1. Nieznośni sąsiedzi

Witajcie!
Na samym początku tylko napiszę co się pozmieniało…
Stwierdziłam, że tamto opowiadanie tak jakby… zepsułam, już od samego początku (pierwsze wpisy, to była masakra, ale nie chciało mi się tego poprawiać, no wiem, leń ze mnie!).
Wszystkie postacie, które dodałam do opowiadania (oprócz Carly) są wyrzucone.
To opowiadanie… jest takie jakby nowe wyprane w perwolu!

I już zapraszam do czytanka ;)

Skipper

W końcu wróciliśmy z misji. Gdzie Bulgot znów próbował przejąć władzę nad całym światem. I prawie mu się udało. Nie udało by mu się, gdyby nie Julian. Gdzie ostatnio nie pójdziemy na jakąkolwiek misję, zawsze ten przeklęty żółtooki się tam pojawia i wszystko psuje. Poza tym, czy on w ogóle kiedykolwiek coś nie zepsuł? Chyba nie.

Wróciliśmy wszyscy poobijani. Delfin nawet dla kobiety nie był delikatny. Chociaż Carly odkąd tu przyszła… fakt, stała się bardziej taką chłopczycą. Ale to lepiej, niżeli mielibyśmy mieć jakąś opryskliwą… (no dobra, Carl czasem taka jest, nie ukrywajmy tego – a dopiero złość tak narasta, gdy jej coś nie wychodzi) niż jakąś plastikową lalkę bez uczuć, która nakłada na siebie tonę fluidu, co jak dla mnie, jest okropne i nigdy bym nie dotknął takiej pingwinki.

W tym samym czasie, gdy tylko wróciliśmy do bazy, cała nasza ekipa padła zmęczona na prycze.

- Jeszcze nigdy nie byłem tak wykończony i wściekły jak dziś – powiedziałem.

- Jeżeli czegoś szybko nie zrobimy, w następnej misji nie przeżyjemy – stwierdziła Carly, masując swój lekko spuchnięty policzek. Ona jedyna najbardziej się rzucała na wroga. Ją trzeba czasem nauczyć hamowania, co jest trudne. – Julian czasem był irytujący, oczywiście wszyscy faceci są, ale od pewnego czasu to już wyjątkowo.

- Ej, dziewczyny same nie są lepsze! – warknął Rico i rzucił w nią poduszką. Pisnęła i oddała mu.

Brawo Rico, tak trzymać! Nie pozwolimy się obrażać jakimś kobietom!

I tak od tego czasu psychopata i dziewczyna ruszyli do ataku. Ich broniami były poduszki. Mogło być coś lepszego, ale coś, co jest najbliżej skrzydła również się przydaje.

Rico bił poduszką ile się da. Carly solidnie obrywała, ale po pewnym czasie też zaczynała ostro grać. Usiedliśmy wszyscy w jednym rzędzie i zaczęliśmy kibicować. Faceci górą rzecz jasna!

- Rico dajesz! Wygrasz, wierzymy w ciebie! Nie dawaj się babie!

Psychopata poczuł sobie lwa i uderzył poduszką tak mocno, że dziewczyna wylądowała na ścianie, przykleiła się dosłownie do niej. W bazie zapadła cisza.  

- Aua… – mruknęła i oderwała się od ściany, padając na ziemię. Podbiegliśmy do niej. – Aż taki być nie musiałeś.

- Pff, sama zaczęłaś. – Wzruszył ramionami, nie miał chęci ją nawet przepraszać. – Jesteś kobietom to było wiadomo, że przegrasz.

W oczach pingwinki były widać ogień nienawiści. Spojrzała na niego, a potem na Perky. Oj, niech nawet nie próbuje. Dobrze wie, ile ta lalka dla niego znaczy. Rico poszedł za jej wzrokiem.

- Tylko spróbuj, a wylądujesz na ścianie tak, że będzie bolało jeszcze bardziej! – syknął.

- Carl, em… – odezwał się Kowalski – to nie jest dobry pomysł, odpuść sobie. Nie wyjdziesz z tego żywa, jeżeli Perky stanie się coś złego. Najpierw pomyśl, potem działaj, nie na odwrót. Oddychaj głęboko … – Naukowiec powoli do niej podszedł i chwycił ją za ramiona, następnie zaczął oddychać głęboko z nadzieją, że ta zrobi to samo. Ale ta dziewczyna jest zbyt uparta, żeby słuchać. Odepchnęła go i ruszyła na lalkę. Na szczęście rzuciłem się na nią i przykułem do ziemi.

- Wszyscy są wykończeni, może daj nam chwilę spokoju, co? – Nie odpowiedziała. Wykręciłem jej mocno skrzydła i jeszcze bardziej przykułem do ziemi. Nigdy jej jeszcze tak nie zrobiłem, ale musi zacząć słuchać i nie działać pochopnie. – Jeżeli w mojej drużynie działa się tak, to znaczy że nigdy w niej nie byłaś. Albo słuchasz rozkazów albo wylatujesz. I nie obchodzi mnie to czy jesteś naszą przyjaciółką czy nie, ja jestem twoim Szefem, masz mnie słuchać, wszyscy macie mnie słuchać! Zrozumiano?

Nie odpowiedziała.

- Zrozumiano?! – krzyknąłem jej do ,,ucha’’.

- TAK, ZROZUMIANO! – warknęła i próbowała się uwolnić z mojego ucisku.

- Oj nie, najpierw się uspokój.

Carly

Jak ja ich czasem nienawidzę, a tym bardziej Skipper’a. Okay, jest Szefem, ale każdy ma chyba prawo powiedzieć własne zdanie, zrobić go, a nie tylko go słuchać. Poza tym nie będę się dawać obrażać, jakimś idiotą! Pokażę im, że moja płeć nie jest taka delikatna i nieumiejętna. Wybiorę się na misję, złapie Bulgota i może wtedy im coś udowodnię.

Julian wpadł do bazy.

- Uuu, widzę ekstremalny sport. Ujeżdżanie pingwinów, ale frajda! – pisnął. Skipper mnie puścił, Julian na mnie skoczył z rozbiegu. Przez chwilę miałam wrażenia, jakby złamał mi kręgosłup.

- AUA! – Uderzyłam sama twarzą o posadzkę i parę łez mi poleciało, to był ogromny ból. A kiedy sobie już pomyślałam, że taki Skipper mógłby na mnie skoczyć, to aż mi się słabo zrobiło. Zepchnęłam błyskawicznie lemura z siebie. – Idioto! Wy wszyscy jesteście idiotami! Nienawidzę was wszystkich! Każdy facet na tym świecie to debil! Gdyby była Bulgotem wytępiłabym waszą płeć na całym świecie i by mnie to gówno obchodziło czy jesteście moimi przyjaciółmi czy nie!

Uderzyłam każdego po kolei z otwartego skrzydła, jedyne kogo nie chciałam uderzyć to Szeregowego, reszta oprócz Juliana była szybsza bo zrobiła unik, Skipper złapał moje skrzydło, ale się wyrwałam i od razu wyszłam z bazy.

Koniec…
W niecałe czterdzieści minut napisane, mimo że spałam cztery i pół godziny – no bo przecież mecz się sam nie obejrzy, poza tym miałam takie emocje, że nie mogłam potem zasnąć. xD
I pytania, które zadaje za każdym razem, kiedy dodam nn: 
Jak się podobało?
Carly podejmie to zadanie, aby wykurzyć facetów z tego świata? ;D
I co będzie dalej?
Zapraszam do komkowania!

PS. Na bloga alex-mcpenguin może się dzisiaj coś pojawić, więc zapraszam serdecznie! ;*

Pozdrawiam, Al ;**

62. Szczęśliwe zakończenie

Carly

- Pochwal się jej, czego nauczył córkę prawdziwy ojciec. – Deadly po sekundzie wyszła. Otworzyłam oczy.

- Amy, skarbie, podejdź… – rzekł Robert, ostrożnie wyciągając zza pleców broń. Wystraszyłam się, myślałam już, że chce ją zabić. Od razu zerwałam się na równe nogi. Ten odepchnął mnie z całej siły i znów upadłam na plecy. – Leż.

Amy posłusznie podeszła do taty. Robert dał do jej malutkiego skrzydełka broń. Dziewczynka przez chwilę przyglądała się jej.

- Nienawidzisz mamy, prawda?

- Ona już nie jest i nigdy nie była moją mamą.

- Dokładnie, kochanie. Zastrzel ją. Pamiętasz czego cię uczyłem?

