Spóźniony[i to bardzo xD] one-shot świąteczny, część 1

Najmłodszy członek oddziału leniwie wygramolił się spod kołdry, przetarł oczka i spojrzał na zegarek. Była już trzynasta, a cała reszta jeszcze spała. Ale nie ma się co dziwić, wczoraj walczyli tym razem z Hansem i prawie skończyło to się tragicznie.

Ale dzięki Skipper’owi udało się tego uniknąć. Co oni by bez niego zrobili? Lepszego dowódcy mieć nie mogli.I też lepszego brata…
Szeregowy przeciągnął się i smacznie mlaskał. Czuł że o czymś zapomniał, ale kompletnie nie mógł sobie przypomnieć o czym. Dopiero o wszystkim sobie przypomniał, kiedy spojrzał na ozdoby świąteczne, które parę dni temu robił własnoręcznie.

Zmęczenie, które jeszcze wcześniej dawało we znaki, zniknęło, a zamiast niego pojawiła się ogromna energia i szczęście.

  –Dzisiaj święta! – pisnął, budząc przy resztę przyjaciół. No, może oprócz Rico. Spał jak zabity. Kowalski uderzył głową o drugą pryczę, a Carly zerwała się na równe nogi, jednak nie otwierała oczu.

- Szlag, głupi tusz. Oczy mi się skleiły! – pisnęła, próbując jakoś odkleić swoje rzęsy.

Skipper, kiedy tylko otworzył oczy, miał minę zabójcy. Do tego miał zaczerwienione czerwone od zmęczenia. Młody pingwinek już wiedział, co się święci. Przełknął głośno ślinę. Miał wrażenie, że zemdleje, kiedy Szef zaczął do niego podchodzić.

- Szefie, ja… przepraszam. Nie chciałem… – pisnął, spuszczając głowę. Pingwin podszedł bardzo blisko młodziaka. Ten niechętnie na niego spojrzał. Wyraz twarzy miał nadal taki sam – straszny, okropny, przerażający…

- Wesołych świąt, mały żołnierzu! – krzyknął Skipper, przytulając pingwinka, podnosząc go przy. Był delikatnie zdziwiony zachowaniem lidera. On i przytulanie?

- ŚWIĘTAAA!!! – wydarł się nagle Rico, przez co tym razem Kowalski spadł z pryczy. Prychnął i spojrzał na psychopatę wściekły. Już nabił sobie jeszcze więcej guzów, niż przy uderzeniu głową. Wymamrotał pod nosem ,,Dzięki, Rico’’. – Prezenty! Żarcie!!!

Te dwie rzeczy chyba wszystkim najbardziej kojarzą się ze świętami. Psychopata je uwielbia, ale jakby dołączyć jeszcze ka-boom’owanie byłby w siódmym niebie.

- Nie mam jeszcze dla was prezentów moi drodzy – zaczął szef – ale chcę, żebyście je sami sobie wybrali. Ale tylko po jednej rzeczy, bo ktoś, NIE POWIEM KTO, chciał sobie kupić znowu części z allegro. – I w tym momencie spojrzał na Kowalskiego. – Więc dlatego wy nic nie dostaniecie, bo już sobie kupiliście.

Naukowiec przewrócił oczami.

- Nie potrzebuję jakiś głupich prezentów. Wynalazki mi wystarczają – rzekł i od razu zniknął za drzwiami laboratorium. – Głupie święta… wolę sobie je posiedzieć, niż z nim…

- Wszystko słyszałem! – wykrzyknął. – Dobra, załoga. Cel: jakiś sklep. Znacie jakiś…Szeregowy? Carly?

-Ale ja nie chodzę na zakupy – odezwała się dziewczyna. Wyróżniała się od  innych kobiet tym, że nie lubiła się stroić ani chodzić na zakupy. Dla reszty w sumie było to lepiej. Skipper dostałby białej gorączki, gdyby miał kogoś takiego w oddziale.

Pare minut później wybrali się do sklepu, w którym chyba było wszystko. Szeregowy poszedł na dział z zabawkami i rozpływał się na widok milion różnych jednorożców, jego oczka świeciły jak gwiazdy na niebie. Skipper co prawda już miał dosyć walania się zabawek po całej bazie, jednak miał w sobie chociaż odrobinę wyrozumiałości. Każdy z nas ma coś w sobie z dziecka, a Szeregowy jest jeszcze młody. Jak dorośnie to wszystkie zabawki pójdą do śmieci. Ale oto pytanie: kiedy dorośnie? Ma szesnaście lat, powinien już dawno się ,,ogarnąć’’. Muszą cierpliwie czekać.

Rico poszedł na dział słodyczy, a zaraz potem dołączyła do niego Carly i… w sumie to wszyscy. Nawet ludzie nie zwracali na nich uwagi.

- Słodycze, to chyba najlepszy prezent, jaki można dostać, czyż nie? – uśmiechnął się lider. – Dobra, bierzcie co chcecie, bo nie mogę patrzeć na te wasze błagalne miny…

Po tych słowach, pingwiny rzuciły się na słodycze. Skipper delikatnie się uśmiechnął.

- Słodcy są…

                    ***

- Kowalski, skup się! Pracujesz nad bardzo ważnym wynalazkiem, który może wpłynąć na całe życie! – wymamrotał naukowiec i powoli zaczął wlewać jakiś płyn do probówki, kiedy nagle usłyszał jakiś krzyk, a naczynie wypadło mu ze skrzydełek i roztrzaskało się na podłodze. Substancja rozlała się po całym pomieszczeniu, a najbardziej ucierpiały nóżki pingwinka.

Zaczął krzyczeć i biegać po całej bazie, ale nie ze zdenerwowania, tylko z bólu. Czuł ciepło i rozrywanie skóry.

Ni stąd, ni zowąd pojawiła się krzycząca Marlenka.

-Wielka ośmiornica atakuje! – krzyknęła jeszcze głośniej i rzuciła się na Kowalskiego – zrób coś! Czemu krzyczysz?! Też ją widziałeś?! Zrób coś!!!

