Spóźniony[i to bardzo xD] one-shot świąteczny, część 1

Najmłodszy członek oddziału leniwie wygramolił się spod kołdry, przetarł oczka i spojrzał na zegarek. Była już trzynasta, a cała reszta jeszcze spała. Ale nie ma się co dziwić, wczoraj walczyli tym razem z Hansem i prawie skończyło to się tragicznie.

Ale dzięki Skipper’owi udało się tego uniknąć. Co oni by bez niego zrobili? Lepszego dowódcy mieć nie mogli.I też lepszego brata…
Szeregowy przeciągnął się i smacznie mlaskał. Czuł że o czymś zapomniał, ale kompletnie nie mógł sobie przypomnieć o czym. Dopiero o wszystkim sobie przypomniał, kiedy spojrzał na ozdoby świąteczne, które parę dni temu robił własnoręcznie.

Zmęczenie, które jeszcze wcześniej dawało we znaki, zniknęło, a zamiast niego pojawiła się ogromna energia i szczęście.

  –Dzisiaj święta! – pisnął, budząc przy resztę przyjaciół. No, może oprócz Rico. Spał jak zabity. Kowalski uderzył głową o drugą pryczę, a Carly zerwała się na równe nogi, jednak nie otwierała oczu.

- Szlag, głupi tusz. Oczy mi się skleiły! – pisnęła, próbując jakoś odkleić swoje rzęsy.

Skipper, kiedy tylko otworzył oczy, miał minę zabójcy. Do tego miał zaczerwienione czerwone od zmęczenia. Młody pingwinek już wiedział, co się święci. Przełknął głośno ślinę. Miał wrażenie, że zemdleje, kiedy Szef zaczął do niego podchodzić.

- Szefie, ja… przepraszam. Nie chciałem… – pisnął, spuszczając głowę. Pingwin podszedł bardzo blisko młodziaka. Ten niechętnie na niego spojrzał. Wyraz twarzy miał nadal taki sam – straszny, okropny, przerażający…

- Wesołych świąt, mały żołnierzu! – krzyknął Skipper, przytulając pingwinka, podnosząc go przy. Był delikatnie zdziwiony zachowaniem lidera. On i przytulanie?

- ŚWIĘTAAA!!! – wydarł się nagle Rico, przez co tym razem Kowalski spadł z pryczy. Prychnął i spojrzał na psychopatę wściekły. Już nabił sobie jeszcze więcej guzów, niż przy uderzeniu głową. Wymamrotał pod nosem ,,Dzięki, Rico’’. – Prezenty! Żarcie!!!

Te dwie rzeczy chyba wszystkim najbardziej kojarzą się ze świętami. Psychopata je uwielbia, ale jakby dołączyć jeszcze ka-boom’owanie byłby w siódmym niebie.

- Nie mam jeszcze dla was prezentów moi drodzy – zaczął szef – ale chcę, żebyście je sami sobie wybrali. Ale tylko po jednej rzeczy, bo ktoś, NIE POWIEM KTO, chciał sobie kupić znowu części z allegro. – I w tym momencie spojrzał na Kowalskiego. – Więc dlatego wy nic nie dostaniecie, bo już sobie kupiliście.

Naukowiec przewrócił oczami.

- Nie potrzebuję jakiś głupich prezentów. Wynalazki mi wystarczają – rzekł i od razu zniknął za drzwiami laboratorium. – Głupie święta… wolę sobie je posiedzieć, niż z nim…

- Wszystko słyszałem! – wykrzyknął. – Dobra, załoga. Cel: jakiś sklep. Znacie jakiś…Szeregowy? Carly?

-Ale ja nie chodzę na zakupy – odezwała się dziewczyna. Wyróżniała się od  innych kobiet tym, że nie lubiła się stroić ani chodzić na zakupy. Dla reszty w sumie było to lepiej. Skipper dostałby białej gorączki, gdyby miał kogoś takiego w oddziale.

Pare minut później wybrali się do sklepu, w którym chyba było wszystko. Szeregowy poszedł na dział z zabawkami i rozpływał się na widok milion różnych jednorożców, jego oczka świeciły jak gwiazdy na niebie. Skipper co prawda już miał dosyć walania się zabawek po całej bazie, jednak miał w sobie chociaż odrobinę wyrozumiałości. Każdy z nas ma coś w sobie z dziecka, a Szeregowy jest jeszcze młody. Jak dorośnie to wszystkie zabawki pójdą do śmieci. Ale oto pytanie: kiedy dorośnie? Ma szesnaście lat, powinien już dawno się ,,ogarnąć’’. Muszą cierpliwie czekać.

Rico poszedł na dział słodyczy, a zaraz potem dołączyła do niego Carly i… w sumie to wszyscy. Nawet ludzie nie zwracali na nich uwagi.