On chyba do końca oszalał. Uczył dziecko strzelać? Chce nauczyć ją być cholernym zabójcą, jak on?! O nie, ona tego nie zrobi. Jak tylko uda mi się stąd uwolnić i zabieram ją do domu, aby nauczyć ją prawdziwego życia. Nie chce żeby jej dzieciństwo było piekłem. Ponownie wstałam i rzuciłam się na Roberta, oboje upadliśmy na ziemię.

- Czyś ty zgłupiał?! Chcesz żeby nasze dziecko miało zmarnowane życie, żeby zabijała każdego po kolei?!

- Nie każdego. Tylko ciebie. Amy strzelaj.

Mała pingwinka krzyknęła ‘’Zostaw tatę w spokoju’’ i strzeliła. Wrzasnęłam, kiedy poczułam pocisk wbijający się w moje plecy. Czułam, jak krew delikatnie i powoli zlepia się z moimi piórami. Z tych wszystkich nerwów, nie mogłam już w ogóle oddychać. Pingwin zaśmiał się i pogłaskał Amy po głowie, ta znowu wycelowała pistoletem w moją stronę. Nacisnęła spust, ale nie dostałam kulki. Skipper przeszkodził w tym razem z…Rico. Kowalskiego i Szeregowego nie widziałam. Chyba, że zaczęły mi się halucynacje, dostałam i już jestem w niebie. Albo w piekle. Rico przyłożył Robertowi z całej siły, przez co stracił przytomność i krew zabrudziła jego głowę. Niech ma za swoje. Skipper związał Amy, pingwinka wyrywała się. A ja już nie mogłam.

- Deadly uciekła. – Głos Kowalskiego. Błagam żeby się nagle nie wyłoniła skądś i nie pozabijała wszystkich. Ja mam dzisiaj naprawdę dosyć.

Czułam się jak jakiś stół, jak cała czwórka podeszła i stała nade mną.

- Żyjesz? – spytał Szeregowy.

- Jeszcze tak – powiedziałam z trudem i zemdlałam.

 ***

Jak się obudziłam, byłam w bazie. Leżałam na brzuchu. Nienawidzę tak leżeć, ale czasem trzeba. Podszedł ktoś do mnie. To była Amy, a obok niej Szeregowy. Halucynacje?

- Mamo, przepraszam… – westchnęła. – Musiałam słuchać wszystkiego, co tata kazał, bił mnie. Rozmawiałam z tymi Panami, są bardzo fajni. Jestem troszkę też zła, ale…chce żeby było normalnie. Wybaczysz mi?

- Jakbym nie mogła ci wybaczyć…to ja powinnam ciebie przepraszać za to wszystko, słońce… – Powoli usiadłam, chociaż nadal piekielnie bolało, ale to było warte, aby przytulić córkę. Nie mogłam się od niej jakoś oderwać. Teraz dopiero naszły mnie uczucia. I mam nadzieję, że wszystko będzie do końca dobrze…

Szeregowy jak zawsze się wzruszył i przytulił się do Skipper’a. Lider przewrócił oczami, ale nie chciał odpychać go, odwzajemniał przytulasa. Może teraz będzie wszystko idealnie? Nawet i Julian się dołączył, razem z Sonią. Jak oni w ogóle wepchali ją do tej bazy to ja nie wiem.

Ale może chociaż troszkę się uspokoi. Miałam dużo do nich pytań, ale byłam strasznie zmęczona i nie miałam siły na nic. Znów zasnęłam. W objęciach córki, której już nigdy w życiu nie zostawię…

I oto the end…
Tak, wiem, krótkie, ale przez te upały to wena mi…uciekła. o.O
I w dodatku mecz, te emocję! xD
(Wczoraj 34 stopnie, dzisiaj 15, idealnie, zimno mi!)
Może jeszcze w tym tygodniu dodam nowe opowiadanko. :D
Z tego zeszytu, co wcześniej pisałam, troszkę poczytałam i chyba nigdy nie widziałam, żeby ktoś pisał tak chaotycznie, masakra. xD
Chociaż że teraz się poprawiło.
Gdybyście mieli kontynuować to opowiadanie, to jakby waszym zdanie ono by się potoczyło? ;)
Do następnej!
Al ;*

61. Twarzą w twarz z córką

Carly

Obudziły mnie jakieś wrzaski, otworzyłam oczy. Widziałam dwie rozmazane postacie, jedna chyba biła drugą. Dopiero za trzecim podejściem obraz stał się wyraźniejszy. Stojący nad Skipper’em pingwin uderzał go pięściami, obok niego był stoliczek pełen noży, strzykawek i jeszcze różnych rzeczy, których jeszcze w życiu nie widziałam.

- Ej! Zostaw go! – krzyknęłam z całej siły, szarpnęłam się, przez co moje skrzydła przeszył piekielny ból, musiałam się powstrzymać, aby nie zacząć płakać. Zakręciło mi się w głowie i upadłam, nie mogłam za bardzo złapać tchu, spojrzałam na liny, które mnie trzymały. Znajdowały się na nich małe igiełki, z których sączyła się jakaś zielonkawa ciecz. Czułam, że coś przechodzi przez moje ciało, a zaraz za nim był ból. Ogromny ból. Po śladach po ukłuciu, pojawiły się kropelki krwi z odrobinką zielonej barwy. Nie mogłam leżeć tak bezczynnie i przyglądać się, jak jakiś pingwin sprawia mojemu przyjacielowi ból. Wstałam powoli, wszystko wokół mnie wirowało, oparłam się o ścianę aby nie upaść. Minęło ok. pięć minut zanim wszystko wróciło do normy. Znajoma twarz, która była obok Skipper’a zaraz znalazła się obok mnie, złapała mnie za dziób i delikatnie podniosła do góry. Oczy mnie piekły, jakby ktoś przyłożył mi cebule do oczu, łzy same zaczęły płynąć, światło w pomieszczeniu zaczęło mnie strasznie denerwować, zacisnęłam powieki.

- W końcu się obudziłaś. Wiesz ile cię ominęło? – Puścił mój dziobek, z trudem próbowałam trzymać głowę, otwarłam oczy, pieczenie nie było już takie straszne jak wcześniej. Pingwin obrócił Skipper’a w moją stronę. Był cały posiniaczony, z dzioba lała mu się krew, oko podbite, skrzydła były poprzecinane. – Jak na razie koniec… przecież nie będziemy się ‘’bawić’’ w tak dużej ilości krwi, prawda? – Wskazał na posadzkę, gdzie obok krzesła Szefa była ogromna kałuża krwi. Poczułam metaliczny smak w ustach, jakbym miała całą krew Lidera w ustach. Udało mi się jakoś nie zwymiotować. – Amy! Chodź tu!

Mała pingwinka szybko weszła do pomieszczenia, z wiadrem pełnym wody i ze szczotką. Upadła na podłogę i zaczęła zbierać z niej krew. Wyglądała na bardzo młodą osobę, jednak widok krwi nie obrzydzał ją.

Dziewczynka miała ciemnobrązowe włosy spięte w dwa kucyki, duże i śliczne niebieskie oczka, była drobniutka. Przyglądałam się, ta rzuciła mi szybkie spojrzenie, na jej policzkach powoli zaczął się pojawiać delikatny rumieniec. Brudnym od krwi skrzydłem, podrapała się po policzku, ślady czerwonej cieczy pozostały na twarzy.

- Nie przypominasz sobie mnie? – spytał prawie szeptem pingwin, usiadł obok, objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie, wyrwałam się od razu i spojrzałam wściekła na niego. – Ani jej? Ach, no tak… przecież ty nie chciałaś jej pamiętać, oddałaś ją do domu dziecka. – Przybliżył się i szepnął mi do ‘’ucha’’: Jesteś potworem…

Nigdy takie słowa nie robiły na mnie wrażenia, ale teraz… zabolały. Upadłam psychicznie całkiem. On ma rację, jestem potworem. Żaden dobry rodzic, nie oddaje swojego dziecka do innych ludzi. Nienawidzi go po urodzeniu, mimo okropnego bólu podczas porodu jajka i wyczekiwania aż się wykluje. Zawsze lubiłam słuchać, jak mama mi opowiadała jak nie mogła się z tatą doczekać mojego wyjścia na świat. Uciekłam z domu, gdy dowiedziałam się, że w tak wczesnym wieku zostanę mamą. Próbowałam pozbyć się za wszelką cenę, żyjącego we mnie dziecka, ale nie udawało się. Kiedy jajko było już na świecie, dałam je Sonii, która z wielką chęcią się nim zajmowała. Bawiła się z nią, gdy się wykluła, a ja nie mogłam na nią patrzeć. Jej osoba sprawiała, że pojawiała się we mnie złość, nienawiść do wszystkich, a najbardziej do dzieci. Kiedy Sonia już nie miała czasu, bez zastanowienia wzięłam ją do innych ludzi i zostawiłam samą. Płakała, kiedy została tam sama, a ja? Ja kazałam siedzieć jej cicho i odeszłam. Tak po prostu. Zero jakichkolwiek uczuć, żadnego współczucia. Dopiero w tej chwili je poczułam.