- Kobieto, aua! Sprawiasz mi jeszcze większy ból tymi pazurami, jak ten płyn! Zejdź ze mnie! – wysyczał i zepchnął z siebie wydrę. – Dlatego chciałem się zawsze przeprowadzić na odludzie, bo tu wytrzymać nie można. Cały czas jakieś krzyki, trzeba ratować… może ja też chcę coś zrobić dla siebie?! – skarcił ją wzrokiem i powoli wstał, wykrzywiając się przy tym.

Spojrzał na swoje nóżki – były zaczerwienione, a w niektórych miejscach były widoczne kropelki krwi i mięsa. Zabolało go jeszcze bardziej, kiedy tak na to patrzył. Ale musiał być silny! Naukowcy-komandosi nigdy się nie poddają.

-No pomożesz mi w końcu?!- pisnęła wystraszona wydra i potrząsnęła nim.

-Tak… ale uspokój się i powoli powiedz co się stało.

- T-t-tam jest ośmiornica, taka obleśna! Zniszczyła wszystkie ozdoby świąteczne i prezenty! NA KTÓRE WYDAŁAM OGROMNĄ SUMĘ PIENIĘDZY, BO BYŁO TRUDNO JE ZDOBYĆ!

- Spokojnie, Marlenko. Na pewno da się coś z tym zrobić. Pokaż mi gdzie ta ośmiornica jest.

Wydra zaprowadziła go na zewnątrz. Im oczom ujrzała się fioletowa ośmiornica o czerwonych oczach. Niszczyła wszystko dookoła. Kowalski zmarszczył brwi. Wiedział doskonale kto to, lecz nie spodziewał się, że powróci.

- Nawet w święta nie można mieć spokoju…-westchnął. – Dave, zostaw to! – krzyknął i rzucił się na niego. Ten jednak był szybszy i zwinniejszy, chwycił go mocno jedną macką i spojrzał na niego wściekły.- No proszę, Kowalski… pamiętasz mnie? Ośmiornica, która została uwięziona w kuli przy jakimś bachorze?

- A jakże mógłbym zapomnieć? Jestem naukowcem, pamięć mam bardzo dobrą.

Dave zmarszczył brwi, wymamrotał coś i wsadził szybko pingwina do klatki wraz z Marlenką. Wydra wyrywała się ile może, lecz niestety nie udało się.

-Wybaczcie, moi kochani, ale mam bardzo ważną sprawe. Nie dotycząca was, małe zwierzaczki…

- Ej, ja nie jestem małym zwierzaczkiem! – warknęła Marlenka, ale ten ją zignorował.

- Adios, amigos… – ukłonił się kulturalnie i zniknął z ich pola widzenia.

***

Skipper i reszta wyszła ze sklepu. Dowódca jadł sero chrupki, Szeregowy wtulał się w swojego nowego ogromnego jednorożca, a Rico rozmyślał co by tu dzisiaj wysadzić, natomiast Carly opychała się ogromną czekoladą.

- No panowie, to w takim razie… – Zatrzymali się, kiedy zobaczyli biegających spanikowanych ludzi, biegających wokół. – Co tu się wyrabia?

- Buahaha, no pingwinki! Powodzenia życzę w pokonaniu mnie! Pf, głupie nieloty…

- Dave! – pisnął Szeregowy.

- Jakiś ty spostrzegawczy… – powiedziała ironicznie ośmiornica i wycelowała w nich ogromną sieć. Skipper’a zdziwiło i jednocześnie przeraziło to, że Dave kierował wozem Świętego Mikołaja, który to leżał nieprzytomny w śmietniku. Miał naprawdę złe przeczucia.

-Co jak co, ale nikt mi świąt nie będzie niszczył – burknął Skipper. – Rico, wyciągnij nas stąd. On serio myślał że nas tym zatrzyma? Nie uważałem go za aż tak głupiego… – zaśmiał się.

***

W tym momencie Dave zadowolony ze swojego już PRAWIE zwycięstwa, zdał sobie sprawę że zrobił najgłupszą rzecz na świecie.

- Ty głupi… naprawdę myślałeś, że zatrzymasz ich jakąś idiotyczną siatką? – uderzył się w czoło i westchnął.

***

- Coś czuję, że się domyślił… – uśmiechnął się szef już uwolniony. – Szeregowy, uwolnijcie Kowalskiego i Marlenkę.

Młody pingwin posłusznie wykonał polecenie.

Po minie Kowalskiego można było wywnioskować, że nie był zadowolony. Znowu ktoś nie pozwoli mu w spokoju zrobić coś nowego. A odkłada to już od miesięcy. Idealny plan, wszystkie części już są. Ale czasu na realizację tego wszystkiego niestety brak.i

- Nie martwcie się żołnierzu – rzekł Skipper, po czym poklepał naukowca po “ramieniu” – uratujemy świat!

Kowalski wyglądał na znudzonego, a w środku się w nim gotowało.

- No i co teraz zrobimy?! – pisnęła spanikowana wydra, rzucając się na lidera i potrząsając nim. –  WYDAŁAM TYLE PIENIĘDZY NA PREZENTY I ICH JUŻ NIE ODZYSKAM?! ZRÓBCIE COŚ! ZRÓBCIE!!!!

- Marleno, litości, zrobimy. – Odsunął ją od siebie. – Szeregowy, uspokójcie ją jakoś my wymyślimy jakiś plan. – Szeregowy przytaknął.

- Chodź Marlenko, opowiem Ci o rodzajach jednorożców. Mam ich kolekcję, pokażę Ci. –  Chwycił ją za łapkę i zaciągnął do bazy.

Reszta miała wrażenie że ssak bardziej się zdenerwuje przez te idiotyczne konie. Ale Szercio zawsze coś wymyśli.

Po odejściu wydry i pingwina, zapadła cisza. Skipper zastanawiał się co teraz zrobić, Kowalski kiedy w końcu skonstruuje wynalazki, a Rico oczywiście o Ka-boomowaniu i słodyczach. Zanim jeszcze któryś zdążył się odezwać nad ich głowami pojawiła się ogromny spodek, zaraz z niego spadła sieć, zabierająca ich w górę.

-AAA, to kosmici! – pisnął spanikowany Kowalski, zaraz potem oberwał od Carly.

-Przestań piszczeć jak baba, to Dave! – Wskazując skrzydłem w stronie małego okienka, przez które machała im ośmiornica. Naukowiec westchnął z uglą.