- Słodycze, to chyba najlepszy prezent, jaki można dostać, czyż nie? – uśmiechnął się lider. – Dobra, bierzcie co chcecie, bo nie mogę patrzeć na te wasze błagalne miny…

Po tych słowach, pingwiny rzuciły się na słodycze. Skipper delikatnie się uśmiechnął.

- Słodcy są…

                    ***

- Kowalski, skup się! Pracujesz nad bardzo ważnym wynalazkiem, który może wpłynąć na całe życie! – wymamrotał naukowiec i powoli zaczął wlewać jakiś płyn do probówki, kiedy nagle usłyszał jakiś krzyk, a naczynie wypadło mu ze skrzydełek i roztrzaskało się na podłodze. Substancja rozlała się po całym pomieszczeniu, a najbardziej ucierpiały nóżki pingwinka.

Zaczął krzyczeć i biegać po całej bazie, ale nie ze zdenerwowania, tylko z bólu. Czuł ciepło i rozrywanie skóry.

Ni stąd, ni zowąd pojawiła się krzycząca Marlenka.

-Wielka ośmiornica atakuje! – krzyknęła jeszcze głośniej i rzuciła się na Kowalskiego – zrób coś! Czemu krzyczysz?! Też ją widziałeś?! Zrób coś!!!

- Kobieto, aua! Sprawiasz mi jeszcze większy ból tymi pazurami, jak ten płyn! Zejdź ze mnie! – wysyczał i zepchnął z siebie wydrę. – Dlatego chciałem się zawsze przeprowadzić na odludzie, bo tu wytrzymać nie można. Cały czas jakieś krzyki, trzeba ratować… może ja też chcę coś zrobić dla siebie?! – skarcił ją wzrokiem i powoli wstał, wykrzywiając się przy tym.

Spojrzał na swoje nóżki – były zaczerwienione, a w niektórych miejscach były widoczne kropelki krwi i mięsa. Zabolało go jeszcze bardziej, kiedy tak na to patrzył. Ale musiał być silny! Naukowcy-komandosi nigdy się nie poddają.

-No pomożesz mi w końcu?!- pisnęła wystraszona wydra i potrząsnęła nim.

-Tak… ale uspokój się i powoli powiedz co się stało.

- T-t-tam jest ośmiornica, taka obleśna! Zniszczyła wszystkie ozdoby świąteczne i prezenty! NA KTÓRE WYDAŁAM OGROMNĄ SUMĘ PIENIĘDZY, BO BYŁO TRUDNO JE ZDOBYĆ!

- Spokojnie, Marlenko. Na pewno da się coś z tym zrobić. Pokaż mi gdzie ta ośmiornica jest.

Wydra zaprowadziła go na zewnątrz. Im oczom ujrzała się fioletowa ośmiornica o czerwonych oczach. Niszczyła wszystko dookoła. Kowalski zmarszczył brwi. Wiedział doskonale kto to, lecz nie spodziewał się, że powróci.

- Nawet w święta nie można mieć spokoju…-westchnął. – Dave, zostaw to! – krzyknął i rzucił się na niego. Ten jednak był szybszy i zwinniejszy, chwycił go mocno jedną macką i spojrzał na niego wściekły.- No proszę, Kowalski… pamiętasz mnie? Ośmiornica, która została uwięziona w kuli przy jakimś bachorze?

- A jakże mógłbym zapomnieć? Jestem naukowcem, pamięć mam bardzo dobrą.

Dave zmarszczył brwi, wymamrotał coś i wsadził szybko pingwina do klatki wraz z Marlenką. Wydra wyrywała się ile może, lecz niestety nie udało się.

-Wybaczcie, moi kochani, ale mam bardzo ważną sprawe. Nie dotycząca was, małe zwierzaczki…

- Ej, ja nie jestem małym zwierzaczkiem! – warknęła Marlenka, ale ten ją zignorował.

- Adios, amigos… – ukłonił się kulturalnie i zniknął z ich pola widzenia.

***

Skipper i reszta wyszła ze sklepu. Dowódca jadł sero chrupki, Szeregowy wtulał się w swojego nowego ogromnego jednorożca, a Rico rozmyślał co by tu dzisiaj wysadzić, natomiast Carly opychała się ogromną czekoladą.

- No panowie, to w takim razie… – Zatrzymali się, kiedy zobaczyli biegających spanikowanych ludzi, biegających wokół. – Co tu się wyrabia?

- Buahaha, no pingwinki! Powodzenia życzę w pokonaniu mnie! Pf, głupie nieloty…

- Dave! – pisnął Szeregowy.

