6. Złocista Kobra

Szeregowy

Mijał tydzień za tygodniem, po Carly nie było ani śladu. Skipper nie wydawał się tą całą sytuacją jakkolwiek dotknięty – zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło, co nas denerwowało. Tęskniliśmy za nią.
Próbowałem poruszyć o niej temat, ale szef nie słuchał i zmieniał od razu rozmowę na jakąś inną. Zauważyłem, że stał się dla nas jakoś bardziej ostrzejszy. Julian stał mu się całkiem obojętny – kiedy tylko Król w jakiś sposób próbował go zaczepiać, ten go całkowicie ignorował, co powinien zrobić już wcześniej.

Tęsknie za Carl i za Skipper’em… tym starym Skipper’em…

Byliśmy sami we dwoje w bazie. Mieliśmy okazję porozmawiać na poważnie.

Podszedłem do niego ostrożnie.

- Szefie, musimy porozmawiać… – Głos odrobinę mi drżał, bałem się trochę. Tylko Rico zachował zimną krew przy rozmowie z nim.

Skipper nawet na mnie nie spojrzał, ani nawet nie odpowiedział. Oglądał telewizję i pił kawę, jak zawsze. Zdenerwowany stanąłem tak, aby przeszkodzić mu w oglądaniu.

- Szeregowy, przesuńcie się… – rzekł pingwin. Jego głos był całkowicie wyprany z emocji.

- A właśnie, że się nie przesunę, a wyłączę to głupie pudło! – warknąłem i tak zrobiłem. – Musimy poważnie porozmawiać o Carly.

- Wy znowu o tym samym…nie macie nic innego do roboty? Rico ostatnio jadł burrito, toaleta nie wygląda za ciekawie…robota czeka, żołnierzu.

Zmarszczyłem brwi. Z miłego Szeregowego stał się teraz ten gorszy.

- Nie będę nic sprzątać, gadamy na poważnie, rozumiesz?! – syknąłem – Dlaczego tak potraktowałeś, Carl? Ona jest dla nas wszystkich bardzo ważna! A ty…

- Słuchajcie, Szeregowy – usiadł prosto na fotelu – po pierwsze, jestem twoim szefem, więc masz obowiązkowo tytułować mnie ‘’szef’’. S-Z-E-F! Po drugie, to moja prywatna sprawa z Carly, do której żaden z was nie ma czelności się mieszać. To, żeście ją polubili to wasza sprawa, kontaktujcie się z nią jak możecie, mam to w dziobie. To moje sprawy, a żaden z was nie ma prawa się w nie ingerować. – Wstał i podszedł do mnie na tyle blisko, że czułem jego oddech na sobie. – Zrozumieliście czy mam w jakiś inny sposób do was dotrzeć?

Ogarnęła mnie panika, jego wzrok mnie przeraża. Ale dla Carly zrobię wszystko!

- Szefie, ale Carly…

- Bla, bla, bla, Carly to i tamto! Masz – wcisnął mi mop i inne środki czystości do skrzydeł i wpychał mnie siłą do toalety – a teraz marsz sprzątać kibel.

 

Król Julian

Powoli już zmierzałem do swoich czarno-białych podwładnych. Musiałem się w końcu pochwalić czymś, żeby byli zazdrośni. Czyli walki, a wiem że ten głupi szefciu będzie mnie błagał, żebym go zabrał. A ja mu wtedy – jak wyiskasz mnie to może i! Ha! Moja doskonałość pomysłów już zaczyna mnie przerastać swoją doskonałością, ach!

 

- No hej pingwinowie – wykrzyknąłem wesoło, ale odpowiedziała mi cisza. Hm, przynajmniej ona mnie docenia. Ale był w środku Skipper, tylko że ostatnio olewał mnie bardziej, niż wcześniej. Nie podoba się mnie to. – Ej, pingwin, wiesz co ja maaam? – Najwyższy czas się pochwalić!

Ale w ogóle nie wykazywał mą osobą zainteresowania. Hańba mu! Ale kontynuowałem:

- Bilety na walki bokserskie! I to nie jadalne!

- Chyba nielegalne… – burknął głupi gbur.

- Japa w kubeł, wiem lepiej! – pisnąłem. – A więc… podobno tam są takie nie jadalne walki…o żarcie…a ja jestem królem, więc wygram!