-Jak tylko znajdziemy się na pokładzie – zaczął Skipper – to… – Znaleźli się w środku, w celi. Małe ośmiornice błyskawicznie związały ich mocno. Jakikolwiek ruch mógł spowodować mocne otarcia, ale Carl spróbowała, a zaraz potem syknęła z bólu. – To będziemy tu siedzieć.

Po chwili za kratami pojawił się Dave, szczerząc się jak najbardziej potrafi.

- Stwierdziłem, że zaproszę was tu. Zobaczycie wiele mega-super-nowoczesnych wynalazków, jakich jeszcze Kowalski nie miał w głowie! – Na te słowa strateg rzucił mu mordercze spojrzenie. – Ale też chce się wam pochwalić swoim planem, który polega na zniszczeniu świąt i znienawidzenie ich! – zaśmiał się, wkładając jedną macke w kraty i głaskając Carly po policzku. Dziewczynę przeszły dreszcze obrzydzenia. – Nie widziałem cię jeszcze. Ale znam imię, obserwowałem was. Jest bardziej słodka od Szeregowego – zamrugał – zaraz, gdzie Szeregowy?  Eh, wiedziałem że tak będzie. No nic, potem się nim zajmę, jak przyjdzie was uratować. Gapa z niego to się w ogóle nie wydostaniecie. Nie uratujecie świata, ups… tak czy siak idę wszystko psuć. Adios! – pożegnał się po czym szybko zniknął.

- JA MAM NA PEWNO LEPSZE WYNALAZKI OD TWOICH! WY MNIE NIE DOCENIACIE, ALE JA W SIEBIE WIERZĘ!!! – wykrzyczał Kowalski, po czym zaczął szlochać.

One-shot: ,,Smakosz jaj wielkanocnych”

Witam! :D
Oto kolejny one-shot… wielkanocny… – trzeba korzystać póki wolne!
Mam nadzieję że was nie zanudzi. ;)
Bo szczerze to jakoś nie wyszło tak za bardzo ,,wielkanocno”… :P
Ale plusem jest to, że jest jednak Julian, który powinien was choć odrobinę rozbawić (muszę w końcu przelać tą kilkudniową głupawę na Juliana) xD
Zapraszam do lekturki i dzielenia się swoimi opiniami! :D

Król Julian

W końcu dwudziesta, ZOO zamknięte!

- Hej Joe, fajne rękawice, babcia ci uszyła? – zaśmiałem się.

- A chcesz poczuć moc uderzenia na swojej twarzy? – warknął, podskakując ku ogrodzenia. Od razu wziąłem nogi za pas! Nie chce wyglądać jak zgnita śliwka.

Kangur zaśmiał się i wrócił do boksowania powietrza. Widzę, że ma mega wyobraźnie. Albo… jest tam niewidzialny worek treningowy. Pingwiny powinny mieć go na oku. Właśnie, a co tam porabiają o tej porze pingwiny?

Wesoło ruszyłem do ich beznadziejnego walącego rybą domu! Jeszcze po drodze każdemu mówiłem:

- Wesołego Jajka Króla Juliana, mordeczki!!!

- Zamknij się! – warknął Pink.

Pff, głupi ptak. Zemszczę się. Albo nie. Dla mnie zemsta jest bez sensu, strata czasu! ,,Pożyczę’’ sobie od niego parę jajochów. Ale będzie jazda!

Wlazłem najpierw wsadzając do ich bazy mój zadek. Pewnie wzdychają na jego widok, jak ja kiedy patrzę na jego odbicie. Taki zadbany, milutki jak pupcia niemowlęcia. Albo jeszcze bardziej milutki!

Wszedłem cały. Ale siedzieli i oglądali jakieś głupawe coś tam, wiadomości, które nie są ważne jak dla mnie. Poza tym facet, który prowadzi ten programik ma beznadziejną fryzurę! A już o twarzy nie wspomnę. Nawet makijaż by mu nie pomógł.

- Co wy oglądacie jakieś głupoty! Wpadł mi do głowy, naprawdę genialny pomysł dzięki… mojemu mózgowi, nie wam. Muszę założyć swój program, na pewno będę miał milion fanów. Ah… – rozmarzyłem się. Zdjęcia ze mną i moim zadkiem, z super podpisem. Nie umiem pisać, ale wymyślę swoje własne literki, dzięki którym będę mógł porozumiewać z moimi poddanymi. Już sobie wyobrażam. Miliardy polubieni na fanpage’u na fejsie. Czemu ja na to od razu nie wpadłem? Ach, no tak. Mój mózg zostawia najlepsze na koniec!

                                               ###

Wciskałem uważnie guziczki na telefonie.

- Maurice, jak tam moje królewskie polubienia? – Odłożyłem na chwilę urządzenie, by nie udusić go na śmierć, kiedy dowiem się ile mam lajków. Mówiłem żeby schudnął to będzie się szybciej ruszał, a ten tłuszcz go spowalnia!

Palczak westchnął i leniwie sięgnął po laptopa, który jakiś człowiek podarował mojemu królestwu. Chwała mu.

- Zobaczmy… – Kliknął coś parę razy. – Piętnaście nowych polubieni strony ,,Król Julian XIII’’ – uniósł prawą brew – Lubi to: Król Julian, Król Julian XIII, Szalony Julian, Mraśny Julian, Król Julek, Kochamy Króla Juliana XIII, Król Julian naszym bogiem, Uwielbiam Króla Juliana, Julian tańczy dla mnie… i założono grupę ,,Nie brunetki, nie blondynki, ja wolę Króla Juliana’’ – spojrzał na mnie.

Przeszedł mnie dreszcz, piętnaście to nawet dobra liczba. Ale muszę mieć miliard!

- Ooo, widzisz?! Wielbią mnie.

- A czy król sam siebie nie wielbi i nie zakłada nowych kont aby polubić swoją stronę?  – spytał, spoglądając na mój telefon.

Zabrałem go szybko. Tylko me oczy mogą wpatrywać się w ten telefon!

- O, patrz! – krzyknąłem i wskazałem palcem w niebo. Dzięki moim genialnym zdolnością do aktorstwa, w sumie to do wszystkiego, uwierzył. Szybko wcisnąłem literki na klawiaturze. Konto założone. Od razu wszedłem na nową stronę. ,,Polub’’. Strona polubiona.