- Jakiś ty spostrzegawczy… – powiedziała ironicznie ośmiornica i wycelowała w nich ogromną sieć. Skipper’a zdziwiło i jednocześnie przeraziło to, że Dave kierował wozem Świętego Mikołaja, który to leżał nieprzytomny w śmietniku. Miał naprawdę złe przeczucia.

-Co jak co, ale nikt mi świąt nie będzie niszczył – burknął Skipper. – Rico, wyciągnij nas stąd. On serio myślał że nas tym zatrzyma? Nie uważałem go za aż tak głupiego… – zaśmiał się.

***

W tym momencie Dave zadowolony ze swojego już PRAWIE zwycięstwa, zdał sobie sprawę że zrobił najgłupszą rzecz na świecie.

- Ty głupi… naprawdę myślałeś, że zatrzymasz ich jakąś idiotyczną siatką? – uderzył się w czoło i westchnął.

***

- Coś czuję, że się domyślił… – uśmiechnął się szef już uwolniony. – Szeregowy, uwolnijcie Kowalskiego i Marlenkę.

Młody pingwin posłusznie wykonał polecenie.

Po minie Kowalskiego można było wywnioskować, że nie był zadowolony. Znowu ktoś nie pozwoli mu w spokoju zrobić coś nowego. A odkłada to już od miesięcy. Idealny plan, wszystkie części już są. Ale czasu na realizację tego wszystkiego niestety brak.i

- Nie martwcie się żołnierzu – rzekł Skipper, po czym poklepał naukowca po “ramieniu” – uratujemy świat!

Kowalski wyglądał na znudzonego, a w środku się w nim gotowało.

- No i co teraz zrobimy?! – pisnęła spanikowana wydra, rzucając się na lidera i potrząsając nim. –  WYDAŁAM TYLE PIENIĘDZY NA PREZENTY I ICH JUŻ NIE ODZYSKAM?! ZRÓBCIE COŚ! ZRÓBCIE!!!!

- Marleno, litości, zrobimy. – Odsunął ją od siebie. – Szeregowy, uspokójcie ją jakoś my wymyślimy jakiś plan. – Szeregowy przytaknął.

- Chodź Marlenko, opowiem Ci o rodzajach jednorożców. Mam ich kolekcję, pokażę Ci. –  Chwycił ją za łapkę i zaciągnął do bazy.

Reszta miała wrażenie że ssak bardziej się zdenerwuje przez te idiotyczne konie. Ale Szercio zawsze coś wymyśli.

Po odejściu wydry i pingwina, zapadła cisza. Skipper zastanawiał się co teraz zrobić, Kowalski kiedy w końcu skonstruuje wynalazki, a Rico oczywiście o Ka-boomowaniu i słodyczach. Zanim jeszcze któryś zdążył się odezwać nad ich głowami pojawiła się ogromny spodek, zaraz z niego spadła sieć, zabierająca ich w górę.

-AAA, to kosmici! – pisnął spanikowany Kowalski, zaraz potem oberwał od Carly.

-Przestań piszczeć jak baba, to Dave! – Wskazując skrzydłem w stronie małego okienka, przez które machała im ośmiornica. Naukowiec westchnął z uglą.

-Jak tylko znajdziemy się na pokładzie – zaczął Skipper – to… – Znaleźli się w środku, w celi. Małe ośmiornice błyskawicznie związały ich mocno. Jakikolwiek ruch mógł spowodować mocne otarcia, ale Carl spróbowała, a zaraz potem syknęła z bólu. – To będziemy tu siedzieć.

Po chwili za kratami pojawił się Dave, szczerząc się jak najbardziej potrafi.

- Stwierdziłem, że zaproszę was tu. Zobaczycie wiele mega-super-nowoczesnych wynalazków, jakich jeszcze Kowalski nie miał w głowie! – Na te słowa strateg rzucił mu mordercze spojrzenie. – Ale też chce się wam pochwalić swoim planem, który polega na zniszczeniu świąt i znienawidzenie ich! – zaśmiał się, wkładając jedną macke w kraty i głaskając Carly po policzku. Dziewczynę przeszły dreszcze obrzydzenia. – Nie widziałem cię jeszcze. Ale znam imię, obserwowałem was. Jest bardziej słodka od Szeregowego – zamrugał – zaraz, gdzie Szeregowy?  Eh, wiedziałem że tak będzie. No nic, potem się nim zajmę, jak przyjdzie was uratować. Gapa z niego to się w ogóle nie wydostaniecie. Nie uratujecie świata, ups… tak czy siak idę wszystko psuć. Adios! – pożegnał się po czym szybko zniknął.

- JA MAM NA PEWNO LEPSZE WYNALAZKI OD TWOICH! WY MNIE NIE DOCENIACIE, ALE JA W SIEBIE WIERZĘ!!! – wykrzyczał Kowalski, po czym zaczął szlochać.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.