- Ogoniasty, nie wypowiadaj się na te tematy, bo nie masz zielonego pojęcia o czym to jest. Na nielegalne, nie ,,nie jadalne’’. Tak w ogóle skąd to masz?

- Jak to mówią ,,Jak się niema co się lubi, to się kradnie, co popadnie’’ tak oto mam te piękne bileciki!

- Ugh, pokaż go! – znowu burknął. On ciągle burczy. Wydarł mi bilety z łap i je dokładnie przejrzał. A potem…

 

Szeregowy

A potem wszyscy udaliśmy się na walki. Zwierząt tam było jak mrówek, a ci, którzy mieli brać udział w walkach to wyglądali jak zmutowani. Słyszałem, że podobno wybierają swoich przeciwników z tłumu. Brzmi ciekawie, ale nie chciałbym walczyć z takimi olbrzymami. Do tego mogą cię nawet zabić, nie ma żadnych zasad.

Tylko ja i Kowalski byliśmy najnormalniejsi i wiedzieliśmy, że dobrze to się nie skończy. Najgorsze jest to, że do walki i do wyboru przeciwnika zgłosił się Skipper, a po nim Rico…a żeby było jeszcze ciekawiej, potem doszedł Julian. Zaraz walki miały się rozpocząć, a mi trzęsły się skrzydełka z nerwów.

- Ogoniasty, ty się nie nadajesz na to… – zaczął dowódca – trzy sekundy, a ty będziesz miazgą – westchnął, a Julian ustawił się w nowo wymyślonej pozycji ,,fochowej’’. Oczywiście poprosił Maurice’a żeby go ustawił.

- Jak śmiesz porównywać mą królewskiej osoby do miazgi! Znam bardzo dużo fajnych tańcówek na pojedynki…strzelę mu z zadka!

- Ale to nie pojedynek na tańce! Tylko boks! W którym nie ma zasad! – krzyknąłem spanikowany. – A jak umrzecie?!

Nawet nie zwrócili na mnie uwagi. Skipper i Julian byli skupieni na kłótni, a Rico na przypominaniu sobie wszystkich uderzeń. Spojrzałem na Kowalskiego zrezygnowany. Ten rozglądał się wokół.

- Co się dzieje? – spytałem.

- Mam wrażenie, że gdzieś widziałem to Carly… i raczej się nie mylę, mam doskonały wzrok – zmrużył oczy. – Rozdzielmy się – powiedział i zaraz oboje zanurzyliśmy się w tłumie.

Spotykałem bardzo dużo pingwinek, ale po Carl ani śladu. Może Kowalski jednak się mylił?

Chodzenie i szukanie zajęły mi jeszcze z pół godziny, kiedy zauważyłem niską osobę, wchodzącą na ring.

- Zbliża się powoli już godzina dwudziesta trzecia, czas na walki! Naszym pierwszym, właściwie pierwszą, osobą, która rozpocznie walkę będzie nowa zawodniczka. Przedstawiam wam ,,Złocistą kobrę’’! – krzyknął wesoło przez mikrofon prowadzący – żuraw –  i wskazał na niską postać. Światła reflektorów skierowały się na nią. Powoli zdjęła szlafrok bokserski i odwróciła się twarzą do mnie. Uśmiechnęła się tajemniczo, a publiczność oszalała.

 Włosy miała spięte w koka, a twarz miała jak z horroru – cała blada, poobijana i w strupach. Strasznie schudła, a w niektórych miejscach miała braki piór.

Sparaliżowało mnie. Czy ona zgłupiała?! Spanikowany zacząłem szukać Kowalskiego. Kiedy go znalazłem potrząsnąłem nim.

- Kowalski! Czy ty widzisz to co ja, czy mam zwidy?! Musimy ją jak najszybciej stamtąd wziąć, ona chyba nie wie w co się pakuje!

- Nie, nie masz zwid…co ona sobie zrobiła…ona chyba zwariowała, popatrz na nią jaka jest poturbowana! – Ledwo co go słyszałem przez te wszystkie gwizdy i klaskania. – Ja… JA NIE WIEM CO MAM TERAZ ZROBIĆ! JA…JA NIE WIEM?!

Pierwszy raz widziałem Kowalskiego aż tak spanikowanego. Ja w tym momencie sam nie wiedziałem co robić.

- Dobrze, już dość…-zaczął żuraw-Złocista Kobra musi wybrać przeciwnika. A nim będzie…? – Spojrzał zadowolony na Carly. Dziewczyna jednak twarz miała obojętną i przeczesywała wzrokiem szeregi publiczności. Zatrzymała wzrok na mnie i Kowalskim. Zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się.

