnął maskonur. – Zostawcie to! Najniższy i najgrubszy z nich gwałtownie odskoczył od torby pełnej ryb. Spojrzał na ptaka ze złością.

Jego towarzysze również odwrócili się w jego stronę, ale zaraz wrócili do pakowania. Nie mieli czasu, chcieli stąd wydostać najlepsze ryby. Kto był w ich zespole, ten musiał sobie z każdym problemem sam radzić, a reszta miała się nie wtrącać.

- Niech mnie wszy po udach pogryzą! Co ty tutaj robisz?! – Pingwinek podszedł do niego bliżej. – Ile mam razy przemawiać ci do rozsądku? Nie widzisz co ty robisz? Gdzie jest ten mój dawny Skipper-z tym, z którym przeżywałem wspaniałe przygody i bez przerwy się bawiłem doskonale? – powiedziawszy to, do jego oczu napłynęły łzy. Tęsknił za dawnym Skipper’em, nie mógł już go odzyskać. Chociaż próbowałby ze wszystkich sił. Białobrewy przewrócił tylko oczami i wrócił do pakowania ryb.

W maskonurze coś pękło, rozlała się po nim nienawiść. Czuł ją wszędzie. Rzucił się na pingwina i zaczął go szarpać, drapać i bić. Skipper nie dał się łatwo okładać – potraktował Hansa mocnym kopniakiem, przez którego wylądował na ścianie, włączając przy tym cichy alarm.

Ptak pozbierał się szybciutko po bolesnym kopniaku, powoli wstał, chwiejąc się. Do skrzydła złapał ogromną rybę i ruszył na przeciwnika, który również wziął do skrzydełek jakąś rybę. I tak zaczęła się ostra walka na ryby. Towarzysze Skipper’a przyglądali się temu wszystkiemu i kibicowali swojemu koledze. Hans nie był dobry w takich rzeczach, ale kiedy złość obezwładnia go całego, tracił kontrolę nad sobą – ciało robiło co chciało. Białobrewy dostał jeszcze więcej od maskonura.

Żaden nie zamierzał odpuścić, kiedy nagle do środka wbiegli Duńczycy z broniami w rękach.

- Ręce do góry! – warknął jeden, blondyn, i spojrzał na najniższego z pingwinów – Skipper…musisz wszędzie wpychać dziób w nie swoje sprawy? Ostrzegali nas przed tobą. Obiecuję ci to że teraz już z tobą skończę – powiedziawszy to wyciągnął broń i wycelował w białobrewego. Ten spojrzał ze złością na maskonura.

- Masz mi się więcej na oczy nie pokazywać. Mówiłem żebyś się nie wtrącał. – wycedził. Kiedy facet o blond włosach już nacisnął spust, Skipper błyskawicznie ruszył do ucieczki. Kiedy był już na zewnątrz rozglądał się za Manfredim i Johsonem.

Ale po nich nie było niestety ani śladu.

 

- Dlatego nie chce powiedzieć co się tam wydarzyło, bo nie chce się przyznać do swojego błędu – dokończył. Tym z wielką chęcią bym mu dogryzała.

- A co się właściwie się stało…z Manfredim i tym drugim? – zapytałam. – Johsonem. Złapali ich Duńczycy i wysłali gdzieś tam, już nie pamiętam gdzie. I za takie coś się nienawidzimy. Nie raz chciałem mu zrobić na złość bo mnie już naprawdę irytował, chce się odgryzać do końca życia, póki mnie nie przeprosi.

Witam po tak ogromnej przerwie, za którą strasznie przepraszam. ;)
Jak wam się podobał wpis?
Spodziewaliście się czegoś takiego po Skipper’ze?
Hans ma jakieś złe zamiary? 
Zostawcie koniecznie swoje myśli w komentarzach!
Pozdrawiam, 
Alex ;*

2 Komentarze

  1. SUPER. NN MIE WCIĄGNEŁA ZACZEPISTA.KIEDY NASTĘPNA CZĘŚĆ.
    PS:KOCHAM TWOJE NN. ;) ;).<3 ;*.
    POZDRAWIAM DUŻO WENECZKI I POMYSŁÓW.
    PINGWINEK,

  2. No, tego bym się po Skipperze nie spodziewała.
    Carly, wracaj mi do niego, usiłuj naprostować w tej małej upartej główce i wspieraj ze wszystkich sił.
    Nie zaszkodziłoby, gdyby przy okazji się w nim zakochała.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.