Dźwięk powiadomienia na facebook’u. Maurice spojrzał na stronę.

- Nowe polubienie. ,,Rysiek z klanu’’ lubi to. – Spojrzał na mnie podejrzliwie gdy wpatrywałem się w księżyc.

- Hy?! – zerwałem się – Ry… nie no, to normalnie… serio?! Rysiu jest moim fanem?! Niemożliwe! I popatrz teraz – dodałem post w którym napisałem jakoś ,,O MY GY JA KOCHAM KRÓLA JULIANA’’ szlag by to trafił, bo nie umiem wyłączać Caps’a. – A teraz zobacz na jego profil! Napisał że mnie uwielbia, jak każdy oczywiście, ale to nie ja napisałem, naprawdę nie ja. Nie ja. Poza tym nie będę ci się tłumaczył, bo jestem tu królem!

Podszedłem do Morta i szepnąłem:

- Bierz się do roboty, zakładaj kolejne konta.

Lemurek energicznie pokiwał główką i wziął się do roboty.

Skipper

- Sz-Szefie… – zająkał się Młody, wychylając głowę przez wejście do bazy. Ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy byli zajęci oglądaniem ,,Gołych Klat Ninja’’, nawet o dziwo Carly to wciągnęło, a zawsze chciała przełączać na te jakieś swoje głupoty. Jakieś ciuszki różowe i inne idiotyczne filmy jakie to kobiety oglądają.

Szeregowy mnie zwołał. Nie zareagowałem, dopóki nie zgasło światło.

- Szlag, w takim momencie! Szeregowy! Co wyście znowu zrobili?! – warknąłem, wstając. – Rico wyrzygaj jakieś światło!

Psychopata szybciutko wyrzygał lampkę. Skierował ją ku najniższemu pingwinowi, stał na drabince, trochę drżał.

- Młody, wszystko w porządku? – zapytała Carly, Rico ,,oświecił ją’’ co ją rozdrażniło. Zabrała wściekła urządzenie i znów skierowała na pingwina.

- M-Musicie to zobaczyć… – Wyszliśmy wszyscy. Naszym oczom ukazał się gigantyczny królik. Kiedy tylko nas zobaczył, zaczął warczeć. Jego białe zęby były przeraźliwe.

- Panowie, chyba mamy problem… – Dziewczyna nawet się już nie przyczepiła, że powiedziałem ,,panowie’’, sama już się czuje jak facet. Dobrze dla nas – nie walają się po całej bazie jakieś kosmetyki, nie boi się nawet ubrudzić. Takie kobiety to ja lubię.

- Trochę… duży… – rzekł Kowalski.

No co on nie powie. Trochę?! Chyba bardzo!

- Panowie, nie możemy dopuścić żeby ten gad ruszył w miasto! Brać go! – krzyknąłem, oddział od razu ruszył na wielkoluda.

- Nawet o tym nie pomyślałem żeby iść do miasta – zaczął słodkim głosikiem mutant, jak malutkie dziecko. Zdecydowanie za słodko. – ale dziękuję. – Ryknął i wziął zamach ogromną łapą.

Kowalski i Szeregowy odpadli. Oboje nieprzytomni. Trzy na jednego – może coś z tego będzie? Nasz ukochany psychopata z wielką chęcią wyrzygał bombę, a zaraz potem kilka kolejnych. Wybuchy jeszcze bardziej zdenerwowały wielkiego puchatego potwora. Szeregowy tak kocha oglądać jednorożce i to właśnie występuje w tej beznadziejnej animacji… tylko w wersji mini. Mogłem się go spytać jak to coś zatrzymać, tylko on jest ekspertem od słodkości. Niestety już za późno. Jeżeli mam być szczery, też chce być nieprzytomny, bo przynajmniej nie musiałbym patrzeć co się teraz dzieje i byłbym w świecie, gdzie niszczę świat. To rozumiem! Ale nie mogę się poddać. Rico sobie poradzi, ale… martwię się o Carly. Może i komandoska, ale najsłabsza z oddziału.

Rozwścieczony królik zrzucił nas siebie. Mnie i Carl odrzuciło daleko od zwierzęcia, a Rico parę centymetrów przed nim. Ten uśmiechnął się i kicną w górę, gdy spotkał się z ziemią, jego prawa łapa przygniotła psychopatę. Zdemoluje nasz piękny Nowy Jork! Pozabija wszystkich! Szlag! My robimy dla ludzi wszystko, a oni dla nas nic. Może czas sobie dać spokój?

- Wszystko w porządku Harris? – pomogłem pingwince wstać.

- Zdziwisz się, ale Harris ma imię! – warknęła. – Ty zostań, ja się zajmę tym zmutowanym czymś, co jest też słodkie!

- Nie ma mowy! Nie dasz sobie sama rady! – Typowa kobieta, myśli że da sobie rade ze wszystkim, ale tak nie jest.

- Bo jestem kobietą? – Spojrzała na mnie wściekłym spojrzeniem. Oho, zaczyna się. Zaraz mnie zwyzywa i będzie chciała pobić, zawsze tak jest, jak zacznę ten temat. Zaczęła mnie szturchać i dawać lekcje, że jak jest babą to nie jest taka słaba. I wszystko jej wolno. A mogła sama stracić przytomność, ja i Rico albo ktoś inny dalibyśmy sobie świetnie radę. – Ty…

Dzięki za to co się przed chwilą stało! Dostała od tego królika pisanką w dziób, w końcu będzie cicho! Właśnie mi o to chodziło.

- Nie skrzecz tak, nawet zająca to drażni. Zajmij się chłopakami. Nie musisz się myć, do twarzy ci. – Ruszyłem ślizgiem brzusznym w stronę miasta.

Już wyraźnie było słychać krzyki człowieków i syreny policyjne. I myślą że są fajni, jak sobie przyjadą i wyciągną broń, i będą gadać ,,Stój bo cię zastrzelimy’’. Gliny to są najbardziej wkurzające. Zając to się jeszcze bardziej rozdrażni.