Wpatrywałam się w jeden punkt, czułam się okropnie.

- Ooo, a jednak pamiętasz… a mnie też? Przypominasz sobie imię Robert? Czy będziesz udawać, jak wtedy, gdy chciałem żebyś do mnie wróciła? Jak tylko się dowiedziałem, że oddałaś Amy, poszedłem po nią, wziąłem i opiekowałem. A ty miałaś wszystko gdzieś… obchodziło cię tylko to żeby być komandoską…

- Ty… masz… dziecko? – spytał z niedowierzeniem Skipper, ledwo co go usłyszałam. Był za bardzo słaby.

- Zamknij się! Nie przerywaj mi! – gwałtownie wstał i uderzył go w brzuch, ten wrzasnął i schował twarz w podłogę. Amy troszkę się przestraszyła, spojrzała na niego i przyłożyła się do czyszczenia, by czasem nie skończyć jak Skipper. Skoro się go boi to raczej znaczy, że on jest dla niej nie jak ojciec, ale najgorszy wróg.

Robert uśmiechnął się, gdy Skipper prawie przestał się ruszać, nawet się już słowem nie odezwał, ale czułam że na mnie patrzy. Czy on też stwierdził, że jestem potworem, gdyż oddałam bezbronne dziecko do obcych ludzi?

- Amy, skarbie, zostaw to na chwile, usiądź obok nas… – powiedział spokojnie i uśmiechnął się do niej. Dziewczynka odwzajemniła uśmiech. Przeskoczyła przez kałuże krwi i usiadła obok ojca. Ten wziął kawałek jakiegoś materiału i otarł krew z jej twarzy. Ta uśmiechnęła się i go przytuliła. A jednak. Woli go, mimo że jest dupkiem. – Spójrz na nią i powiedz mi: czy taka kruszynka zasługuje na takie traktowanie? – Pogładził ją po ciemnobrązowych włoskach. Małej pingwince zszedł uśmiech z twarzy, spojrzała na mnie poważnie. Nie mogłam patrzeć w jej oczy. Tyle było w nich negatywnych emocji. Teraz rozumiem swój błąd, oddałabym wszystko, aby była razem ze mną, a nie z ojcem mordercą. Jestem pieprzoną egoistką. Myślałam tylko o sobie, co będzie kiedy zostanę komandoską. Nie chciałam dziecka, bo by mi ono we wszystkim przeszkodziło. Jednak mogłam pomyśleć wtedy na tej imprezie, wszystko byłoby inne.

Ciemnowłosa podeszła do mnie powoli, patrząc mi w oczy.

- Amy… – wyszeptałam – wybacz mi… ja zrozumiałam swój błąd, naprawdę… przepraszam.

- Nie wybaczę ci. Nienawidzę cię – odpowiedziała. Poczułam się tak, jakby ktoś uderzył mnie dwudziestokilowym młotem w serce. Nigdy nic tak nie zabolało.

Pingwinka usiadła znów obok Roberta i wtuliła się w niego. Do środka weszła Deadly, klaszcząc w łapki.

- Ojej, jakie to było wzruszające… napiszcie aż o tym książkę – zarechotała – Dobra robota, Robercie. Jeszcze wystarczy, o, tego tutaj wykończyć psychicznie. Raz a dobrze. Jesteś w tym prawdziwym ekspertem! Oj, dostaniesz podwyżkę.

W tym czasie dawna Carly kazałaby się jej zamknąć, próbowałaby się uwolnić, nie dała by się jej złamać. Ale już tej dawnej Carl nie ma, raczej już nie powróci. Chciałabym coś zrobić, ale nie mam na to wszystko siły. Przez te całe lata się udawało, ale teraz już… koniec tego dobrego. Całe życie moje się zawaliło.

Ostrożnie położyłam się na plecach i zamknęłam oczy.

Szeregowy

Rico i Kowalski paroma słowami postawili mnie na nogi. Próbuję wszystkie złe myśli zatrzymać. Jestem komandosem, nie mogę się poddawać! Tym bardziej, że moi przyjaciele są w niebezpieczeństwie!

- Okay, teraz w lekko w prawo… – rzekł Kowalski. Rico gwałtownie skręcił. Pingwin nie zapiął pasów i prawie wypadł z pojazdu. – Powiedziałem lekko!

Psychopata wzruszył ramionami i odpowiedział:

- Było pasy zapiąć.

Naukowiec spojrzał na niego zabójczo i błyskawicznie się zapiął, sprawdził czy nawigacji nic się nie stało. W końcu był to najnowszy wynalazek, ale nie nazywał się GPS. Jakoś inaczej. Nie pamiętam, gdyż jego nazwa jest naprawdę trudna do zapamiętania.

- Chłopaki, martwię się jednym… – zacząłem. Złe myśli próbowały dać za wygraną.

- Szeregowy, mówiliśmy ci: wszystko będzie dobrze, zaufaj nam! A teraz nie przeszkadzaj, muszę zwrócić całkowitą uwagę na moje dziecię.

- Ale Deadly potrafi załamać swoje ofiary, nawet Szefa. Martwię się. Co jeśli już jest zdołowany?

- Świetnie sobie radzę jako psycholog. Uda się nam ta misja, pomimo tego, iż jest nas tylko trójka!

Westchnąłem.

Oby. Szef niby jest twardy, ale ona potrafi wiele rzeczy i wszystko się jej udaje…

 

Hello!
It’s me… xD
Mam dobre wieści – znalazłam zeszycik z opkami, ale czas goni (poprawa ocen, wybieranie szkoły) i brak czasu na przeczytanie, w sumie to ja się boję co tam jest.
Pisanie opowiadań w skrócie przez 12-letnią (rocznikowo to 13-sto) Alex, to nie brzmi dobrze. o.O
Ale tam! Przynajmniej będę miała ubaw! :D
A już nie długo zakładamy blogi i jedziemyy! 
Kto się cieszy? 
*czeka na odpowiedź, słychać świerszcza*
Przynajmniej że świerszczu się cieszy! xD
Ale do rzeczy.
Jak się podobało?
Uda się Deadly złamać Skipper’a?
Co będzie dalej z Carly?
Chłopcom uda się misja?

Do następnej, Alex! :*

60. [brak tytułu]

Szeregowy

Kowalski prawie padł za zawał, gdy jego laboratorium zaczęło się ,,palić’’. Pakował siłą do żołądka Rico, wszystkie swoje wynalazki. Psychopata ledwo co wytargał się z pomieszczenia, a potem upadł na ziemie.

- Grr, niech tylko dorwę Juliana! – warknął Naukowiec, ściskając skrzydła w pięści. – Nastraszę go tak, jak on nastraszył mnie!

- Hmm, Kowalski, nie warto bo…

- Bo to idiota – wycharczał Rico, po czym wyrzygał wszystkie ,,dzieci’’ Stratega na posadzkę. Kiedy skończył rzekł jedynie: – Nigdy więcej. – i znowu upadł. Kowalski zaś stał i mazał coś ołówkiem po notesie.

- Moja mądra głowa ma zawsze idealne pomysły! Oh yeah! A co Szef na to? – Minęła minuta, ale nadal nie doczekał się odpowiedzi. – Szefie? – rozglądnął się. – Gdzie Szef?

- Julian zrobił ci niezłego stracha i go chyba porwał – odpowiedziałem. Zamarłem, kiedy skrytka przed którą stał Kowalski, była otwarta. Tam był medalion. O nie. On go wziął! Szeregowy… myśl! Co mam teraz zrobić?! Przecież jak ona go dorwie to go zabije! Ale jest z nim chyba Szef… hm, oraz chyba też Carly. Dopiero teraz zorientowałem się, iż pingwinki nie ma nigdzie. Skipper jest dobry w walce, ale tamta jeszcze lepsza. Co jeśli ona już ich zabiła?

Po głowie zaczęły mi chodzić straszne myśli, aż w końcu wybuchłem płaczem.

- Szeregowy, co wam jest? – spytał Kowalski, unosząc prawą brew. – Szef wróci, Julian mu nic nie zrobi.