Zrobiło mi się słabo. Nie chciałem z nią walczyć.

Przez chwile patrzyła jeszcze na nas, kręcąc przecząco głową z rozbawieniem.

- I kto nim będzie, Złocista Kobro? – zapytał zaciekawiony prowadzący.

Dziewczyna elegancko podeszła do niego, wyrwała mu mikrofon, rzucając mu przy tym uwodzicielski wzrok i powiedziała prawie szeptem:

- Zadecydowałam, że wybiorę… – Przebiegła wzrokiem następny rząd i zaśmiała się. – Ten uroczy pan pingwin co siedzi obok lemura… Panie Skipper’ze McKellen, zapraszam do zabawy! – zaśmiała się i pomachała w stronę szefa. Spojrzeliśmy na niego.

 

Skipper

Przyznam, że byłem zaskoczony, kiedy zobaczyłem tą małą na ringu, ale starałem się to ukryć.

Powoli wstałem kończąc paluszka i westchnąłem.

- No dobra… – wzruszyłem ramionami. Ślizgiem szybko przewinąłem się przez tłum i stanąłem z nią twarzą w twarz. – Skopię ci zad, Harris…

Dziewczyna uśmiechnęła się niewinnie i przejechała skrzydłem po moim torsie.

- Zobaczymy… – wyszeptała, patrząc na mnie uwodzicielsko. Złapała mnie delikatnie za dziób i przyciągnęła do siebie. – Biedny, bezużyteczny śmieć…

Zachowywała się dziwnie. Z wyglądu jak Carly, ale z charakteru całkiem inna.

- Skończ tą dziecinadę… dalej będziesz się za to mścić, dziewczynko, że cię nie chce? – zaśmiałem się.

Warknęła i popchnęła mnie do tyłu mocno, weszła na środek ringu i zgięła skrzydła w pięść, a potem krzyknęła słodko:

- Zaczynamy zabawę, kochani!

W tłumie ujrzałem Hansa.

Sądzę, że nic nie zdarza się przypadkiem. Na pewno ma coś wspólnego z zachowaniem Carly. Nie daruje mu tego… 

Witajcie! ;)
Muszę was trochę przytrzymać w napięciu…

Wpis ogólnie jest dosyć intrygujący(tak mi się wydaje), ale niestety źle napisany.
Od paru dni żyję już całkowicie szkołą i zastanawiam się nad wzorami fizycznymi i nie tylko, przez co nie mogę się skupić na pisaniu jak i czytaniu. Też mam trochę problem z chęcią do pisania. 
Mam nadzieję, że to tylko chwilowe ;p
Gotowi już jesteście do szkoły? Bo do mnie nadal nie dociera, że jutro pierwszy września. Czuję się tak, jakbym szła na wojnę xD
Jutro coś się pojawi (nawet może dwa wpisy) na blogspocie, zapraszam.
Czekam na opinie! 
Pozdrawiam, Alex ;*

4 Komentarze

  1. Boże co się stało z tą Carly o.O, co ten Hans z nią zrobił czegoś takiego to bym się nie spodziewała.
    Świetna notka czekam na więcej, oczywiście jak się wyrobisz że szkołą.
    Weny i pozdrawiam
    ~Tajemniczaa
    Ps.Powodzenia w tym roku szkolnym :)

  2. Boże, co się stało z tą Carly o.O, co ten Hans z nią zrobił czegoś takiego to bym się nie spodziewała.
    Świetna notka czekam na więcej, oczywiście jak się wyrobisz że szkołą.
    Weny i pozdrawiam
    ~Tajemniczaa
    Ps.Powodzenia w tym roku szkolnym :)

  3. Sorry,że tak późno komentuję,ale leń mnie wziął xD

    Właściwie…Jeśli chodzi o walki to się trochę spodziewałam(gdy napisałaś czy przypadkowo nie mamy tych samych pomysłów),ale resztą mnie zaskoczyłaś.Carly co ty odwalasz.Hans cię namówił?Razem ćwiczyliście?Wczepił ci jakiś urządzonko do kontrolowania umysłu?A może sama chciała?Hmmm…
    Interesujący post milordzie xD

    czekam na więcej i powodzenia w szkole ;)
    Pozdrowienia Angi!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.