Skipper… myśl, myśl, myśl! Co by tu zrobić… aha! Zapomniałem o tym. Wyciągnąłem z ,,kieszeni’’ zastrzyk usypiający, dużo płynu… a ta… igła taka… wielgachna…

Już zaczęło mi się wydawać, że ona ożywia i rzuca się na mnie, kłuje po całym tyłku… i to bardzo boli. Pot zaczął mi spływać po dziobie. Ja go nie pokonam, tym bardziej igłą, nie ja nie dam rady…

- Ty chcesz mnie pokłóć?! – wrzasnęło ogromne zwierzę. Wpatrywał się w strzykawkę z przerażeniem. Przynajmniej nie tylko ja się boję tego. – Nie możesz! – warknął i rzucił się na mnie wściekle. Nie udało mi się uciec, królik złapał mnie w swoje ogromne łapy i ścisnął. Zabrakło mi tchu.

Król Julian

Już miałem tysiąc. Mort się postarał, ale niestety i tak nie dostanie stopy. Wszystko było dobrze, dopóki morda nie spadła mu na ziemię. Telefon spadł obok i się rozbił, co mnie rozwścieczyło.

- Mort!!! – wykrzyczałem się na cały głos, cały Nowy Jork usłyszał mój piękny głos. – Coś ty uczynił?! Kto mnie teraz będzie komentował i dawał kciuki w górę?! Zaraz idziemy po telefon, ale sam go odkupisz za te twoje śmierdzące pieniądze ze skarpetek.

- Ale… – zaczął tym swoim denerwującym głosem.

- Morda! Jazda mi, oczywiście ze mną, do miasta! Już!

Dotarliśmy w końcu do miasta. Zaciekawiło mnie to, kiedy Maurice po drodze powiedział mi, że jakiś ,,Tuptuś Puszysty’’ polubił mnie i napisał prywatną wiadomość, gdzie napisał jakim to jestem wspaniałym królem. I nawet ma wszystkie moje zdjęcia! Takiego psychofana to ja rozumiem!

Tylko… tego nie zrobiła moja osoba, ani Morteusz. Czyżby…?

Zatrzymaliśmy się na mnie. Zdenerwowałem się, bo przez tego hamulca oblałem się soczkiem z mango, plasterki z ogórków uciekły mi z oczów, a człowieki biegały i darły się, jak ja, kiedy pierwszy raz poczułem pingwiny. Nigdy nie zapomnę tego bólu nosa…

Jakim prawem mają prawo latać i się tak drzeć? Ja potrzebuję odpoczynku, ciężko dla ich dobra haruje, a oni co? Tylko do pracy chodzą, a do mnie żeby przyjść, to nie.

- Grr, czemu te człowieki tak drą japę?! Mort pójdź i…

- Królu, dlatego! – rzekł Maurice. Jak on śmie mi przerywać?! Ale o tym już pogadamy później. Spojrzałem gdzie wskazywał palcem swoim, którym dubie w nosie, musiałem długo podnosić tą głowę, aż mnie szyja bolała. Nie wypada tak Władcy się przemęczać. No i w końcu dojrzałem jakąś łepetynę. To był królik, który miał tego szefującego w łapie. Chciał mu zjeść głowę. Tylko ja wydaję pozwolenia, kto ma być zeżarty, a kto nie.

- Ej, hańba ci zajęcu! – wrzasnąłem – Jak ty się nazywasz? Bo jakoś sobie nie przypominam, żebyś przykickał po papiery o to, kogo chce się pozbyć z mego królestwa. Hello, to mamy XXI wiek! Są tu papiery z podpisywaniem, a nie… ale gdybyś chciał pozbyć się tego futerka, to zapraszam do mnie, Maurice się tobą zajmie. Marzę o tym, by posiadać tron, taki co ogrzewa mi zadek. Ale jak na razie nie ma chętnych na oddanie futra. Hańba im.

Futrusiowi powiększyły się oczy, wypuścił pingwina z rąk. Ptak wpadł do kontenera na śmieci – już wolę zapach śmieci, niż jakiegoś dorsza. Ale dlaczego ten zajęc się tak na mnie wpatruje?

- Król… Król Julian… Ty jesteś Król Julian?! Ojej! – zaczął się śmiać i podskakiwać, mógłby trochę schudnąć, przez to zmienia się rusza. – Ja się Tuptuś nazywam i mam totalnego fioła na Pana punkcie! Jest Król najlepszy na świecie!

Podszedł do mnie i wyciągnął do mnie łapę. Powoli na nią wlazłem, była taka puszysta.

Skipper

- I co, Staruszku? Sam sobie dajesz ze wszystkim radę powiadasz… – rzekła dziewczyna stojąc nade mną, kiedy udało mi się wyjść ze śmieci. Jaka ona jest denerwująca.

- Akurat powiem ci, że tak. To wszystko było zaplanowane. Wiedziałem że ten Tupter czy Tuptuś, bądźmy szczerzy to debilne imię, jest fanem Ogoniastego… dlatego… coś tam coś tam. Nie musisz wszystkiego wiedzieć to moja słodka tajemnica, Lady. – Poruszyłem brwiami, uśmiechnęła się. – Teraz zobaczymy jak Panienka da sobie radę. – Przerzuciłem ją przez ,,ramię’’ i zacząłem wracać do kontenera. Wyrywała się i piszczała, kazała się puścić, ale że ma malutko siły, jest taką szarą myszką, udało mi się bez problemu wrzucić ją do śmieci.

- O fuuuj, czy tu jest zużyty pampers? Tak, to prawda. FUUJ!

Minęły godziny, zanim udało jej się wygrzebać z tego wszystkiego. Ale przynajmniej miałem dużo zabawnych widoków. Do czasu… kiedy z znikąd pojawił się Bulgot na swoim segwey’u. Spojrzał wściekły na mutanta, który gadał Ogoniastemu same komplementy. Biedny królik, on nie wie co robi i komu to mówi.

- 95, co ty wyrabiasz?! – wrzasnął. – Miałeś zabić pingwiny i zdemolować miasto, a nie zajmować się tym naiwnym stworzeniem!

- Naiwnym? – powtórzył i skupił się na delfinie. Na miejscu Bulgota bym odwołał te słowa. W sumie chciałbym żeby była jakaś nawalanka, tym bardziej z ssakiem, ale może się jeszcze wstrzymam. Ciekaw jestem co wydarzy się dalej.

- Tak! Naiwnym! Rozumiesz to słowo, czy rok tresury i wstrzykiwania ci różnych cieczy na inteligencję, cały czas skupiony na tobie, poszedł na marnię?!