- Wy nic nie rozumiecie! – łkałem, ledwo co mnie zrozumieli. – Grozi im niebezpieczeństwo?

- Weee? – Rico podniósł się szybko.

Wziąłem głęboki wdech i opowiedziałem całą historię związaną z medalionem. Nie wiem jakie uczucia pokazywały ich twarze, nie miałem odwagi spojrzeć im w oczy. Te wszystkie wspomnienia z dzieciństwa – to wszystko było nie do zniesienia. Próbowałem o tym wszystkim zapomnieć, jednorożce od zawsze mi w tym pomagały. W tej chwili jednak nic mi nie pomoże. Znów stracę bliskie osoby. A mam tylko ich…

 

Skipper

Rzuciłem się na Carly, oboje upadliśmy na ziemie. Tajemnicza kobieta przecięła powietrze.

- Jeżeli myślicie, że ze mną wygracie to mylicie się…

Carl próbowała odsunąć się na bok, chciała się na nią rzucić i zacząć walkę, ale przyparłem ją swoim ciałem do ściany. Zaczęła mnie bić po plecach, żebym przestał. A potem będzie płacz, że jej coś zrobiła. Nie pozwolę, żeby komuś z mojego oddziału stała się krzywda.

- Szeregowy wam o mnie nie opowiadał? O starej, dobrej znajomej…? I o medalionu, który jest mój?

- Szeregowy?! On ma za dobre serce, żeby utrzymywać kontakt z kimś takim jak ty! I o jaki medalion… – krzyknęła pingwinka. Chyba rozwścieczyło to Deadly czy jak jej tam… Błagam żeby tylko Ogoniasty się nie odzywał…

- Ten przygłup ma go na sobie.

- Em… słuchaj ty… Dudni czy jak ci tam. – No i oczywiście musiał się odezwać. – Kto jest przygłupem? Chyba ty! Nie będziesz obrażała mojej królewskiej osoby! Ty się patrz jak ty jesteś ubrana, jak jakaś zakonnica. I walisz zdechłym ym… pająkiem. A medalion jest mój, więc a kysz od niego!

Kobieta zmarszczyła brwi i powolnym krokiem kierowała się w stronę Juliana. Sonia warknęła na nią, ale ta nie bała się. Wyciągnęła pistolet i strzeliła do niej. Na szczęście podała jej środek usypiający.

- Zostaw go! – Carly rzuciła się na Deadly, ciągnęła ją za futro, kopała i dziobała. Ruszyłem na pomoc, jednak nawet nasza dwójka nie dawała sobie z nią rady. Wszyscy zaczęli uciekać. Zabójczyni rzuciła bombą dymną, która najwyraźniej też zawierała środek usypiający. Zakręciło mi się w głowie i straciłem przytomność.

 ***

Kiedy obudziłem się, byliśmy przywiązani. A przed nami był jakiś pingwin, prawie jak Kowalski. Miał na sobie fartuch laboratoryjny. Uśmiechnął się do mnie.

- Wy razem jesteście? No wiesz… parą? – spytał. Jego głos był przerażający, zapach z dzioba jeszcze gorszy. Palił papierosy. Poza tym co mu do tego czy mnie i Carly łączy jakiekolwiek uczucie?

- Może tak, może nie – wzruszyłem ramionami.

Zmarszczył brwi.

- Radzę odpowiedzieć ,,tak’’ albo ,,nie’’. Bo inaczej… – zza pleców wyciągnął taser. X26C. No nieźle.

- Myślisz, że mnie tym wystraszysz? Nie należę do osób, które sikają w majty jak zobaczą jakąkolwiek broń.

- Dobrze się składa. Pochwalę się aż. Będziesz zapewne szczęśliwy. Deady pozwoliła mi z wami robić co chcę. Wiesz, amputowanie tego i owego… jakieś zastrzyki, porażenia… będzie dość ciekawie.

Czeka nas długi dzień. Wątpię, że chłopaki wyrobią się w dwa dni, żeby nas znaleźć. O ile w ogóle zorientowali się o naszym zniknięciu. Gdy coś się dzieje wynalazkom Kowalskiego, zapomina o reszcie świata. 

~ Hej!
Niestety tylko tyle udało mi się wyskrobać.
Jakoś nie mam weny… znaczy się mam, ale do tego nie xD
Taak, Alex znowu będzie coś zmieniać za niedługo -_-
Ale o tym za chwilę.
Najpierw pytania do rozdziału ;)
Jak się wam podobało? 
Należy coś zmienić? 
Wiecie kim jest pingwin podobny do Kowalskiego?
Chłopaki zdążą na czas? 
Jakieś pomysły do następnego wpisu? ;) 
Spodziewaliście się tego, iż Szeregowy mógł mieć coś wspólnego z medalionem? (Miał być Skipper, ale byłoby by to zbyt oczywiste xD)

To teraz o tym, co zamierzam zmienić.
1. Za niedługo pojawią się notki (jeszcze ok. 3/4 rozdziałów i zaczynamy!) jak wg mnie wyglądałby sezon 4. Oczywiście będzie w nich Carly, nie potrafię jej wyrzucić, za bardzo się do niej przywiązałam. Jeden odcinek będzie zawierał od 1 do 3 (lub 5) części. Od czasu do czasu (gdzieś raz lub dwa razy) będę wstawiała jakiś one-shot. Żeby tak nudno nie było ;p Nawet może pojawić się coś z Kowris (nienawidzę tego paringu, więc się wyżyje xD).

2. Nie związane z pingwinami: mam zamiar założyć dwa nowe blogi. Mam pomysł na książkę, więc na jednym mam zamiar wstawiać rozdziały. Jeszcze nic nie napisałam, ale już dzisiaj mam zamiar wziąć się do roboty. Za to drugi będzie (już naprawdę chyba od jakiś dwóch chce go założyć, ale niestety się nie udaje) o moich przemyśleniach na dane tematy. Będą również pojawiały się jakieś recenzje książek czy filmów. Albo może jakieś gry! Myślę nad założeniem fanpage’a, gdzie będę informować o nowych notkach itp. – wydaje mi się, że to chyba dobry pomysł.
To wszystko założę gdzieś bliżej wakacji. I teraz nie ma że nie, bo mi się nie chce, zabieram się ostro do roboty! xD

A wy co o tym wszystkim sądzicie? ;D

Do następnej, Alex ;*

Coś fajnego!

Nie, to nie one shot…
Ale coś lepszego – nowe pingwinie forum ^^: pzmpl
Początki, ale za pewien czas wszystko się rozkręci.
Klikajcie więc i się rejestrujcie!
Wszyscy są mile widziani ;)

Pozdrawiam, Alex ;*

PS. I powodzenia dla tych, którzy tak samo jak ja, piszą już jutro egzaminy :D

One-shot: ,,Smakosz jaj wielkanocnych”

Witam! :D
Oto kolejny one-shot… wielkanocny… – trzeba korzystać póki wolne!
Mam nadzieję że was nie zanudzi. ;)
Bo szczerze to jakoś nie wyszło tak za bardzo ,,wielkanocno”… :P
Ale plusem jest to, że jest jednak Julian, który powinien was choć odrobinę rozbawić (muszę w końcu przelać tą kilkudniową głupawę na Juliana) xD
Zapraszam do lekturki i dzielenia się swoimi opiniami! :D

Król Julian

W końcu dwudziesta, ZOO zamknięte!

- Hej Joe, fajne rękawice, babcia ci uszyła? – zaśmiałem się.

- A chcesz poczuć moc uderzenia na swojej twarzy? – warknął, podskakując ku ogrodzenia. Od razu wziąłem nogi za pas! Nie chce wyglądać jak zgnita śliwka.

Kangur zaśmiał się i wrócił do boksowania powietrza. Widzę, że ma mega wyobraźnie. Albo… jest tam niewidzialny worek treningowy. Pingwiny powinny mieć go na oku. Właśnie, a co tam porabiają o tej porze pingwiny?

Wesoło ruszyłem do ich beznadziejnego walącego rybą domu! Jeszcze po drodze każdemu mówiłem:

- Wesołego Jajka Króla Juliana, mordeczki!!!

- Zamknij się! – warknął Pink.

Pff, głupi ptak. Zemszczę się. Albo nie. Dla mnie zemsta jest bez sensu, strata czasu! ,,Pożyczę’’ sobie od niego parę jajochów. Ale będzie jazda!