- Nie będziesz obrażał mojego Króla… nikt nie ma prawa obrażać najwspanialszego władcy.

Odłożył Julka na dach budynku i ruszył kickiem do delfina. Ten włączył już wsteczny na swoim segwey’u. Próbował go jakoś uspokoić, przekonywać, dawał mu jaja poozdabiane (w końcu to jego ulubione danie z tego co zauważyłem – jaja wielkanocne – chociaż króliki nie jedzą jajek) nie pomogło. Zjadał je z chęcią, ale nadal szedł zasadzić parę kopów Bulciowi. Chwycił go i rzucał o każdy budynek, każdą drogę asfaltową, chodnik. Reszta się wykrzywiała, ale ja patrzyłem z wielką chęcią na to, co robi mojemu największemu wrogowi. Byłoby dobrze, żeby też Kowalskiemu takie coś zrobić, gdyż nadal rozmyśla o Doris. A nawet nie chce używać jego ,,pamięcio-usuwacza’’ bo jak wszystko jego może się źle skończyć. A tym bardziej nie chce żeby znów był z nami ten głupi Kowalski. Niech już będzie się wymądrzał, to już lepsze niż patrzenie, jak obciąża nas i nie daje żadnych sugestii.

Wyłączyłem całe myślenie i przyglądałem się znęcaniu nad Bulgotem. Piękny widok. Ale mam wrażenie, że zaczynam się zachowywać jak Rico. W każdym razie nie ważne!

Objąłem Carl ,,ramieniem’’, która niestety za każdym uderzeniem Bulgota o coś, wykrzywiała się. Julian kibicował i mówił, co ma uczynić temu ,,rybowi’’, a ja miałem kompletny spokój i dzięki królikowi powoli w głowię zaczęły mi przychodzić nowe pomysły, na nowe sztuki walki…

 

I jak? 
Podobała się? ;)
Udało się Julianowi choć odrobinę was rozbawić? 
I miałam rację z tym, że zepsułam i w ogóle nie przypomina notki związanej z Wielkanocą? :D

Zapraszam do komkowania!

Pozdrowionka, Alex ;*

 

PS. I jeszcze raz Wesołych Świąt Wielkanocnych! :D
Smacznego jajka, samych cudownych dni…
Oraz też mokrego dyngusa! :D

Macie jeszcze link do życzonek słodkiego kurczaczka ^^: KLIKNIJ (Klikajcie w liny xD)

One Shot ,,Werewolf”

Carly

Julian dopiero godzine temu przyszedł nas poinformować, że jest u niego impreza halloween’owa.
Heh i już wszyscy byliśmy już gotowi na imprezę. No, znaczy prawie. Tylko Skipper z nami nie idzie.
Rico przebrał się za wampira, Kowalskiego sama musiałam ubrać bo chciał iść w atomie, a posmarowałam go różnymi kremami i zabandażowałam, uznał że wygląda… cytuję ,,Wyglądam tak jak Skipper, kiedy został zombie’’, ja przebrałam się za czarownicę, a Szerciu za ducha. Wziął białe prześcieradło, wyciął dwa otworki i założył. Szału, szczerze mówiąc, nie ma.

- Matko… no chodź już Kowalski! Jesteśmy spóźnieni już dziesięć minut!!! – warknęłam, a Rico i Szeregowy podskoczyli ze strachu.

- Już… – odpowiedział.

To samo mówił dziesięć minut temu. Mieliśmy przyjść wszyscy razem, a nie w rozsypce. W końcu weszłam do tego laboratorium i zobaczyłam, że naukowiec ma w buteleczce jakąś różową substancję i wlewa do niej jakieś inne. Kiedy mnie zobaczył, zasłonił buteleczkę z płynem i się uśmiechnął.

- Co ty tam znowu robisz? – spytał młody.

- Zrobiłem substancję, która jest genialna! Jeżeli trochę wypijesz, stajesz się kim chcesz. Wilkołakiem, wampirem, czarownicą, duchem i tak dalej. Tak, wiem, zrobiłem coś takiego, ale to musi się na 100 % udać, jak wrócimy to muszę go wypróbować – rzekł i klaskał w skrzydła.

- Fajnie, ALE TERAZ DO CHOLERY CHODŹ!

- Dobra, idę… – zdjął biały fartuch, gogle i błyskawicznie podreptał na górę, a my za nim.

 

Król Julian

 

Siedziałem w wentylacji, w laboratorium cuchnącego pingwina. Byłem bardzo ciekawy, co to za substancja, która zmienia.
Wyskoczyłem przed stół, gdzie była ciecz. Wyglądała tak fajnie. Zrobiła się taka niebieska teraz, skoro Kowalsky nie mógł wypróbować jej teraz, to ja ją wypróbuję na imprezie.

Zatkałem korkiem buteleczkę i szybko wyszedłem. Na swoim wybiegu byłem już po minucie jakiejś. Byli już wszyscy, więc wyrwałem Maurice’owi mikrofon i powiedziałem:

- Hej wam wszystkim! Cieszę się bardzo, żeście przyszli na tą imprę, a teraz dawać prezenty, bo jak nie to w mordę.

Wszyscy przewrócili oczami i (prawie) wszyscy podeszli do mnie z prezentami. Oprócz Carly. Ta tylko piła buble tea i wcinała paluszki. Hańba jej! Jak nie dała prezentów, to… a jak chyba wiem co zrobię… Skoro Kowalsky nie wytestował tego swojego płynu, to ja wytestuje za niego.

Po 30 minutach w końcu pootwierałem wszystkie prezenty, a reszta oczywiście musiała czekać… byłem z nich tak średnio zadowolony. Od tego pingwina psychopaty dostałem śmierdzącego buta. Już chyba wiem do czego będzie mi on pomagał. Mort przecież lubi zapach śmierdzących bucików, to je im dam. Ale…

- Panie, goście czekają… – szepnął Maurice.

Przewróciłem oczami i znów mu wydarłem mikrofon.

- Zaczniemy imprezę, ale najpierw… STRASZNE HISTORIEE!!!! – wrzasnąłem, a wszyscy zgormadzeni krzyknęli i zatkali uszy. – Ups, wybaczcie. Także ja jestem królem więc zacznę:albo nie. Pokaże wam coś strasznego. Kiwnąłem do Morta, a ten włączył na youtube filmik, który moim zdaniem jest straszny ( link: https://www.youtube.com/watch?v=gX83hk586mw ← Oglądnij teraz do samego końca! ^^)

Potem inni zaczęli opowiadać jakieś strasznie historię. Dla mnie one strasznie nie były takie straszne, inni wymyślali takie krótkie żeby zacząć w końcu imprezę. Wszyscy tańczyli i się bawili. Leciała nutka Within Tempation ,,Paradise” i ,,Whole world is watching” potem The Killers ,,Human”, Katy B ,,5 AM”, Meghan Trainor ,,All about that bass” oraz Imagine Dragons ,,I bet my life” i długo by wymieniać…
No, może oprócz Rico, który już zataczał się i Carly siedząca przy barze dalej chlejąc to buble tea i jedząc orzeszki ziemne itp.

Schyliłem się do Morta i powiedziałem na ucho: wlej jej to do szklanki – powiedziawszy to dałem mu małą buteleczkę z substancją i podszedłem do samicy.

- Hej Carluś! – Przytuliłem ją.

- Czego? – Odepchnęła mnie.

- Ślicznie wyglądasz… dawno Cię nie widziałem. – Spojrzałem szybko na Morta, który wlewał do jej herbatki ciecz. – A z resztą odwal się…

Odwróciłem się, a Mort szybko znikł z buteleczką. Kątem oka zauważyłem, że pingwinica zaczęła znowu pić swój napój. Uśmiechnąłem się szyderczo. Haha, zobaczymy jaka będzie reakcja…

 ###

Jedna godzina, jedna i pół godziny, dwie godziny i dalej nic. Dalej się trzyma. Szlag, nie podziałało!

 

Carly

 

Jasny szlag… przecież nie piłam żadnego alkoholu, a głowa pęka mi w szwach. Coś mi ktoś coś wlał czy coś?

Powoli wstałam trzymając się za głowę i szłam w stronę naszej bazy, bardzo powoli. Głowa mnie strasznie bolała i kręciło mi się w głowie. To takie uczucie jakbym się opiła, ale… ale nie może być. Albo Julek się zemścił za to, że nie dałam mu prezentu albo ktoś kocha tak halloween i chce mnie zabić.

- Dobrze się czujesz ma piękna królowo? – Usłyszałam głos Juliana odbijającego się echem w mojej głowie. Poczułam, że objął mnie ramieniem.

- Tak. Mniej więcej.

- To mniej czy więcej? – spytał.

- NO MÓWIĘ DEBILU ŻE… ał… – poczułam mocny ucisk głowy i moje ciało zaczęło cierpnąć. Spojrzałam na swoje sprawę skrzydło, które cierpło mi coraz bardziej. I nagle ono… było już ogromną łapą, która miała duże ostre pazury. Czy ja coś brałam?! Ból głowy był już nie do zniesienia! Z drugim skrzydłem stało się to samo, a potem już nic nie pamiętałam… odpłynęłam całkiem.

 

Maurice

Razem z Królem odsunęliśmy się od leżącej Carly, która zmieniała się… jakby w wilkołaka. Krzyczała. Najbardziej przerażały mnie jej ostre jak brzytwa kły i pazury. Okej, można było zemścić się w inny sposób żeby dała mu ten prezent, ale to już przesada była!

- Oho, to nie był chyba najlepszy pomysł… – Przełknąłem głośno ślinę.

Carly w końcu ucichła, upadła na ziemię. Była już wilkołakiem. Miała lśniące grube futro, ostre pazury i żółte kły. Widziałem wilkołaki w TV, ale nigdy na żywo i nawet nie wiedziałem, że może coś takiego być możliwe!

- Czy ona dedła? – spytał lemur katta.

- Nie mam pojęcia.

Władca wziął leżącego obok niego gałązkę i szturchnął kilka razy wilkołaka… Carly, ale nic nie reagowała. Dalej leżała z otwartym pyskiem. Patrzyłem na jej klatkę piersiową, wydawało mi się że oddycha, ale Julian stwierdził że nie.

- Chyba jednak dedła. Ale mam pomysł co z nią zrobię! Utnę jej łeb, wypcham i powieszę nad królewskim tronie. Teraz to takie jest podobno modne. Tak więc zabieraj się grubasie do roboty! – Krzyknął i dał mi do ręki nóż. Wziąłem go niechętnie i podszedłem bliżej, do leżącego zwierzęcia, miałem już nóż blisko jej szyi, kiedy nagle otworzyła oczy. Były duże i jasno zielone, spojrzała na mnie. Wypuściłem narzędzie i powoli odsuwałem się do tyłu, a katta razem ze mną. Carl powoli wstała i zaczęła się do nas zbliżać, bardzo powoli i warczała. Trząsłem się jak głupi.

- Królu, tylko bez gwałtownych ru… – nie dokończyłem, bo Julian musiał oczywiście zrobić swoje!

- RATUJ SIĘ KTO MOŻE!!! – wykrzyknął i zaczął uciekać. Bestia warknęła głośno i miała zamiar rzucić się na mnie, lecz odskoczyłem i drąc się jak matoł pobiegłem za Julianem, a bestia za nami.

Wpadliśmy na nasz wybieg.

- UCIEKAJCIE STĄD WSZYSCY, WILKOŁAK NAS GONI!! – krzyknął przerażony Julian.

Wszyscy spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać. Kowalski podszedł do władcy, poklepał go po ramieniu i rzekł:

- Phi, dajcie spokój przecież wilkołaki nie ist… – Wtedy wilkołak przeskoczył murek i rzucił się na Morta. – NA JAJA MOJEJ MATKI, TOŻ TO WILKOŁAK! RATUJ SIĘ KTO MOŻE!

Wszyscy zaczęli uciekać, a Carly biegała za każdym i nawet pogryzła oraz podrapała parę osób. Z jej psyka kapała krew, słychać było piski zranionych zwierząt.

 

Skipper

Właśnie sobie spokojnie oglądałem telewizję, piłem kawę i układałem puzzle, które dostałem wczoraj od chłopaków, kiedy usłyszałem straszne krzyki. Myślałem, że pewnie przełączyłem na jakiś horror, więc nie patrząc na ekran wziąłem pilot do skrzydła i wyłączyłem, ale krzyki dalej były. No cholera… ja tu zajęty jestem! Powoli szedłem po drabince, co tam się dzieje, ale nagle nawet nie zdążyłem wyjść na zewnątrz, bo pingwini-komandosi spadli na mnie. No i gleba jak zawsze.