Wlazłem najpierw wsadzając do ich bazy mój zadek. Pewnie wzdychają na jego widok, jak ja kiedy patrzę na jego odbicie. Taki zadbany, milutki jak pupcia niemowlęcia. Albo jeszcze bardziej milutki!

Wszedłem cały. Ale siedzieli i oglądali jakieś głupawe coś tam, wiadomości, które nie są ważne jak dla mnie. Poza tym facet, który prowadzi ten programik ma beznadziejną fryzurę! A już o twarzy nie wspomnę. Nawet makijaż by mu nie pomógł.

- Co wy oglądacie jakieś głupoty! Wpadł mi do głowy, naprawdę genialny pomysł dzięki… mojemu mózgowi, nie wam. Muszę założyć swój program, na pewno będę miał milion fanów. Ah… – rozmarzyłem się. Zdjęcia ze mną i moim zadkiem, z super podpisem. Nie umiem pisać, ale wymyślę swoje własne literki, dzięki którym będę mógł porozumiewać z moimi poddanymi. Już sobie wyobrażam. Miliardy polubieni na fanpage’u na fejsie. Czemu ja na to od razu nie wpadłem? Ach, no tak. Mój mózg zostawia najlepsze na koniec!

                                               ###

Wciskałem uważnie guziczki na telefonie.

- Maurice, jak tam moje królewskie polubienia? – Odłożyłem na chwilę urządzenie, by nie udusić go na śmierć, kiedy dowiem się ile mam lajków. Mówiłem żeby schudnął to będzie się szybciej ruszał, a ten tłuszcz go spowalnia!

Palczak westchnął i leniwie sięgnął po laptopa, który jakiś człowiek podarował mojemu królestwu. Chwała mu.

- Zobaczmy… – Kliknął coś parę razy. – Piętnaście nowych polubieni strony ,,Król Julian XIII’’ – uniósł prawą brew – Lubi to: Król Julian, Król Julian XIII, Szalony Julian, Mraśny Julian, Król Julek, Kochamy Króla Juliana XIII, Król Julian naszym bogiem, Uwielbiam Króla Juliana, Julian tańczy dla mnie… i założono grupę ,,Nie brunetki, nie blondynki, ja wolę Króla Juliana’’ – spojrzał na mnie.

Przeszedł mnie dreszcz, piętnaście to nawet dobra liczba. Ale muszę mieć miliard!

- Ooo, widzisz?! Wielbią mnie.

- A czy król sam siebie nie wielbi i nie zakłada nowych kont aby polubić swoją stronę?  – spytał, spoglądając na mój telefon.

Zabrałem go szybko. Tylko me oczy mogą wpatrywać się w ten telefon!

- O, patrz! – krzyknąłem i wskazałem palcem w niebo. Dzięki moim genialnym zdolnością do aktorstwa, w sumie to do wszystkiego, uwierzył. Szybko wcisnąłem literki na klawiaturze. Konto założone. Od razu wszedłem na nową stronę. ,,Polub’’. Strona polubiona.

Dźwięk powiadomienia na facebook’u. Maurice spojrzał na stronę.

- Nowe polubienie. ,,Rysiek z klanu’’ lubi to. – Spojrzał na mnie podejrzliwie gdy wpatrywałem się w księżyc.

- Hy?! – zerwałem się – Ry… nie no, to normalnie… serio?! Rysiu jest moim fanem?! Niemożliwe! I popatrz teraz – dodałem post w którym napisałem jakoś ,,O MY GY JA KOCHAM KRÓLA JULIANA’’ szlag by to trafił, bo nie umiem wyłączać Caps’a. – A teraz zobacz na jego profil! Napisał że mnie uwielbia, jak każdy oczywiście, ale to nie ja napisałem, naprawdę nie ja. Nie ja. Poza tym nie będę ci się tłumaczył, bo jestem tu królem!

Podszedłem do Morta i szepnąłem:

- Bierz się do roboty, zakładaj kolejne konta.

Lemurek energicznie pokiwał główką i wziął się do roboty.

Skipper

- Sz-Szefie… – zająkał się Młody, wychylając głowę przez wejście do bazy. Ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy byli zajęci oglądaniem ,,Gołych Klat Ninja’’, nawet o dziwo Carly to wciągnęło, a zawsze chciała przełączać na te jakieś swoje głupoty. Jakieś ciuszki różowe i inne idiotyczne filmy jakie to kobiety oglądają.

Szeregowy mnie zwołał. Nie zareagowałem, dopóki nie zgasło światło.

- Szlag, w takim momencie! Szeregowy! Co wyście znowu zrobili?! – warknąłem, wstając. – Rico wyrzygaj jakieś światło!

Psychopata szybciutko wyrzygał lampkę. Skierował ją ku najniższemu pingwinowi, stał na drabince, trochę drżał.

- Młody, wszystko w porządku? – zapytała Carly, Rico ,,oświecił ją’’ co ją rozdrażniło. Zabrała wściekła urządzenie i znów skierowała na pingwina.

- M-Musicie to zobaczyć… – Wyszliśmy wszyscy. Naszym oczom ukazał się gigantyczny królik. Kiedy tylko nas zobaczył, zaczął warczeć. Jego białe zęby były przeraźliwe.

- Panowie, chyba mamy problem… – Dziewczyna nawet się już nie przyczepiła, że powiedziałem ,,panowie’’, sama już się czuje jak facet. Dobrze dla nas – nie walają się po całej bazie jakieś kosmetyki, nie boi się nawet ubrudzić. Takie kobiety to ja lubię.

- Trochę… duży… – rzekł Kowalski.

No co on nie powie. Trochę?! Chyba bardzo!

- Panowie, nie możemy dopuścić żeby ten gad ruszył w miasto! Brać go! – krzyknąłem, oddział od razu ruszył na wielkoluda.

- Nawet o tym nie pomyślałem żeby iść do miasta – zaczął słodkim głosikiem mutant, jak malutkie dziecko. Zdecydowanie za słodko. – ale dziękuję. – Ryknął i wziął zamach ogromną łapą.

Kowalski i Szeregowy odpadli. Oboje nieprzytomni. Trzy na jednego – może coś z tego będzie? Nasz ukochany psychopata z wielką chęcią wyrzygał bombę, a zaraz potem kilka kolejnych. Wybuchy jeszcze bardziej zdenerwowały wielkiego puchatego potwora. Szeregowy tak kocha oglądać jednorożce i to właśnie występuje w tej beznadziejnej animacji… tylko w wersji mini. Mogłem się go spytać jak to coś zatrzymać, tylko on jest ekspertem od słodkości. Niestety już za późno. Jeżeli mam być szczery, też chce być nieprzytomny, bo przynajmniej nie musiałbym patrzeć co się teraz dzieje i byłbym w świecie, gdzie niszczę świat. To rozumiem! Ale nie mogę się poddać. Rico sobie poradzi, ale… martwię się o Carly. Może i komandoska, ale najsłabsza z oddziału.

Rozwścieczony królik zrzucił nas siebie. Mnie i Carl odrzuciło daleko od zwierzęcia, a Rico parę centymetrów przed nim. Ten uśmiechnął się i kicną w górę, gdy spotkał się z ziemią, jego prawa łapa przygniotła psychopatę. Zdemoluje nasz piękny Nowy Jork! Pozabija wszystkich! Szlag! My robimy dla ludzi wszystko, a oni dla nas nic. Może czas sobie dać spokój?

- Wszystko w porządku Harris? – pomogłem pingwince wstać.

- Zdziwisz się, ale Harris ma imię! – warknęła. – Ty zostań, ja się zajmę tym zmutowanym czymś, co jest też słodkie!

- Nie ma mowy! Nie dasz sobie sama rady! – Typowa kobieta, myśli że da sobie rade ze wszystkim, ale tak nie jest.

- Bo jestem kobietą? – Spojrzała na mnie wściekłym spojrzeniem. Oho, zaczyna się. Zaraz mnie zwyzywa i będzie chciała pobić, zawsze tak jest, jak zacznę ten temat. Zaczęła mnie szturchać i dawać lekcje, że jak jest babą to nie jest taka słaba. I wszystko jej wolno. A mogła sama stracić przytomność, ja i Rico albo ktoś inny dalibyśmy sobie świetnie radę. – Ty…

Dzięki za to co się przed chwilą stało! Dostała od tego królika pisanką w dziób, w końcu będzie cicho! Właśnie mi o to chodziło.

- Nie skrzecz tak, nawet zająca to drażni. Zajmij się chłopakami. Nie musisz się myć, do twarzy ci. – Ruszyłem ślizgiem brzusznym w stronę miasta.

Już wyraźnie było słychać krzyki człowieków i syreny policyjne. I myślą że są fajni, jak sobie przyjadą i wyciągną broń, i będą gadać ,,Stój bo cię zastrzelimy’’. Gliny to są najbardziej wkurzające. Zając to się jeszcze bardziej rozdrażni.

Skipper… myśl, myśl, myśl! Co by tu zrobić… aha! Zapomniałem o tym. Wyciągnąłem z ,,kieszeni’’ zastrzyk usypiający, dużo płynu… a ta… igła taka… wielgachna…

Już zaczęło mi się wydawać, że ona ożywia i rzuca się na mnie, kłuje po całym tyłku… i to bardzo boli. Pot zaczął mi spływać po dziobie. Ja go nie pokonam, tym bardziej igłą, nie ja nie dam rady…

- Ty chcesz mnie pokłóć?! – wrzasnęło ogromne zwierzę. Wpatrywał się w strzykawkę z przerażeniem. Przynajmniej nie tylko ja się boję tego. – Nie możesz! – warknął i rzucił się na mnie wściekle. Nie udało mi się uciec, królik złapał mnie w swoje ogromne łapy i ścisnął. Zabrakło mi tchu.

Król Julian

Już miałem tysiąc. Mort się postarał, ale niestety i tak nie dostanie stopy. Wszystko było dobrze, dopóki morda nie spadła mu na ziemię. Telefon spadł obok i się rozbił, co mnie rozwścieczyło.

- Mort!!! – wykrzyczałem się na cały głos, cały Nowy Jork usłyszał mój piękny głos. – Coś ty uczynił?! Kto mnie teraz będzie komentował i dawał kciuki w górę?! Zaraz idziemy po telefon, ale sam go odkupisz za te twoje śmierdzące pieniądze ze skarpetek.

- Ale… – zaczął tym swoim denerwującym głosem.

- Morda! Jazda mi, oczywiście ze mną, do miasta! Już!

Dotarliśmy w końcu do miasta. Zaciekawiło mnie to, kiedy Maurice po drodze powiedział mi, że jakiś ,,Tuptuś Puszysty’’ polubił mnie i napisał prywatną wiadomość, gdzie napisał jakim to jestem wspaniałym królem. I nawet ma wszystkie moje zdjęcia! Takiego psychofana to ja rozumiem!

Tylko… tego nie zrobiła moja osoba, ani Morteusz. Czyżby…?

Zatrzymaliśmy się na mnie. Zdenerwowałem się, bo przez tego hamulca oblałem się soczkiem z mango, plasterki z ogórków uciekły mi z oczów, a człowieki biegały i darły się, jak ja, kiedy pierwszy raz poczułem pingwiny. Nigdy nie zapomnę tego bólu nosa…

Jakim prawem mają prawo latać i się tak drzeć? Ja potrzebuję odpoczynku, ciężko dla ich dobra haruje, a oni co? Tylko do pracy chodzą, a do mnie żeby przyjść, to nie.

- Grr, czemu te człowieki tak drą japę?! Mort pójdź i…

- Królu, dlatego! – rzekł Maurice. Jak on śmie mi przerywać?! Ale o tym już pogadamy później. Spojrzałem gdzie wskazywał palcem swoim, którym dubie w nosie, musiałem długo podnosić tą głowę, aż mnie szyja bolała. Nie wypada tak Władcy się przemęczać. No i w końcu dojrzałem jakąś łepetynę. To był królik, który miał tego szefującego w łapie. Chciał mu zjeść głowę. Tylko ja wydaję pozwolenia, kto ma być zeżarty, a kto nie.

- Ej, hańba ci zajęcu! – wrzasnąłem – Jak ty się nazywasz? Bo jakoś sobie nie przypominam, żebyś przykickał po papiery o to, kogo chce się pozbyć z mego królestwa. Hello, to mamy XXI wiek! Są tu papiery z podpisywaniem, a nie… ale gdybyś chciał pozbyć się tego futerka, to zapraszam do mnie, Maurice się tobą zajmie. Marzę o tym, by posiadać tron, taki co ogrzewa mi zadek. Ale jak na razie nie ma chętnych na oddanie futra. Hańba im.

Futrusiowi powiększyły się oczy, wypuścił pingwina z rąk. Ptak wpadł do kontenera na śmieci – już wolę zapach śmieci, niż jakiegoś dorsza. Ale dlaczego ten zajęc się tak na mnie wpatruje?

- Król… Król Julian… Ty jesteś Król Julian?! Ojej! – zaczął się śmiać i podskakiwać, mógłby trochę schudnąć, przez to zmienia się rusza. – Ja się Tuptuś nazywam i mam totalnego fioła na Pana punkcie! Jest Król najlepszy na świecie!

Podszedł do mnie i wyciągnął do mnie łapę. Powoli na nią wlazłem, była taka puszysta.

Skipper

- I co, Staruszku? Sam sobie dajesz ze wszystkim radę powiadasz… – rzekła dziewczyna stojąc nade mną, kiedy udało mi się wyjść ze śmieci. Jaka ona jest denerwująca.

- Akurat powiem ci, że tak. To wszystko było zaplanowane. Wiedziałem że ten Tupter czy Tuptuś, bądźmy szczerzy to debilne imię, jest fanem Ogoniastego… dlatego… coś tam coś tam. Nie musisz wszystkiego wiedzieć to moja słodka tajemnica, Lady. – Poruszyłem brwiami, uśmiechnęła się. – Teraz zobaczymy jak Panienka da sobie radę. – Przerzuciłem ją przez ,,ramię’’ i zacząłem wracać do kontenera. Wyrywała się i piszczała, kazała się puścić, ale że ma malutko siły, jest taką szarą myszką, udało mi się bez problemu wrzucić ją do śmieci.

- O fuuuj, czy tu jest zużyty pampers? Tak, to prawda. FUUJ!

Minęły godziny, zanim udało jej się wygrzebać z tego wszystkiego. Ale przynajmniej miałem dużo zabawnych widoków. Do czasu… kiedy z znikąd pojawił się Bulgot na swoim segwey’u. Spojrzał wściekły na mutanta, który gadał Ogoniastemu same komplementy. Biedny królik, on nie wie co robi i komu to mówi.

- 95, co ty wyrabiasz?! – wrzasnął. – Miałeś zabić pingwiny i zdemolować miasto, a nie zajmować się tym naiwnym stworzeniem!

- Naiwnym? – powtórzył i skupił się na delfinie. Na miejscu Bulgota bym odwołał te słowa. W sumie chciałbym żeby była jakaś nawalanka, tym bardziej z ssakiem, ale może się jeszcze wstrzymam. Ciekaw jestem co wydarzy się dalej.

- Tak! Naiwnym! Rozumiesz to słowo, czy rok tresury i wstrzykiwania ci różnych cieczy na inteligencję, cały czas skupiony na tobie, poszedł na marnię?!

- Nie będziesz obrażał mojego Króla… nikt nie ma prawa obrażać najwspanialszego władcy.

Odłożył Julka na dach budynku i ruszył kickiem do delfina. Ten włączył już wsteczny na swoim segwey’u. Próbował go jakoś uspokoić, przekonywać, dawał mu jaja poozdabiane (w końcu to jego ulubione danie z tego co zauważyłem – jaja wielkanocne – chociaż króliki nie jedzą jajek) nie pomogło. Zjadał je z chęcią, ale nadal szedł zasadzić parę kopów Bulciowi. Chwycił go i rzucał o każdy budynek, każdą drogę asfaltową, chodnik. Reszta się wykrzywiała, ale ja patrzyłem z wielką chęcią na to, co robi mojemu największemu wrogowi. Byłoby dobrze, żeby też Kowalskiemu takie coś zrobić, gdyż nadal rozmyśla o Doris. A nawet nie chce używać jego ,,pamięcio-usuwacza’’ bo jak wszystko jego może się źle skończyć. A tym bardziej nie chce żeby znów był z nami ten głupi Kowalski. Niech już będzie się wymądrzał, to już lepsze niż patrzenie, jak obciąża nas i nie daje żadnych sugestii.

Wyłączyłem całe myślenie i przyglądałem się znęcaniu nad Bulgotem. Piękny widok. Ale mam wrażenie, że zaczynam się zachowywać jak Rico. W każdym razie nie ważne!

Objąłem Carl ,,ramieniem’’, która niestety za każdym uderzeniem Bulgota o coś, wykrzywiała się. Julian kibicował i mówił, co ma uczynić temu ,,rybowi’’, a ja miałem kompletny spokój i dzięki królikowi powoli w głowię zaczęły mi przychodzić nowe pomysły, na nowe sztuki walki…

 

I jak? 
Podobała się? ;)
Udało się Julianowi choć odrobinę was rozbawić? 
I miałam rację z tym, że zepsułam i w ogóle nie przypomina notki związanej z Wielkanocą? :D

Zapraszam do komkowania!