- Czy wyście całkiem oszaleli?!- warknąłem, spychając z siebie Rico.

- Ej, chwila, a gdzie Carly?! – Zerwał się naukowiec.

- ON JĄ POŻRĘ!!!!!!!!!!! – wydarł się na całe gardło młodziak. Nie wytrzymałem i uderzyłem każdego z liścia.

- O co w ogóle chodzi?! Kto pożrę?! Wytłumaczcie!

- Nie-niech s-s-szef s-spojrzy c-co si-się dzi-dzieje na g-górze… – wydukał młody i zaczął się trząść ze strachu.

- No okej. – Wzruszyłem ramionami, wyszedłem po drabince i odchyliłem trochę drabinkę. – MATKO BOSKA STORPEDOWANA!

Zobaczyłem tam ogromnego wilkołaka, który rzucił się na Burta.

- Ratujcie! Pomóżcie! On chce mnie pożreć! – darł się.

Już miałem wyskoczyć, kiedy usłyszałem z Central Parku głos Inspektora.

- A więc moi drodzy… imprezę czas zacząć! Cieszę się, że tyle was tu przybyło! Dziękuję! – Słychać było oklaski i muzykę.

Bestia spojrzała na mnie swoimi przerażającymi ślepiami, zostawiła Burta i zaczęła biec do parku. Cholera… tam są dzieci!

- Panowie, zbieramy się!

- MY NIGDZIE NIE IDZIEMY! TAM JEST WILKOŁAK! – Kowalski dostał tików tak samo jak reszta. No cóż, no to muszę sam załatwić tego wilkołaka.

- Dobra, siedźcie tu panienki… – powiedziałem i szybko ruszyłem za bestią.

Kurde, jakby był tu Rico to strzelił bym do tego z moździerza, ale czasem trzeba sobie poradzić samemu. I tak dobrze, że mam swoją ulubioną kuszę!

Wyciągnąłem ją zza pleców i chciałem celować w stworzenie, ale ono nagle zniknęło mi z oczu.

- Co do jasnej cholery?

Usłyszałem warknięcie za moimi plecami. O szlag. Powoli się odwróciłem, a za mną stała na dwóch łapach bestia, której z pyska kapała krew. Pierwszy raz w życiu poczułem, że się boję. I czas się chyba poddać.

- No dobra. Podejdź bliżej, zabij mnie. No chodź… – Patrzyłem prosto w oczy bestii. Jej oczy… przypominały mi kogoś, ale nie wiedziałem już kogo. Stworzenie zamachnęło się i pojechało pazurami po moim brzuchu. Krzyknąłem i przewróciłem się. Byłem pewny, że za chwilę się rzuci, ale ono… zaczęło biec do Maxa Kolanko. Ten idiota zamiast uciekać, odwrócił się do kamery i rzekł:

- Tu dla was Max Kolanko, w którego stronę biegnie jakieś dziwne zwierzę. Jeżeli to już koniec mnie, było mi miło informować państwa o różnych zdarzeniach.

Nie mogłem pozwolić, żeby na mojej zmianie jakiemuś cywilowi się coś stało! Wziąłem rozpęd i rzuciłem się na zwierzę. Obydwoje wywróciliśmy się i przeturlaliśmy się do krzaków, gdzie już nikt nas nie widział. Wilkołak już miał zamiar ugryźć mnie, kiedy odskoczyłem i strzeliłem do niego z kochanej kuszy i… o matko. Wilkołak przemienił się w Carly!

Z brzucha dziewczyny lała się krew, a oczy zaszły jej czerwienią. Upadła na bok i zwijała się z bólu.

 

Carly

 

Obudziłam się na najniższej pryczy, w naszej bazie. Koło mnie stali chłopcy i patrzyli co Kowalski piszę w swoim notatniku. Szeregowy trząsł się, ale nie wiem czy z zimna, przecież jest pingwinem, czy ze strachu… miał troszku rozszerzone źrenice. Kiedy zobaczył, że jestem już przytomna pisnął i schował się za szefem.

- Co się stało? – oparłam się na skrzydłach i wykrzywiłam się, gdy poczułam ból brzucha.

- Leż i się nie ruszaj… – rzekł Skipper i pogłaskał mnie po głowie. To było dziwne.

- Zadam pytanie to jeszcze raz: Co się stało?!

- To ty nam lepiej powiedz. Co pamiętasz? – spytał naukowiec.

- Poszliśmy na imprezę do Juliana, siedziałam przy barze jadłam i piłam, Julek do mnie zagadał, poczułam się źle i chciałam iść do bazy, spotkałam Julka znowu i już więcej nic nie pamiętam.

- Aha – kiwnął głową strateg i zapisał coś.

- Jak się czujesz? – wycharczał Rico.

- A już dobrze. A czemu mam bandaż na brzuchu?

- Eh, dłuuuga historia – westchnął Skipper. – To wszystko wina Juliana, ale nie martw się dostał już. Na szczęście już jest po wszystkim, jesteś już normalna.

- Nie do końca… – szepnął Kowalski. – Substancja wciąż działa. Przy pełni księżyca będzie się zmieniać w wilkołaka.

- Słucham?! Jakiego wilkołaka?! – Zdziwiłam się.

- Istnieje 30 % że uda Ci się nad sobą zapanować, ale trochę trzeba poćwiczyć.

- A k-kiedy następna pełnia księżyca? – zapytał przestraszony Szercio.

- Jutro – odpowiedział strateg.

Młody już nic nie odpowiedział, tylko złapał swojego różowego konia i uciekł z krzykiem z bazy.

- Znaczy chyba – dodał wysoki pingwin.  

 

Hejka! :P
I oto notka na halloween…
Niezbyt idealna, ale jest… :c
Piszcie co o niej sądzicie i zagłosujcie:


Zapraszam przy okazji na nn na karolaandalex.blog.pl ;) 
Wesołego halloween, miśki! ^^
Pozdrawiam, Alex! ;**
Next notka pojawi się 15 listopada albo 14 ;)