Pozdrowionka, Alex ;*

 

PS. I jeszcze raz Wesołych Świąt Wielkanocnych! :D
Smacznego jajka, samych cudownych dni…
Oraz też mokrego dyngusa! :D

Macie jeszcze link do życzonek słodkiego kurczaczka ^^: KLIKNIJ (Klikajcie w liny xD)

59. Kim ty jesteś?

Skipper

Nigdy wcześniej chyba nie byłem tak wściekły na żółtookiego. My tu chcemy wypocząć po wakacjach, a jemu zachciało się nas porwać. Nie wiem co on znowu wymyślił, ale czy to coś ważnego czy nie – chociaż w sumie on nigdy nie wzywa nas do czegoś ważnego, zazwyczaj chodzi o głupoty czyli o jego tyłek, pra dawnych bogów albo królestwa.

- Ogoniasty, przyrzekam, że jak tylko wyjdę z tego worka to skopie ci tyłek! – warknąłem i zacząłem się szamotać, przez co Carly zarobiła parę siniaków.

- Ha! Głupi pingwinie, ja ci się tak łatwo nie dam! Poza tym pra dawni bogowie nie pozwolą ci zbić mojej pupci, wtedy będzie dla ciebie wymierzona kara śmierci! – odrzekł i puścił worek.

Lot nie trwał długo, ale lądowanie było najgorsze jakiekolwiek miałem – tym bardziej, że wylądowała na mnie pingwinka, której przez ostatnie tygodnie trochę się przytyło.

- Zejdź ze mnie… nie mogę… nie mogę oddychać… – Ledwo co udało mi się wypowiedzieć te słowa.

- Ja się tam ciesze, że ty na mnie nie wylądowałeś – rzekła, po czym sturlała się z moich pleców. W końcu tlen!

- No trochę grubi jesteście, nie mogę dźwigać tak ciężkich rzeczy prawie jak słoń. Co jak co, ale cieszcie się, że nie macie Morteusza u siebie. Ale będę taki dobry i wam go dam! – zaśmiał się Julian – Mort! Do wora!

- Uwielbiam włazić do wora! – Mały lemur wskoczył na moją głowę i wychylił się, patrząc mi prosto w oczy. – Hejka!

- O fuj! Co tak śmierdzi? – pisnęła Carly, zatykając skrzydełkami ,,nos’’. Na początku nic nie czułem, ale po paru sekundach już poczułem. Miałem wrażenie, że za chwilę zwrócę wszystko, co jadłem przez całe wakacje.

- Sorrki, jadłem ostrego kebab a – oświadczył zadowolony lemurek.

- Właśnie o tym mówiłem ptaki. Będziecie śmierdzieć… ale dezodorant sami sobie kupicie, bo aktualnie oszczędzam na bambusa, żeby zrobić z niej nowy tron! – W końcu nas wypuścił. Wyrzucił. Carly znów wylądowała na mnie, ale nie miałem ochoty otwierać dzióbka, ten zapach mnie dobijał. – Ejejeje, nie leć na tego debila! – Julian ściągnął dziewczynę ze mnie. Dziękuję!

- Czuję, że ten zapach zabija moje wnętrzności. Mój mózg powoli umiera. – powiedziała Carly. Stała tak, jakby ktoś ją zahipnotyzował, po czym rzuciła się na beton i wykrzyczała: DAJCIE MI CZYSTE POWIETRZE!

Król Julian

Nie pozwolę żeby jakiś głupi pingwin leciał na głupiego pingwina, tym bardziej że ten pingwin, który leci na drugiego pingwina podoba mnie się i nie wali tak rybą. Przez co mam do niego wielki szacunek.

Nagle poczułem nieprzyjemny, wręcz okropny, odór Morta.

- Mort, wypad, śmierdzisz! – Po czym kopnąłem go z całej siły, to był chyba najlepszy kopniak jaki mi się kiedykolwiek udał. Muszę to zapisać.

Nawet nie musiałem Maurice’owi cokolwiek mówić – chociaż raz w życiu – od razu związał pingwiny. Dziewczyna dalej wyglądała tak, jakby zobaczyła o czym marzy Mort. A może wie, przez ten zapach? Takie rzeczy też się zdarzają. Z jednej strony jestem ciekaw co on posiada za myśli w tym małym łbie, a z drugiej trochę się boję. Pewnie tam są moje stopy, tylko, że śmierdzące, bo on nie potrafi o nic zadbać.

Wsiedliśmy do samolotu…

 *

W końcu dotarliśmy. Szczerze mówiąc nie wiem gdzie jesteśmy, co to za wieś, ale tu jest Sonia. Żeby wyglądać jeszcze piękniej ubrałem medalion, który znalazłem u pingwinów. Był przepiękny.

- Gdzie my jesteśmy i po co nas tu przywlokłeś? – syknął gruby pingwin.

- Żeby przywieść moją miłość do mojego królestwa! Potrzebuję królowej, a Sonia jest najidealniejsza z idealniejszych! – wyskoczyłem z latającej maszyny. Reszta za mną, ale nie skakali. I dobrze, bo tylko ja tak mogę. Zaczęliśmy zwiedzać tą wieś, znaleźliśmy się na zwierzęcym targu – tak ochrzciłem to miejsce, gdyż znajdowało się w małym zaułku i było tu dużo zwierzaków, które czymś handlowały. Braniem tego wszystkiego zajmę się później, bo muszę znaleźć są ukochaną i schronić się przed tą burzą, która zaraz zaszaleje nade mną!

Nie trzeba było daleko szukać – Sonia była przy jakimś straganie, szalona ona! Chciała mi zrobić prezent!

- Soooonia! – wykrzyknąłem, rzucając się i tuląc ją. Ona słodko mruknęła i wróciła do jedzenia jakieś ryby.

Carly

Okay… a więc ukochaną Juliana jest niedźwiedź gryźli. Jak on ją w ogóle poznał?

Z pyska niedźwiedzicy kapała ślina, która leciała na Juliana.

- Wiem, wiem! Ja też tęskniłem… – lemur zaczął łkać – ale nie płacz, będziemy do końca już razem… no nie, teraz ja się rozpłaczę.

Przewróciłam oczyma i spojrzałam na Skipper’a. Sądziłam, że nasze spojrzenia się spotkają i wyjdziemy stąd, obgadując Juliana, ale on się rozglądał, widać że był zdenerwowany. Dopiero teraz zauważyłam, że na targu była zupełna cisza. Wszystkie zwierzęta patrzyły na nas, szeptały coś do siebie nie odrywając wzroku.

,,Naszyjnik (…)’’

,,On ma ten naszyjnik!’’ – te słowa pojawiały się cały czas. Przyjrzałam się biżuterii Juliana. Co oni w nim widzieli takiego? Naszyjnik jak naszyjnik. Chociaż nie był sztuczny. Był dużo warty i dlatego tak się na niego gapili?

Sądziłam tak do czasu, kiedy usłyszałam słowo ,,Przeklęty(…)’’.

- Jaki przeklęty? O co im chodzi? – szepnęłam do szefa.

- Nie mam pojęcia. – Wzruszył ramionami i nadal się przeczesywał wzrokiem wszystkich.

Błyskawice rozdarły niebo, zaraz potem rozległ się grzmot, po czym zaczął padać deszcz. Dość mocno, przez co widoczność była słabiutka.  

Usłyszałam krzyki.

Znów zaczęli szeptać i wskazywać przed wejście do zaułku. Przyglądałam się w tamtą stronę, ale przez deszcz nie mogłam nic zobaczyć. Kolejna błyskawica rozświeciła niebo, dopiero wtedy zauważyłam jakąś sylwetkę. Dzieci krzyknęły i uciekły razem z matkami, a reszta przyparła się jak najbliżej ścian. Byli przerażeni.

Tylko dlaczego? – Ruszyłam powoli do przodu. Chciałam jak najszybciej poznać odpowiedzi na pytanie.

- Co ty robisz? Zgłupiałaś?! – pisnął starszy szop pracz, spojrzałam na niego. Zaraz potem koło jego głowy w ścianę wbił się nóż. Zwierzę pisnęło i straciło przytomność. Dwóch obok mężczyzn złapało go i przełknęli głośno ślinę.

Przede mną stanęła postać ubrana na czarno ze spuszczoną głową, była mojego wzrostu, w łapie trzymała miecz.

- Kim ty jesteś?… – wyszeptałam.

Powoli uniosła głowę. Jej ślepia były przerażające – jedna tęczówka była czerwona, a druga piwna. Wstrzymałam oddech.

Spojrzała mi głęboko oczy i zaśmiała się.

- Boisz się… – Uniosła powoli miecz i zamachnęła się w moją stronę. 

Witam!
Wena dała kopa i udało mi się 1,5 godziny udało mi się napisać to ,,cudeńko” ;p
I skończyłam w dość ciekawym momencie xD
Jak wam się podoba?
Udało mi się was choć odrobineczkę rozśmieszyć Julianem?
Który z pingwinów może mieć związek z medalionem?
Fajnie wyszedł mi ten koniec? xD
I…
Kto oglądał wczoraj ,,Igrzyska śmierci” i uwielbia je tak samo jak ja? ^^
Do następnej!
Pozdrawiam, 
Alex ;D

58. ,,Dla dobra królestwa…”

Witajcie!
Na samym początku chciałam tylko szybciutko wspomnieć o dwóch postaciach, które za niedługo się pojawią… chociaż było o nich mowa tylko w jednym wpisie, który był dość długi i dodany 2 lata temu ! A wiem, że nie chce się wam tego czytać.

Robert – były partner Carly;
Amy – córka powyższych wspomnianych postaci, która została oddana do domu dziecka…
A teraz zapraszam do czytanka i dzielenia się w komentarzach swoimi opiniami…  ;-)

Carly

Po paro dniowych przemyśleniach w końcu postanowiliśmy opuścić to piękne miejsce i wrócić do domu. Bałam się jednak, co tam zastaniemy – pamiętam co Skipper mi kiedyś opowiadał; nie było prądu, to Julian zrobił z naszego słodkiego ZOO dżunglę. Ale w sumie chciałabym to zobaczyć. Też nie raz mam ochotę zachowywać się jak jakiś psychopata, bo mi się bardzo nudzi, jednak w oddziale trzeba się zachowywać jako tako.

Tak nie chce jeszcze wracać… był taki spokój – bez żadnych akcji, denerwujących ludzi/zwierząt i zero wrogów. Ale za to jedynym minusem jest to, że cały oddział strasznie przytył, nic nie ćwiczyliśmy, boję się teraz wejść na wagę. Chociaż wolę być już gruba i szczęśliwa.

Tylko żeby od razu po powrocie nie było żadnej akcji…

- Słodki pączusiu, daleko jeszcze? – ziewnęłam.

Szef rzucił mi zabójcze spojrzenie – w końcu pytam po raz setny.

- Aż tak bardzo Ci się śpieszy, Harris? – odparł.

- Nie, po prostu chce cię podenerwować – zachichotałam.

- Ugh, znowu przegrałem! – jęknął zrezygnowany Kowalski, rzucając swojego smartphone’a na siedzenie obok. Pewnie znowu grał w Pandemię II. Wszyscy przewrócili oczyma, kiedy to Naukowiec ponownie chwycił urządzenie i rzekł: Tym razem mi się uda! Dobra, więc… będzie to wirus… nazywać się będzie… ,,mortifelo arro’’ i…

I na tym się skończyło. Całym sobą skupił się na grze. Miał lekko uchylony dziób, rozszerzone źrenice i prawie się nie ruszał. Gra jest po angielsku – jak to stwierdził Edek – nie nauczył Kowalskiego czytać, ale powiedział co gdzie się znajduje, a nasz ukochany strateg wszystko dokładnie zapamiętał, ma idealną pamięć.

Rico z Szeregowym znów zaczęli się kłócić. Gry robią jednak ze zwierząt coś okropnego… rosło we mnie ciśnienie, Skipper jednak – o dziwo – nie pokazywał żadnych emocji. Sięgnęłam MP3, zamknęłam oczy; muzyka jest cudowna… a szczególnie pewnego zespołu, w którym ostatnio się zakochałam; oczywiście Imagine Dragons dalej jest na pierwszym miejscu, Metallica na drugim… ale powoli zespół Muse zaczyna powoli iść z trzeciego miejsca na drugim! – The Handler, JKF + Defector, Uprising, Dead Inside

Powoli już przysypiałam, ale się obudziłam, kiedy to w słuchawkach zabrzmiał kolejny utwór, który to nie należał do listy moich ulubionych zespołów…

,, I thought that I’ve been hurt before
But no one’s ever left me quite this sore
Your words cut deeper than a knife
Now I need someone to breathe me back to life’’ – Shawn Mendes ,,Stitches” 

Od razu przypomniał mi się on… ten pieprzony koleś, który zniszczył mi życie, udawał że zawsze mogę na niego liczyć, ale się myliłam – Robert…

 

Król Julian

- A co jeżeli pingwiny wrócą? – spytał Maurice, malując pomieszczenie. Mort zawieszał obrazy, gdzie była namalowana moja piękna królewska twarzyczka. Ja z kolei zająłem się zadaniem – w sam raz dla mnie – czyli pryskaniem wszędzie odświeżaczem powietrza, żeby przestało w końcu śmierdzieć rybami.

- Maurice, cicho. Zajmij się tym, a nie! Martwisz się o jakieś głupie ptaki…

Tak naprawdę było mi jednak smutno, że ich tak nie ma… bo nie ma kogo podenerwować i nikt mi nie pomoże przywieść moją miłość… ale jedynym plusem jest to, że już tak nie wali rybą na kilometr. Nie mają zębów, ale są protezy i szczoteczki do zębów!

- Co tu się Ogoniasty wyrabia?!

Odwróciłem się. Skipper, ileś tam centymetrów, metrów stał ten głupi głupek!

- Pingwinie! – Od razu ruszyłem do przytulenia go, po nim wskoczyła reszta. Żeby im nie było przykro to ich też przytuliłem… ale przy tym najmniejszym byłem bardzo ostrożny, jeszcze się zarażę od niego  tłuszczem, a ja nie pozwolę żeby moje królewskie ciałko – na które każda kobita leci – było grube! Co to to nie!

Rico i ten Kowalski był mi obojętny, ale piękna Carly przytuliłem całym serduszkiem, przytulałem ile można! Kocham ją, ale bardziej kocham siebie. A zaraz po sobie swoje królestwo. No, pingwinka jest tak jakby na… jeszcze to kocham i to… jest na dziesiątym miejscu.

- Wynocha z naszej bazy, lemury! Nie mam zamiaru akceptować waszych idiotycznych pomysłów… macie swoje terytorium, wynocha!

- Sam stąd wynochaj śmierdzący rybojadzie… – Pokazałem mu język. Podziałało. Kiedy schodził ze schodków, stanął na krawędzi stopnia, wywrócił się. Walizka, którą taszczył za sobą, spadła na niego, wysypując ubranka.

- Widzę pingwinie, że lubisz życie na krawędzi.

Pingwin jak pingwin – głupek. Ale fajne miał gatki, gust miał, a teraz niech pozwoli że pożyczę od niego guścik. Szybko zabrałem jego gatki w różne kolory kropek.

Puściłem oczko do Maurice’a. Ten przytaknął i krzyknął ,,Laboratorium Kowalskiego się pali!’’, Mort natomiast wziął… coś, co zrobiło fajny dym.

- Nie! Tylko nie laboratorium! Tam są moje dzieci! – krzyknął Kowalski rzucając się do pomieszczenia pełnego dymu, Rico wyrzygał wąż i razem z Szeregowym ruszyli do akcji. Carly z tym głupim płasko-czołowcem też ruszyli… wziąłem worek i rzuciłem się na nich. Pingwinice było łatwo złapać, ale z tym drugim nie było łatwo…

- Ogoniasty, co ty robisz?! – warknął dziobaty i bronił się przede mną… oraz workiem.

- To dla dobra królestwa!

Wykręciłem mu skrzydło, ale dostałem w twarz. Ale pra dawni bogowie mi pomogli, dając coś bolącego temu głupiemu głupkowi! I do wora!

- Aua, postrzyknęło mnie w plecach! – wrzasnął.

Chwała pradawnym bogom, jestem waszym fanem! 

Koniec…
Co sądzicie o tym wpisie?
Domyślacie się kim jest miłość Juliana? 
Co wydarzy się dalej?
Polecam posłuchania piosenek, które pojawiły się w notce ( fanom rock’a powinny się spodobać ;-))…
Chociaż piosenka ,,Stiches” to akurat pop ;p
Pozdrawiam, Alex ;*